Ekolodzy od lat trąbią o globalnym ociepleniu, by zaraz potem mówić, że globalnego ocieplenia nie ma, że tak się dzieje co kilkaset tysięcy lat, że temperatura rośnie i spada o 1-2 stopnie na przełomie wieku - dwóch. Utrwaliła się jednak w ostatnich latach ta pierwsza wersja, że globalne ocieplenie istnieje – mamy powódź, tsunami i huragany – winne ocieplenie klimatu, mamy pożary i susze – winne ocieplenie klimatu. Odpowiada ono także za głód na świecie, a niedługo pewnie i za wojny czy Baszara al Asada, któremu temperatura uderzyła do głowy i robi sieczkę ze swoich obywateli, a w międzyczasie buduje (a raczej buduje ją jego przyjaciel – niejaki Wladimir P.) willę pod Moskwą, na Rublowce, by uciec od wysokich temperatur w chwili kryzysu, kiedy zdziesiątkowani obywatele przestaną produkować żywność dla swojego przywódcy. Jak widać na globalne ocieplenie można zrzucić wszystko – samo przecież się nie obroni, a i ja nie mam zamiaru tejże obrony się podejmować.
Jest to bardzo, bardzo uproszczone (dzięki temu krótkie) opisanie zachodzących zmian w naszym klimacie. Mam nadzieję, że świat pójdzie po rozum do głowy i zimy będą łagodniejsze, co zgodnie z powyższym nie będzie oznaczało globalnego ocieplenia ;)
