
To był szczególny dzień i teraz wiem, że wydarzenie z rodzaju, jeśli takie są, proroctwa niebieskiego.
REKLAMA
Po śmierci moich rodziców, mieszkanie, które pozostawili mi, w Łodzi, stało puste. Bywałam tak szybkim i rzadkim gościem.
...otwieranie drzwi, wejście, trwający tam zapach, wciąż i po tylu latach, ledwo ulotny cynamon zmieszany z cedrem. W pokoju Ojca, w jego szafkach: zapach papieru, mlecznej kalki, rapidiografów, gumek i ołówków. W pokoju Mamy, zawsze - drzewo sandałowe. Sprzęty bezużyteczne, nie ma rąk, które nadawały ich istnieniu sens.
Okna tego mieszkania były bardzo duże, otwierały się uchylnie ma wysokości 13 piętra. Wtedy, gdy mieszkałam tam z rodzicami i braćmi, często ptaki latały na wysokości balkonu, z wieczornym krzykiem czy śpiewem. Podczas któregoś z pobytów, zostawiłam jedno uchylone okno. Wyjechałam z Łodzi na miesiąc. Mieszkanie stało puste.
...kończyło się lato i pojechałam tam, zakładając, że na krótko, zobaczę, co dzieje się i tyle. Mieliśmy podwójne drzwi... weszłam i już w przedpokoju poczułam obcy zapach, niż ten, który zawsze trwał. Jakaś gorycz, ale nie był to zapach przykry, jakby gorzkie zioła nocnej łąki.
Nie zwróciłam na to uwagi, zakrzątnęłam się, starłam kurz, sięgnięłam po książkę, zrobiłam sobie ulubionej herbaty, w ulubionej filiżance, bardzo pięknej. Gorzki zapach trwał.
Wstałam i zaczęłam błądzić po mieszkaniu i szukać miejsca, skad, co to jest, co sie stało.
Wstałam i zaczęłam błądzić po mieszkaniu i szukać miejsca, skad, co to jest, co sie stało.
Im bliżej mojego pokoju tym intensywniejszy zapach. I jakby licho szeptało złośliwie: ciepło, ciepło, bardzo ciepło... w chwili, kiedy wykrzyknęło: gorąco! zobaczyła. Za moim biurkiem ... jaskółka z rozkrzyżowanymi skrzydłami. Rozdzierający widok.
Nie podejmuję się opisania tego, co poczułam. Nie wiem, jak długo nad nią stałam. Dotknęłam jej, była twarda. Miała otwarte oczy. Nie można ich zamknąć.
Musiała wpaść w locie, pięknym locie przed siebie, nieoczekiwanie przez wąsko uchylone okno - do tego mieszkania.
Do dziś, a minęło sporo lat, mieszkania już nie ma,mnie tamtej - też już nie ma - cały czas,
i to nie-obsesyjnie, mam pretensje do siebie, że zostawiłam uchylone okno. Słowo pretensja - jest śmieszne wobec tego, co czuję.
Wyobraźnia jak film, pokazuje, wpadła, latała po tym mieszkaniu, nie mogąc się wydostać, jakie przerażenie, jak obijała się ościany i okna, taki cichy ale ostry jak lancet dramat, ile czasu trwało jej odchodzenie. Ile dni?
Musiała wpaść w locie, pięknym locie przed siebie, nieoczekiwanie przez wąsko uchylone okno - do tego mieszkania.
Do dziś, a minęło sporo lat, mieszkania już nie ma,mnie tamtej - też już nie ma - cały czas,
i to nie-obsesyjnie, mam pretensje do siebie, że zostawiłam uchylone okno. Słowo pretensja - jest śmieszne wobec tego, co czuję.
Wyobraźnia jak film, pokazuje, wpadła, latała po tym mieszkaniu, nie mogąc się wydostać, jakie przerażenie, jak obijała się ościany i okna, taki cichy ale ostry jak lancet dramat, ile czasu trwało jej odchodzenie. Ile dni?
Płakałam na Nią, pochowałam, taką rozkrzyżowaną. I płaczę do dziś już bez łez.
Zdarzyła się straszliwa tragedia. Ten wolny ptak... w pułapce.
Wiedziałam też, że to jest rodzaj ostrzeżenia dla mnie. Zwany zły omen, zło się tu stało straszliwie, piekło, ból, śmierć. W tym mieszkaniu kilka lat - wtedy wcześniej - odeszła moja Matka ale inaczej. Nagle.
Wiedziałam też, że to jest rodzaj ostrzeżenia dla mnie. Zwany zły omen, zło się tu stało straszliwie, piekło, ból, śmierć. W tym mieszkaniu kilka lat - wtedy wcześniej - odeszła moja Matka ale inaczej. Nagle.
Pamiętam, że przyłożyłam to udręczone ciałko pięknej jaskółki do policzka i byłam bezsilna i zrozpaczona. Przerażona.
Co robić, kiedy nasze "wszystko" kończy się i juz wiemy, że nie ma odwrotu. A nie możemy dalej, bo bół codzienny już, jest nie do zniesienia. To nie jest pytanie. Wiem, że jest bardzo wiele osób, które w nocy, czy chwili dnia, myślą o tym, zmęczoną myślą.
Kwestia czasu.
Baruch Dajan Emet
