Ekolodzy od lat trąbią o globalnym ociepleniu, by zaraz potem mówić, że globalnego ocieplenia nie ma, że tak się dzieje co kilkaset tysięcy lat, że temperatura rośnie i spada o 1-2 stopnie na przełomie wieku - dwóch. Utrwaliła się jednak w ostatnich latach ta pierwsza wersja, że globalne ocieplenie istnieje – mamy powódź, tsunami i huragany – winne ocieplenie klimatu, mamy pożary i susze – winne ocieplenie klimatu. Odpowiada ono także za głód na świecie, a niedługo pewnie i za wojny czy Baszara al Asada, któremu temperatura uderzyła do głowy i robi sieczkę ze swoich obywateli, a w międzyczasie buduje (a raczej buduje ją jego przyjaciel – niejaki Wladimir P.) willę pod Moskwą, na Rublowce, by uciec od wysokich temperatur w chwili kryzysu, kiedy zdziesiątkowani obywatele przestaną produkować żywność dla swojego przywódcy. Jak widać na globalne ocieplenie można zrzucić wszystko – samo przecież się nie obroni, a i ja nie mam zamiaru tejże obrony się podejmować.

REKLAMA
W okresach zimowych można usłyszeć jednak pytania o sens globalnego ocieplenia – dopiero co – w Polsce - skończyły się w miarę siarczyste mrozy sięgające minus 20 stopni, trwające 2-3 tygodnie. Podobnie zresztą było w roku ubiegłym, kiedy to Polacy śledząc w TVN24 telenowelę pt. „(m)M jak matka Madzi” walczyli z sięgającymi nawet 30 stopni przymrozkami. Słyszałem wtedy, słyszałem także i teraz pytania typu: „to gdzie to cholerne globalne ocieplenie, jak mi gile w nosie zamarzają?!” Przeciwnicy teorii o globalnym ociepleniu klimatu wykorzystują takie okazje i dumnie prezentują swoje racje, że to jest dobre pytanie, bo jeśli mówimy o zmianie klimatu to bardziej jest to globalne ochłodzenie itd. Itp., że nie ma się czym martwić i śmiało dalej ładować dwutlenek węgla do atmosfery, robić kolejne odwierty na Arktyce, a to co robimy nie wpływa na klimat, bo przecież jest dobrze, mrozy z każdym rokiem surowsze i generalnie „jest super” jak śpiewał Muniek, Staszczyk oczywiście.
Rzeczywistość jednak – obiektywnie rzecz biorąc – jest zupełnie inna, nie jest mianowicie tak super. Zjawisko takie, gdzie paradoksalnie przy globalnym ociepleniu mrozy są silniejsze można prosto wytłumaczyć. Istotne w tym popularnym terminie jest słowo „globalne”, gdzie musimy wziąć per saldo cały nasz glob, aby ocenić rzeczywistą zmianę temperatury, czy ona jest na plus czy na minus. Dokładnie opisuje to Charles H. Greene w numerze 12/2012 magazynu Scientific American (dla głodnych wiedzy). Ja postaram się wytłumaczyć to w skrócie, także na podstawie wspomnianego tekstu.
logo
Autor: Ariel da Silva Parreira http://www.sxc.hu
Źródłem problemu, jakimi są ostre zimy jest sytuacja na Arktyce, gdzie temperatura rośnie (wskutek globalnego ocieplenia), prowadząc to znikania lodu morskiego, którego ubywa z każdym rokiem coraz więcej. Pod koniec lat 80. zimowa pokrywa lodowa (w tej porze roku zamarza praktycznie w całości) na Oceanie Arktycznym składała się prawie w połowie z lodu wieloletniego, takiego który w okresie letnim nie rozmarza, a w drugiej połowie z lodu jednorocznego, rozmarzające latem – łącznie powierzchnia ta miała około 14 mln km2. W dekadzie 2002-2012 nastąpiły jednak największe zmiany. W 2012 roku proporcje były już całkowicie inne – obszar lodu zimowego wynosił także niecałe 14mln km2, jednak problemem jest to, że w tym przypadku udział lodu wieloletniego wyniósł jedynie 3,5mln km2, czyli połowa tego co przed 25 laty… Istotne są także zmiany w powierzchni letniej pokrywy lodowej – w latach 1979 (od wtedy prowadzone są regularne pomiary lodu na tamtych terenach) - 2000 wszystko było spokojne i zrównoważone (aczkolwiek z tendencją spadkową jeśli chodzi o powierzchnię lodu), w następnych sześciu latach jednak zjawisko zmniejszania się pokrywy lodowej przyspieszyło i tak w 2006 roku minimalna powierzchnia letniej pokrywy wynosiła ok 5,8 mln km2, a rok później już 4,2-4,3… I tutaj zmierzamy do odpowiedzi na postawione przeze mnie pytanie: dlaczego jest zimniej kiedy powinno być cieplej?
Szybkie zanikanie lodu w okresie letnim na Arktyce sprawia, że zachodzą duże zmiany w dwóch podstawowych cyklach klimatycznych (Oscylacji Arktycznej i Oscylacji Północnego Atlantyku – te zjawiska postaram się opisać w szerszym artykule dla osób chcących poznać dokładniej wszystkie zasady cykli klimatycznych na Arktyce) powodujące zaburzenia w cyrkulacji powietrza i wirów niskiego ciśnienia. Wspomniane wiry to do tej pory trzymały „w ryzach” zimne prądy arktycznego powietrza na Arktyce, a teraz kiedy dochodzi do skoków ciśnienia na skutek topnienia lodowców zimne powietrze „wyrywa się” i przedostaje do środkowej Europy, a także do wschodniego wybrzeża USA.
Jest to bardzo, bardzo uproszczone (dzięki temu krótkie) opisanie zachodzących zmian w naszym klimacie. Mam nadzieję, że świat pójdzie po rozum do głowy i zimy będą łagodniejsze, co zgodnie z powyższym nie będzie oznaczało globalnego ocieplenia ;)
Przemek.