Jest taki dowcip z czasów, gdy w latach 70. w Norwegii odkryto złoża ropy naftowej. "- Teraz - mówi Szwed - każdy z was wreszcie kupi sobie samochód. I z pewnością będzie to Volvo. - O, tak - odpowiada Norweg. - Będziemy też mieli swoich kierowców. I na pewno będą to Szwedzi". Nie mi pisać kolejną rozprawę, ani nawet przyczynek do takowej, na temat dobrosąsiedzkich stosunków. Miłości Katowic do Sosnowca, Torunia do Bygdoszczy, Polaków do Niemców, Rosjan czy Czechów, Belgów do Francuzów etc. Tak to już jest, że sąsiad najbliższy, tuż za ścianą, najtrudniejszy jest do zniesienia.

REKLAMA
I jeśli w te dni "szczególnej troski" pragniemy być trochę lepsi, to pamiętajmy, że my sami też jesteśmy takimi sąsiadami. Odpuśćmy nieco - sobie i innym, sprawmy, by ciśnienie z nas trochę zeszło. Dajmy spokój z tym źdźbłem i belką w oku. Mówiąc górnolotnie, na niechęci i nienawiści ludzkość nigdy zbyt daleko nie zajechała.
Więc jeśli opłatek (nieprzypadkowo biały) ma być symbolem pojednania, to uczyńmy to, przełammy się i przełammy się nim. Niech wyciągnięta ręka nie będzie tylko pustym gestem. Wyobraźmy sobie na przykład, że wyciągamy prawicę i uśmiechamy się przy tym do osób o zupełnie innych poglądach. Że nieobłudnie życzymy najlepszego na przykład tym politykom, na których przez cały rok psioczymy szczególnie, których nie lubimy i podejrzewamy o złe intencje.
Świata nie zmienimy, ale jakąś małą cząstkę w sobie - może tak. Choć na chwilę. Tego sobie i Wam życzę. I mniej telewizora, a więcej muzyki. Ona przecież zdecydowanie łagodzi obyczaje.
Jakiś czas temu, w TVP Kultura, w serii "Klasyczne albumy", wzięto pod lupę drugi krążek The Band. Członkowie zespołu, starsi już panowie, wspominali czas realizacji płyty z 1969 roku. Jeden z nich powiedział coś takiego: "Gdy byliśmy młodzi, chcieliśmy podbijać świat. Dziś wiem, że najważniejsze to pomagać sąsiadom".
Wszystkiego dobrego. Nie tylko w święta.