"Drewniany rożaniec" Natalii Rolleczek - opowieść niesłychanie poruszająca, każde słowo - wyważone, nieprzesadzone, sceny pisane bez egzaltacji, o którą nietrudno przy opisie tak wstrząsających mikrozdarzeń. Surowość i prostota stylu podkreśla dramatyczny temat: życie dziewcząt w ochronce, w sierocińcu pod terrorem sióstr zakonnych. Dziewczynka trafia do sierocińca. Szybko spostrzega, że liczą się tylko układy i hipokryzja. Nie może tego znieść. Zmuszana do codziennej, kilkunastogodzinnej pracy przy sprzątaniu kościoła naciera sobie oczy denaturatem. Natalia Rolleczek opisuje to, co sama przeżyła. Była jedną z podopiecznych sierocińca.
REKLAMA
Okrucieństwo sióstr, młodych lub zaawansowanych wiekiem, głód dziewczyn, ich podopiecznych, praca ponad siły, modlitwy o świtaniu, zimno, ubóstwo jako chrześcijańska wartość - ten system niszczy w imię wartości rzekomo wyższych.
Co składnia mnie do tego, żebym wiele lat po pierwszym przeczytaniu książki, wtedy z biciem serca, wypiekami przerażenia, wróciła do tej lektury?
Być może na zasadzie przeciwieństw, w "Emancypantkach" (moja lektura listopadowa) siostra Apolonia jest surową ale osobą o pięknej duszy, prostocie wiary i pragnącej czynić dobro. Natomiast w "Drewnianym różańcu" siostry są bezinteresownie nikczemne i podłe. Wykorzystują bezbronność podopiecznych.
I tu per analogiam, wspomnę o sztuce Stanisława Grochowiaka "Chłopcy" siostry: siostra Przełożona i siostra Maria. Historia o Domu Starych Ludzi prowadzonych przez siostry.
Pierwsza - w adaptacji filmowej tej sztuki, dokonanej przez Ryszarda Bera, grana przez genialną Zofię Małynicz - bliższa wiekiem pensjonariuszom Domu, osobom w tzw sile wieku. Oni także są bezbronni,ale inaczej niż dziewczyny w "Drewnianym różańcu".
Tamte rozpoczynają życie, podopieczni, tytułowi chłopcy, finiszują je.
Tamte rozpoczynają życie, podopieczni, tytułowi chłopcy, finiszują je.
Siostra Przełożona wiele zachowań rozumie, na niektóre przymyka oko, prowadzi pogodne rozmowy, których nie lubi młoda siostra Maria. Pozornie poddana rezygnacji chrześcijańskiej - zjadliwa, złośliwa, podkreślająca "trudną sytuację" pensjonariuszy.
Jesteśmy pewni, że jeśli zapanuje dobry nastrój - ona go zepsuje wyjątkowo brutalnie, jeśli ktoś się uśmiechnie, zaraz znajdzie się powód do skompromitowania go.
Piszę o siostrach zakonnych może dlatego, że listopad, że zaduszne dni, klimat miesiąca.
Sporo myślę o rodzicach, Ojcu, Mamie i przypominam sobie jej historię: moja błogosławionej pamieci Matka, podczas Wojny przez jakiś czas była ukrywana u sióstr w Lublinie.
Dziewczynka koszmarnie się przeziębiła, nie wzywano lekarza... kasłała na lekcji, nie mogąc opanować tego kaszlu. I ... od siostry zakonnej usłyszała "Kalabińska, przestań SZCZEKAĆ! a jeśli nie przestaniesz to WYJDŹ!".
Dziewczynka wyszla ale w korytarzu rozpłakała się, a wtedy "siostra" nie omieszkała dopaść jej z sykiem - "Idź WYĆ gdzie-indziej". Na szczęście została wkrótce zabrana stamtąd do cudownej Józi, młodej kobiety mieszkającej w Wojciechowie.
Mam nadzieję, że taki christian style to przeszłość.
Jestem w kontakcie z miłymi siostrami z Wejherowa.
Mam nadzieję.
