
Nie wizy, nie polityka wschodnia ani nawet nie Magdalena Ogórek (choć wzmianki o jej kandydaturze w wyborach prezydenckich trafiły na największe tutejsze portale), tylko znowu… kulinaria. Już chyba nic nie zmieni świadomości „przeciętnego Amerykanina”, któremu Polska od zawsze kojarzy się głównie z pierogami i kiełbasą. Kolejny rok obecności naszego kraju w amerykańskich mediach też rozpoczął się od jabłek i pączków.
REKLAMA
Miesiąc temu popularna platforma medialna – Thrillist.com, której redakcja mieści się w Nowym Jorku, zamieściła na swoich cyfrowych łamach ranking tego, w czym góruje nad resztą świata, w tym także Ameryką, Unia Europejska.
Lista objęła wszystkie 38 krajów członkowskich, w tym także i Polskę. Typowaniem europejskich „the best of the best” zajęli się osobiście redaktorzy portalu, poświęconego generalnie tematyce lifestylowej i ocenie atrakcyjności wszystkiego, co da się jakoś podciągnąć pod kategorię „styl życia”. Od restauracji serwujących owoce morza, po kraje, do których warto (lub nie) wyjechać na wakacje. A wszystko – naturalnie – z punktu widzenia „typowego” Amerykanina.
W połowie stycznia dziennikarze z Thrillist.com spojrzeli z tej właśnie, specyficznej perspektywy, w kierunku Starego Kontynentu i dostrzegli, że Chorwacja to kraj, którego największą zaletą jest… cisza w blokowiskach! I podali do publicznej amerykańskiej wiadomości szokującą informację: w ubiegłym roku na głośnych sąsiadów skarżyło się zaledwie 10 procent chorwackiej populacji!
Skąd to zainteresowanie poziomem hałasu? Cóż – prawda jest taka, że wielorodzinne budownictwo amerykańskie jest wyjątkowo wręcz – by się tak wyrazić – akustyczne. Trudno żeby było inaczej, kiedy ściany i sufity, przynajmniej w starszych budynkach, nie mają żadnej izolacji, co tłumaczy wszechobecność burych syntetycznych wykładzin podłogowych kładzionych tu powszechnie nawet na parkiety. Ale i tak w przeciętnej amerykańskiej kamienicy słychać każdy krok sąsiadów, każdą głośniejszą rozmowę, każdy dzwonek telefonu.
Albo Bułgaria. Według autorów z Thrilllist to kraj, któremu Ameryka może głęboko zazdrościć… taniej energii elektrycznej.
Żeby zrozumieć fascynację redaktorów wysokością rachunków, jakie płacą za prąd Bułgarzy, trzeba by wcześniej rzucić okiem na rozliczenie, które co miesiąc wysyła swoim klientom Con Ed (największy dostawca prądu w USA), opiewające – bywa – na jedną trzecią czynszu za mieszkanie.
Albo Irlandia. Czym mogła zaimponować Ameryce w drugiej dekadzie XXI stulecia? Otóż niską liczbą rozwodów. Trudno się dziwić, że takie dane mogą robić wrażenie w kraju, gdzie dłużej niż pięć lat po ślubie wytrzymuje ze sobą zaledwie co druga para.
Francja znalazła najwięcej uznania z powodu najniższego współczynnika otyłości, Luksemburg ze względu na najbardziej rozpowszechnioną znajomość języków obcych, a Holandia z powodu najwyższej skuteczności obywateli w rzucaniu palenia.
I choć to wygląda trochę dziwnie, z amerykańskiej perspektywy łatwo zrozumieć tę oryginalną hierarchię wartości. Stany to kraj bezskutecznie zmagający się z epidemią otyłości i problemem uzależnienia od tytoniu, którego obywatele, za wyjątkiem emigrantów w pierwszym pokoleniu, tylko sporadycznie potrafią się porozumieć w języku innym niż angielski. I zdają sobie sprawę, że chwały im to raczej nie przynosi.
Mimo wszystko i tak nieco dziwi uznanie redaktorów Thrillist.com dla Polski jako… największego producenta jabłek! Dlaczego spośród wszystkich istotnych osiągnięć dużego kraju w środku Europy autorzy rankingu dostrzegli akurat to jedno? Cóż, to chyba oczywiste dla każdego, kto kiedykolwiek spróbował jabłek dostępnych w amerykańskim supermarkecie.
Owszem, jabłka występują tu w sporym wyborze i wyglądają pięknie. Ale chociaż za funt (czyli niecałe pół kilo) trzeba zapłacić od półtora do trzech dolarów, to wszystkie one smakują, a raczej „niesmakują” tak samo. Porównywalnie do słodzonych trocin.
Tak więc, w Sanach zasłynęliśmy – z nowym rokiem – już nie tylko kiełbasą i pierogami, ale także jabłkami, co tym ważniejsze, że „narodowym” ciastem Ameryki jest przecież szarlotka.
A jeszcze, zaledwie kilka dni temu, w ramach rankingu „najlepszych potraw europejskich”, portal Thrillist.com dopisał do tej listy polskiej chwały kulinarnej także pączki. Zdaniem redaktorów z Nowego Jorku to najsmaczniejszy z naszych aktualnych „narodowych specjałów”, a w tych swoich wyborach autorzy kierowali się – jak można przypuszczać – tą samą metodologią, co i w przypadku polskich jabłek, bułgarskich cen energii i irlandzkich rozwodów – a więc odnosząc się do tego, czego doświadczają w amerykańskiej codzienności.
W tej zaś owszem, pączki można kupić na przysłowiowym każdym rogu, pod warunkiem wszakże, że są to wyroby marki Dunkin’ Donuts. „Donut” zaś różni się od „prawdziwego” pączka mniej więcej tak, jak amerykański McIntosh od naszej złotej renety. A zresztą – donuty próbowały przecież podbić serce polskiego klienta, więc niektórzy rodacy pewnie pamiętają, jak smakują. Firmowa cukiernia z amerykańskimi pączkami „z dziurką” działała przez czas jakiś w podziemiach Dworca Centralnego w Warszawie. Kilka punktów otwarto również i w innych większych polskich miastach, ale donuty nie miały z pączkami żadnych szans. Więc po zaledwie kilku latach obecności nad Wisłą grzecznie wróciły tam, skąd przyszły.
Tak więc, z początkiem roku amerykańskie media zainteresowały się Polską od strony jabłek i wyrobów cukierniczych.
Trzeba jednak wiedzieć, że rankingów Thrillist nie należy brać na serio. To portal programowo traktujący opisywane zjawiska z humorem. Że są to materiały redagowane z wyraźnym przymrużeniem oka, dowodzą choćby komentarze towarzyszące europejskiej liście „The Best ”. Owszem, piszą autorzy, prąd na Półwyspie Bałkańskim rzeczywiście kosztuje marne grosze, co należy podziwiać i czego zazdrościć. Jest jednak pewien problem. I to problem istotny. Żeby płacić niższe rachunki za elektryczność trzeba by… zamieszkać w Bułgarii. Lub w Luksemburgu, Francji, Niemczech, gdziekolwiek w Europie. A takiej możliwości żaden „normalny” Amerykanin nie będzie przecież traktował poważnie.
