W kampanii wyborczej PiS-u najczęściej pojawiającymi się słowami-kluczami, przekazami programowymi były m.in: prawo, sprawiedliwość, walka z układem, rozliczenia, ale też wstawanie z kolan, patriotyzm, honor i „Polska w ruinie”.
REKLAMA
O jakie „prawo” chodziło, dziś już doskonale wiemy… Połamana Konstytucja, zdewastowany TK, KRS, po części także SN i wiele szczebli zarówno władzy sądowniczej, jak i prokuratury. Daleki jestem od idealizowania wymiaru sprawiedliwości funkcjonującego po 1989 roku. Daleki także jestem od doceniania zachodzących w nim zmian. Były niewystarczające, zbyt wolne, niekonsekwentne i nie przyniosły rzeczywistej, oczekiwanej poprawy jakości i wydajności. Niemniej jednak to, co uczynił rząd PiS-u, to - z całą pewnością - nie reforma, lecz dewastacja. Do jakiej „sprawiedliwości” może to doprowadzić, wszyscy się spodziewamy.
„Wstawanie z kolan” - zwłaszcza w wymiarze międzynarodowym - to więcej niż klapa. Pominę konflikty z Komisją Wenecką, ETS i utratę pozycji w UE. One są kosztowne, widoczne gołym okiem, ale nie najbardziej spektakularne. Te najbardziej wrażliwe są przede wszystkim w kreowanym obrazie samego państwa, w sposobie naszego postrzegania.
Hasło „Polska w ruinie” stało się dla PiS-u niezwykle poważnym obciążeniem. Dziś premier Morawiecki albo zapowiada wybudowanie tego, co już istnieje, albo kłamie np. o braku dróg, autostrad, po których właśnie się porusza. Część konferencji, spotkań władz PiS-u odbywa się w obiektach wybudowanych za czasów rządów PO-PSL (często kultury - tu byliśmy rekordzistami w UE), ale padają tam słowa o... „ich braku”. Premier Gliński bez zająknięcia wymienia programy funkcjonujące od 8-10 lat i uznaje je albo za swoje, albo skraca czas ich funkcjonowania, by to zasugerować (np. muzea za złotówkę, darmowy listopad w rezydencjach królewskich czy dostępna kultura dla emerytów, albo wielki projekt termoizolacji szkół artystycznych).
Pojęcie prawdy, odkrywania rzekomych układów najbardziej zdewastowano w decyzjach dotyczących komisji śledczych – tych, które powołano i tych, których PIS nie chce powołać. Bez wątpienia jednak każde poszukiwanie prawdy w danej aferze, kończy się kłamstwem lub minimum milczeniem. W większości podjętych spraw i śledztw, PiS szybko trafia sam na siebie.
Hasło „Polska w ruinie” stało się dla PiS-u niezwykle poważnym obciążeniem. Dziś premier Morawiecki albo zapowiada wybudowanie tego, co już istnieje, albo kłamie np. o braku dróg, autostrad, po których właśnie się porusza. Część konferencji, spotkań władz PiS-u odbywa się w obiektach wybudowanych za czasów rządów PO-PSL (często kultury - tu byliśmy rekordzistami w UE), ale padają tam słowa o... „ich braku”. Premier Gliński bez zająknięcia wymienia programy funkcjonujące od 8-10 lat i uznaje je albo za swoje, albo skraca czas ich funkcjonowania, by to zasugerować (np. muzea za złotówkę, darmowy listopad w rezydencjach królewskich czy dostępna kultura dla emerytów, albo wielki projekt termoizolacji szkół artystycznych).
Pojęcie prawdy, odkrywania rzekomych układów najbardziej zdewastowano w decyzjach dotyczących komisji śledczych – tych, które powołano i tych, których PIS nie chce powołać. Bez wątpienia jednak każde poszukiwanie prawdy w danej aferze, kończy się kłamstwem lub minimum milczeniem. W większości podjętych spraw i śledztw, PiS szybko trafia sam na siebie.
Dominujące fałszywe przekazy, kłamstwa, propagandowe programy telewizji publicznej stały się chlebem powszednim władzy. Niemniej jednak jeszcze groźniejsze są już istniejące zapędy cenzorskie. Pominę obszar kultury. Nie dlatego, że nieistotna. Przede wszystkim dlatego, że są to przykłady bardzo widoczne, trudne do ukrycia – jak np. odebranie już przyznanej dotacji Festiwalowi Malta.
Bolesne jest eliminowanie, bądź zmienianie znaczeń pojęć, które jeszcze trzy lata temu dla PiS-u były narzędziami walki o sukces: „układ”, „protekcja”, „konkursy”, „przetargi”, „transparentność”, „nepotyzm”, „prawda”, „premie, nagrody”, „Konstytucja”, „niezawisłość”, „rodzina na swoim”, etc... To kompletna dewastacja pojęć!
Obok tego, próbując zmieniać najnowszą historię, PIS wprowadza nieformalny zapis na wielu znanych i zasłużonych postaciach (miałem nadzieję że już to nie wróci…). W mediach publicznych nazwiska Wajdy, Geremka, Bartoszewskiego, Mazowieckiego, Wałęsy, Kuronia czy Owsiaka nie mają prawa paść - chyba że w negatywnym kontekście. Na naszych oczach PiS pisze nową historię, kreując własnych bohaterów, którym przypisuje nienależne, wyimaginowane zasługi.
Obok tego, próbując zmieniać najnowszą historię, PIS wprowadza nieformalny zapis na wielu znanych i zasłużonych postaciach (miałem nadzieję że już to nie wróci…). W mediach publicznych nazwiska Wajdy, Geremka, Bartoszewskiego, Mazowieckiego, Wałęsy, Kuronia czy Owsiaka nie mają prawa paść - chyba że w negatywnym kontekście. Na naszych oczach PiS pisze nową historię, kreując własnych bohaterów, którym przypisuje nienależne, wyimaginowane zasługi.
Eliminując istotne pojęcia i ważne dla naszej historii postacie, PiS nas wyklucza. Ze świata prawdy, europejskiej cywilizacji, sukcesów, zwycięstw, ale także z szans na rywalizację z silnymi. W konsekwencji - tracimy nasze atuty...
Najboleśniejsze jednak mogą okazać się skutki edukacyjne, które zwiększają podziały, agresję i wypaczają charaktery - w szczególności najmłodszego pokolenia. Akceptacja dla niekompetencji kulturowej, nietolerancji, agresji słownej i fizycznej, a także łamania prawa staje się normą w pracy rządu. To niewybaczalna zbrodnia na narodzie.
Najboleśniejsze jednak mogą okazać się skutki edukacyjne, które zwiększają podziały, agresję i wypaczają charaktery - w szczególności najmłodszego pokolenia. Akceptacja dla niekompetencji kulturowej, nietolerancji, agresji słownej i fizycznej, a także łamania prawa staje się normą w pracy rządu. To niewybaczalna zbrodnia na narodzie.
