http://www.coin-database.com

Wszyscy już chyba słyszeli o decyzji Komisji Europejskiej ws. aureoli oraz znaku krzyża na monetach słowackiej wersji euro z wizerunkiem świętych Cyryla i Metodego. Szukając uzasadnienia dla takiego postępowania unijnych urzędników pewnie moglibyśmy powołać się na słynne powiedzenie Chrystusa, by sprawy świeckie oddać władzy świeckiej, a Bogu oddać należyty hołd w kontekście spraw boskich i spokojnie zaakceptować decyzję KE: niech tam sobie na mamonie stoi „pan“ Cyryl i „pan“ Metody, a w kościołach będziemy się modlić za wstawiennictwem świętego Cyryla i świętego Metodego.

REKLAMA
Ale przecież istotą tego konfliktu nie jest kwestionowanie oddawania podatków do UE jako obecnej paneuropejskiej władzy świeckiej (w pewnym stopniu odpowiadającej starożytnemu cesarzowi Imperium). Tego, zgodnie z Chrystusowym zaleceniem, żaden chrześcijanin nie kwestionuje z powodów religijnych - co najwyżej z ekonomicznych. Cóż, cytat biblijny tu zatem na nic, nie obroni się nim decyzji KE.
To może zapytajmy inaczej - co Europejczycy stracą, gdy zaczną odnosić się do dorobku tych dwóch patronów swojego kontynentu wyłącznie jako uczonych, poliglotów, nauczycieli regionów opóźnionych w rozwoju kulturowym – słowem, spokojnych i pracowitych krzewicieli wartości wspólnych ludziom – bez odniesienia do religijnego kontekstu ich pracy?
Jest nieomal pewne, że bez tego kontekstu, bez poczucia religijnej misji, święci Bracia do końca swoich dni tkwiliby w Konstantynopolu i zgłębiali matematykę oraz zoologię, a ludzie wschodu i północy Europy tkwiliby przez kolejne stulecia w swoich animizmach i kultach dusiołka, wciąż niepiśmienni i bez struktury społecznej, nie mówiąc już o nieodległych w czasie dokonaniach na gruncie architektury, optyki, astronomii i poezji. Po drugie, bez kontekstu religijnego nie zostaliby ci dwaj wielcy uczeni tak sumiennie „wyłowieni“ przez spadkobierców, ale przepadliby prawdopodobnie w odmętach historii, podobnie jak wiele szkół starożytnych, odkrytych i docenionych dopiero po wiekach przez uczonych chrześcijańskich (a i to jedynie dla dość wąskiego grona odbiorców). Bo czymże jest ogłaszanie kogoś „świętym“, jak nie utrwalaniem jego formatu duchowego, intelektualnego i społecznego - nie tylko na jeden, czy dwa wieki, póki funkcjonuje dany ośrodek naukowy, ale na całą wieczność i dla wszystkich ludzi, i tych wysoko, i tych nisko.
Bez aureoli Konstantyn i Michał (bo tak pierwotnie nazywali się patroni Słowacji i Europy) nie będą tym Cyrylem i tym Metodym, którzy i nam, także współcześnie, coś nieocenionego przynoszą. Będą tylko postaciami historycznymi, które „kiedyś tam“ sobie były, „coś“ wówczas zdziałały, dla „ówczesnych“ ludzi i teraz już nie żyją, a ich dokonania należą do przeszłości. No, może przyjemnie ich powspominać. Równie dobrze KE może ich zastąpić np. Napoleonem Bonaparte, który także zwiedził wschodnie regiony Europy i był potężnym politykiem albo - nie bądźmy małostkowi - choćby i Batmanem, który wiele dobra dla ludzkości uczynił, prawda? W końcu według zaleceń politycznej poprawności lepiej jest nie wyróżniać czym konkretnie się ktoś zajmował, ważne, że się zajmował tym na wielką skalę. Tym bardziej, że UE ma już doświadczenie w udawaniu, że symbole znaczą co innego, niż pierwotnie znaczyć miały - ot, choćby wieniec z gwiazd na jej własnej fladze.
Przy okazji, może warto przypomnieć sobie, co straciliśmy w każdej światopoglądowej zawierusze, która z pedanterią zwalczała pewne symbole i wizerunki. Pomyślmy, ile pięknych obrazów i ołtarzy pochłonął wschodni ikonoklazm, ilu rzeźb, płócien i malowideł naściennych pozbawiła Wielką Brytanię polityka królowej Elżbiety I, ile zła narobiły nawroty „purytanizmu“, który nakazywał zamalowywanie intymnych części ciała na – dzięki kontekstowi właśnie – niewinnych obrazach mistrzów. A Rewolucja Francuska, która bezpowrotnie zniszczyła tak wiele pięknych dzieł sztuki? A radzieckie wojska z pasją niszczące wszystko, co "pańskie" na polskich kresach? A przerabianie gotyckich katedr na dyskoteki? Czy naprawdę warto?
Bogna J. Obidzińska