
Czwartkowy wieczór w pięknej sali koncertowej Akademii Muzycznej w Katowicach był początkiem ósmej już edycji festiwalu. I dniem młodego polskiego jazzu.
REKLAMA
RGG
RGG - fortepian, bas i perkusja - ciągle porównywani są do Marcin Wasilewski Trio, mimo że mają już na koncie sześć płyt. To nieuchronne, gdy pojawia się w odstępie kilku lat podobny skład, a wraz z nim nieodległe od siebie klimaty. Pisałem już o tym kiedyś - skandynawskie wiatry w jazzie są mi bardzo bliskie. Nawet jeśli słyszymy instrumenty dęte (Jan Garbarek), nie wdzierają się one gwałtownie do głowy, jak ma to częstokroć miejsce w jazzie amerykańskim.
Panowie Ojdana, Garbowski i Gradziuk uciekają od prostych skojarzeń z MWT, uciekają też od łatwych tropów prowadzących za Bałtyk (EST, Tord Gustavsen), łamiąc łagodną fakturę swych utworów. Raz pomysłami rodem z Warszawskiej Jesieni, innym razem wytrącając słuchaczy z melodycznego transu obfitością improwizacji - w ruch szły przeróżne przeszkadzajki lub, bezpośrednio, struny fortepianu.
I choć cały czas słychać było, że na scenie jest trzech a nie więcej muzyków, przyznam, że muzyczne proporcje w obrębie trzykwadransowego występu nie do końca przypadły mi do gustu. Doceniam, ale wolałbym więcej grania, a mniej eksperymentowania i zabawy dźwiękiem.
Wojciech Lichtański
Ten dwudziestotrzyletni saksofonista altowy to wschodząca gwiazda polskiego jazzu. Student katowickiej AM, lider niedawno powołanego do życia kwartetu Lichtański Sound Lab i już laureat Grand Prix Bielskiej Zadymki Jazzowej. Ponadto - kompozytor całego materiału na debiutanckim albumie grupy nagranym wiosną na żywo w Radiu Katowice.
Skład znany od dziesiątków lat z czarnego jazzu - saksofon, fortepian, bas i bębny - i te patenty są w graniu LSL ewidentne. Ale jednocześnie, jak podkreśla sam lider w rozmowie z "Jazz Forum", ciągnie go w stronę grania skandynawskiego. Czyli ostrożnie z wirtuozowskimi popisami, mniej freejazzowego szaleństwa, brawury, a więcej melodii oraz stonowania. Lichtański przyznaje się zresztą do fascynacji Bobo Stenson Trio.
Występ LSL był zdecydowanie bardziej jednorodny stylistycznie niż set RGG. Widownię uwiodła też stara, dobrze pojęta elegancja - zarówno grania, jak i zachowania na scenie. Z pięknym bisem występ trwał godzinę.
Skład znany od dziesiątków lat z czarnego jazzu - saksofon, fortepian, bas i bębny - i te patenty są w graniu LSL ewidentne. Ale jednocześnie, jak podkreśla sam lider w rozmowie z "Jazz Forum", ciągnie go w stronę grania skandynawskiego. Czyli ostrożnie z wirtuozowskimi popisami, mniej freejazzowego szaleństwa, brawury, a więcej melodii oraz stonowania. Lichtański przyznaje się zresztą do fascynacji Bobo Stenson Trio.
Występ LSL był zdecydowanie bardziej jednorodny stylistycznie niż set RGG. Widownię uwiodła też stara, dobrze pojęta elegancja - zarówno grania, jak i zachowania na scenie. Z pięknym bisem występ trwał godzinę.
Zastanawiam się, czy moje rockowe ucho przyswoi te nuty w domowych warunkach, odtwarzane z płyty. Na żywo jednak zabrzmiały bardzo, bardzo interesująco.
