Anna Grodzka po roku odeszła z Partii Zieloni. Bilans współpracy jest dodatni, choć start posłanki w wyborach prezydenckich był błędem, który osłabił ugrupowanie i utrudnił budowę samodzielnej propozycji politycznej. Poniżej kilka moich refleksji na gorąco.
REKLAMA
Grodzka - wiarygodna rzeczniczka istotnych tematów
Anna Grodzka była najbardziej lewicową posłanką tej kadencji Sejmu i świetną reprezentantką zielonych i społecznych tematów od OZE i ekologicznego rolnictwa począwszy na zmianach w Kodeksie Pracy i wsparciu osób niepełnosprawnych skończywszy. Choć próbowano wsadzić ją w buty lewicy obyczajowej, udowodniła, że jest politykiem kompletnym.
Bilans mimo wszystko dodatni
Odejście posłanki to duża strata dla Zielonych, ale też dla samej Grodzkiej, która w pewnym sensie odrzuciła swoje zaplecze polityczne, choć na kongresie w 2014 roku, deklarowała, że "w końcu odnalazła swoje miejsce".
Z jednej strony dzięki Grodzkiej Zieloni zyskali widoczność i szansę na prezentację swoich postulatów szerokiej publiczności, z drugiej jest start w wyborach prezydenckich obnażył nieskuteczność organizacyjną partii i sprawił, że idea samodzielnego budowania zielonego projektu została odesłana do lamusa.
Polityczny ekumenizm posłanki
Grodzka jako osoba o pozycji w pewnym sensie niezależnej od Zielonych była używana przez inne środowiska polityczne, nie zawsze zgodnie z intencją macierzystej partii. Na posłankę powoływali się tak Nowoczesna Lewica Hartmana jak ludzie, którzy później założyli Partię Razem.
Niezależnie od daleko posuniętego ekumenizmu Grodzkiej, obejmującego również formacje liberalne (środowisko Hartmana), źle by się stało gdyby zniknęła z polskiego życia politycznego.
Dlatego będę trzymał kciuki za działania posłanki, które przybliżają nas do budowy społeczeństwa opartego na zasadzie zrównoważonego rozwoju.
Siła spokoju
Grodzka była też jednym z najbardziej atakowanych polityków, mimo łagodnego usposobienia i szacunku do partnerów. Atakowano ją za to kim jest, a nie za jej działania, które zasługują na laurkę.
