To jeden z takich momentów, gdy z całą ostrością dociera do mnie następująca refleksja: dlaczego człowiek musi umrzeć, by inni stali się bardziej obiektywni w jego ocenie, w ocenie jego dorobku, by z poczuciem wstydu schowali swoją niechęć czy lekceważenie. Wśród takich innych jestem i ja.

REKLAMA
Romuald Lipko to jeden z tych artystów, którzy mnie jako fana zawiedli. Z tych, których bardzo szanowałem i ceniłem, a których kolejne dokonania – w moim odczuciu – nie dorównywały tym z pierwszego okresu działalności. Tak jest też ze Stingiem czy U2. Im bardziej kiedyś ukochani, tym większe potem rozczarowanie.
Płyty zacząłem kupować jako piętnastolatek, w 1977 roku. Drugim nabytkiem był album Przechodniem byłem między wami (jak szczególnie brzmi dziś ten tytuł). Pozostając pod wielkim wpływem starszych braci, szczególnie upodobałem sobie wtedy rock progresywny – i ta płyta świetnie wpisywała się w ten kontekst. Nieznośna gotyckość tekstów raz po raz zahaczająca o grafomanię dotarła do mnie wiele lat później, muzycznie materiał broni się, jak sądzę, i dziś. Kończąca album przepiękna I tylko gwiazda – blask jej znikomy zapowiadała to, co stało się parę lat później.
Potem szorstki związek między Lipką i Cugowskim rozpadł się. Jak opowiadał zmarły niedawno inny lublinianin, redaktor Jerzy Janiszewski, Budka miała nagrywać krążek dla NRD-owskiej Amigi. Zespołowi bardzo na tym projekcie zależało, tymczasem wokalista ostro zabalował w noc poprzedzającą wejście do studia i tak skończył się sen o podboju rynku sąsiadów zza Odry. Cugowskiego usunięto z zespołu, a po nieudanych próbach ze Stanisławem Wenglorzem pojawili się Romuald Czystaw i Jan Borysewicz, pierwszy z niezwykle bogatej „kolekcji” świetnych gitarzystów w kapeli.
Repertuar zmienił się. Lipko wyczuł schyłek progresji, jego kompozycje zelżały, stały się bardziej piosenkowe, przebojowe. Właściwie już na Ona przyszła prosto z chmur (raz jeszcze wspominam J. Janiszewskiego: jakież było osłupienie członków zespołu, gdy okazało się, że po zarejestrowaniu albumu w Polskich Nagraniach i dograniu dodatkowych śladów w Lublinie – które wysłano do Warszawy – wydawca dokleił otrzymane dodatki do… wersji demo płyty i taki też materiał ujrzał światło dzienne. Zaprezentowane wtedy w Trójce właściwe wersje zabrzmiały o niebo lepiej).
W tym czasie Lipko podjął współpracę z czołówką polskich piosenkarek. Pisał piosenki dla Anny Jantar, Zdzisławy Sośnickiej, dla Izabeli Trojanowskiej skomponował materiał na całą jej debiutancką płytę, podobnie dla Urszuli. Na jubileusz dziesięciolecia zespołu i okolicznościową trasę do zespołu dołączył Cugowski – i został. Faktura nowych utworów nieco się zagęściła, ale nie trwało to szczególnie długo.
Ktoś w tym miejscu może się obruszyć, ale gdy pomyślę o bezmiarze napisanych przez Lipkę piosenek, porównanie z McCartneyem aż ciśnie się na usta. Oczywiście, skala dokonań jest zupełnie inna, jednakże na naszym, rodzimym poletku muzycznym? McCa i Beatlesów raczej się naśladowało i naśladuje, traktując jako wzorzec z Sevres, wykonując niezliczone wersje gigantycznych przebojów i piosenek odrobinę rzadziej granych w rozgłośniach radiowych, Lipkę raczej proszono o pisanie piosenek, niż grano covery. Jednakże obaj panowie nie całkiem mieszczą się w stylistyce rockowej, jednemu i drugiemu obrywało się nie raz za nadmierną popowość i ocieranie się o kicz.
Choć moje żywe zainteresowanie dokonaniami Budki Suflera skończyło się dawno temu, wraz z płytą Za ostatni grosz, nie sposób było nie ocierać się raz po raz o jego kompozycje. I nie zauważać, jak świetni gitarzyści chcieli z nim współpracować: wspomniany Borysewicz, Krzysztof Mandziara, Marek Raduli, Stanisław Zybowski czy Mieczysław Jurecki (częściej basista).
Romuald Lipko zmarł 6 lutego, na niespełna dwa miesiące przed swoimi siedemdziesiątymi urodzinami.