Festiwal Piosenki Rosyjskiej 2013
Festiwal Piosenki Rosyjskiej 2013 wrotalubuskie.eu

Co się dzieje z Telewizją Polską? Czy zapotrzebowanie na rosyjskie hity jest naprawdę takie duże, że warto poświęcić takiemu wydarzeniu ponad 3 godziny czasu antenowego (na żywo) z publicznej telewizji? W dodatku „prime time”?

REKLAMA
Do napisania tego wpisu skłoniło mnie to, co ostatnio zobaczyłem w TV. Festiwal Piosenki Rosyjskiej, wg rozpiski programowej 3h 15 minut LIVE w publicznej telewizji. Sobota, TVP 2, godz. 20:05, start. Patrząc w program byłem lekko zszokowany, ale pomyślałem, że to musi być jakaś pomyłka... Niestety tak nie było. Misja polskiej, publicznej telewizji z całą pewnością została spełniona: 3 godziny biadolenia, sztucznego prowadzenia "koncertu" - rosyjską, nienaturalną w wymawianych kwestiach prezenterkę w wypowiedziach wyprzedzała kobieta (tłumaczką nie można jej nazwać), która czytała tłumaczenie w czasie rzeczywistym z kartki. Nim ta pierwsza zaczęła zdania, ta druga już je kończyła w naszym języku. Nie można było nagrać wcześniej lektora? Uniknęłoby się powtarzanego ciągle "yyy", co w telewizji na żywo jest okropnym dodatkiem. Całość uzupełniły występy gwiazd, także tych rosyjskich, śpiewających z playbacku, jakieś "rosyjskie pseudo-techno", którego nawet na polskich zabawach w wiejskich remizach DJ puszczać nie chce. Istny kabaret.
Nie byłby ten fakt z całą pewnością niczym oburzającym gdyby nie to, że na wiosnę, kiedy chciałem obejrzeć rozdanie jakże prestiżowych nagród (dla niektórych nie są one pewnie znane, a wynika to właśnie z chowania tego do szuflady), Fryderyków. Chcąc zobaczyć na żywo, który/a z ambitnych artystów dostał nagrodę i za co - trzeba było udać się do Teatru Polskiego w Warszawie. W TV relacji live próżno było szukać. Dla odmiany mogłem za to zobaczyć i usłyszeć (o zgrozo!) NA ŻYWO Eska Music Awards 2013, w telewizji publicznej właśnie! Nie jest moim celem jednak oglądanie striptizu na żywo i słuchanie wałkowanych - niczym jak na zapętlonej liście w Winampie - w kółko (w 99% stacjach radiowych) numerów, bo gwiazdeczki owe, wykreowane przez pseudo-producentów, większą ilością kawałków pochwalić się nie mogą. I całe szczęście. Na to czas antenowy znalazł się, a i owszem! Do tego trzeba dodać koniec emisji Szansy na Sukces (zgodzę się: Pan Mann zrezygnował, ale to nie powód to zaprzestania produkcji, można było chociaż spróbować...); „Kocham Kino” może nie zostało wydalone z ramówki, ale godzinna 22:50 (od września) jest także przegięciem (trzeba się jednak cieszyć z tego co jest). Kulminacją był jednak niedzielny koncert w TVP 2. Yugopolis & Parni Valjak, bez prądu: The Best Of - oczywiście relacja (nie) na żywo. Ambitna, polska muzyka (m.in. Maciej Maleńczuk, Marek Piekarczyk), z gościnnym występem genialnego Chorwata, Parni Valjaka, którego numery w polskich wersjach wykonuje wielu naszych, rodzimych artystów. Z całą pewnością było to o wiele lepsze doświadczenie niż festiwal z dnia poprzedniego. Zadowolić jednak trzeba się było sześćdziesięcioma pięcioma minutami (+w tym bloki reklamowe na początku i na końcu), z odtworzenia.
Zatem pytanie zasadnicze jest następujące: co taki festiwal, wałkowany w sobotni wieczór przez ponad trzy godziny na żywo wnosi do naszej kultury? Czy w Polsce mamy zabór rosyjski, że tak bardzo musimy zagłębiać się w kulturę tegoż kraju ze wschodu? Czy nie wystarczyłaby godzinna relacja z takiego festiwalu, skoro on już istnieje? Nie jest mi dane wspominać czasy PRL, ale mogę sobie jednak je wyobrazić.
Mógłbym wymienić takich przypadków (programów, których nie ma w TVP i takich, które są, ale zbędne) o wiele więcej, nie mam niestety na to czasu, a i tego Waszego szkoda też na czytanie.
Przemek.