W poniedziałek, 3 grudnia miał miejsce XX Międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych. Dzisiaj w czasie uroczystych obchodów, które odbyły się w moim mieście, miałem przyjemność z tej okazji powiedzieć kilka słów. Chciałbym podzielić się nimi także z państwem.

REKLAMA
Poniżej znajdziecie treść przemówienia wygłoszonego 5 grudnia w Domu Kultury w Końskowoli.
W poniedziałek obchodziliśmy – już po raz dwudziesty – międzynarodowy dzień osób niepełnosprawnych. Każdego 3 grudnia przez ostatnie dwadzieścia lat opinia publiczna skupiała swoją uwagę na sytuację niepełnosprawnych. I choć postrzeganie osób poszkodowanych przez los w tym czasie zmieniło się na lepsze, okazuje się, że w niektórych kręgach wciąż nie traktuje się nas, jako pełnoprawnych członków społeczeństwa.
Długo się zastanawiałem, o czym mam dzisiaj powiedzieć. O tym, jak sobie radzę na studiach? Większość zgromadzonych na tej sali osób słyszała o tym kilkukrotnie, a kimże jestem, by bezustannie chwalić się własnymi sukcesami? By mówić tylko o sobie, o własnych przeżyciach? Dlatego tym razem chciałem skoncentrować się na czymś innym. Czymś nie związanym – a przynajmniej nie bezpośrednio – ze mną.
Latem na swoim internetowym blogu napisałem tekst, w którym starałem się przekonać czytelników, że osoby niepełnosprawne nie różnią się niczym od ludzi zdrowych. Bez względu na swoją sprawność ruchową czy intelektualną każdy człowiek jest taki sam. Ma podobne pragnienia, potrzeby, uczucia. Ma ambicje zawodowe. Potrzebuje towarzystwa. Bliskości innych osób. Czasem musi się również zabawić.
Niepełnosprawni są tacy sami, jak ludzie zdrowi. Bardzo dobrze widzę to na corocznych wyjazdach wakacyjnych, w których uczestniczą osoby z moją chorobą i nie tylko, a także zdrowi. Tam nie ma podziałów na sprawnych i niepełnosprawnych. Każdy jest sobie równy. Zapominamy o noszonym na co dzień ciężarze, o własnych dolegliwościach. Postronny obserwator nieświadomy, że ma do czynienia z ludźmi nie w pełni sprawnymi nie zauważyłby różnicy pomiędzy poszkodowanymi przez los, a zdrowymi. Bo jej nie ma. Nie jest to jednak tylko moja opinia – w tym pomieszczeniu obecne są osoby, które razem ze mną uczestniczą w takich wyjazdach i mogą to potwierdzić.
Tak się stało, że krótko po napisaniu mojego tekstu pewien znany człowiek, którego nazwiska z przyzwoitości nie wspomnę wypowiedział się krytycznie o niepełnosprawnych. Może krytycznie to za delikatne określenie, ale nie chcę powoływać się w dzisiaj na jego konkretne słowa. Słowa, które w dzisiejszych – wciąż nieidealnych – czasach mnie zaszokowały. Nie wiem, czy jego wypowiedzi to efekt ignorancji czy – nie boję się tego powiedzieć – czystej głupoty. Jedno jednak wiem – gdybyśmy zastosowali się do jego „rad”, nie stalibyśmy teraz tu, gdzie stoimy. Nie mógłbym wam opowiedzieć o wyjazdach, o braku różnic pomiędzy osobami zdrowymi a chorymi, nie byłbym tym, kim jestem. A to dlatego, że – podobnie jak wielu innych niepełnosprawnych – siedziałbym teraz w czterech ścianach. Sam. Samotny. Bez przyjaciół. Bez znajomych. Bez wiedzy, którą posiadam.
Najgorszy w całej tej sytuacji jest fakt, że słowa pana, którego nazwiska nie chcę wymieniać, pomimo początkowej krytyki zyskały zwolenników. Czy to oznacza, że tak kontrowersyjne poglądy wyznaje nie tylko ten pan? Być może. Czy powinniśmy stać wobec tego bezczynnie? Nie.
Wbrew pozorom możemy zrobić wiele. Wygłaszane przez część społeczeństwa opinie nie są przejawem tkwiącego w nim zła. Ich źródłem jest strach. Tak, strach. Niektórzy obawiają się obcowania z osobami niepełnosprawnymi. Boją się ponieważ ich nie rozumieją. Nie zdają sobie sprawy z tego, że są to normalni ludzie. Naszym zadaniem jest więc pokazanie, że w nas również tkwi człowiek, taki sam jak w nich. Nie zamykajmy się w sobie i pokażmy swoje prawdziwe wnętrze. To nasz główny cel.
Bo każdy w środku taki sam. Niezależnie od płci, zawodu, narodowości czy stanu zdrowia. Taki sam.
Piotrek.