fot. tvn24.pl

Przy okazji niedawnych sporów o zmianę "kompromisu aborcyjnego" pojawiał się często zarzut, że jest to tak naprawdę temat odrealniony, bo w państwie, które nie wykazuje zainteresowania udzielaniem pomocy matkom decydującym się urodzić, wiele kobiet nie ma alternatywy, jak tylko usunąć ciążę. Choć osobiście uważam, że wypracowanie takich mechanizmów wsparcia nie powinno być dla normalnego państwa, w czasach pokoju, w cywilizowanym środku Europy jakimś nieosiągalnym wyzwaniem, okazuje się, że nawet te działania, które prowadzone do tej pory były pozaadministracyjnymi metodami, mogą być zagrożone.

REKLAMA
Zawsze sądziłem, że troska o dzieci jest czymś, co bardziej łączy, niż dzieli. Rozproszone inicjatywy osób z różnych, często przeciwstawnych ideowo środowisk, bez względu na nieodpartą chęć przyprawiania gęb, mają przecież wspólny cel. A skoro krytykuje się tych, którzy dużą gadają, a mało robią, to nie będzie się przecież, w imię "machania siekierką" uderzać w tych, którzy coś robią, mimo że są „od tamtych”.
Jakaś instytucja w sposób kontrowersyjny dla prawicy walczy z dyskryminacją, ale jednocześnie wspiera ojców, którzy przegrywają już na starcie sprawy o władzę rodzicielską nad dziećmi? Podpiszmy się nad tym wspólnie, zmieńmy coś w końcu. Kościelna Caritas dożywia setki tysięcy najuboższych, ma ponad 200 wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego? Świetnie, to dobra sprawa - czy możemy w czymś pomóc?
Nad Wisłą działa 41 okien życia (w większości prowadzonych przez siostry zakonne), w których można bez tłumaczenia, a więc bez względu na motywację, zostawić dziecko, wybierając mniej łatwą drogę niż aborcja? To tylko kropla w morzu potrzeb, być może daleko temu do stanu idealnego, ale przecież to realna pomoc. Mamy więc nitkę porozumienia - zbudujmy na niej coś więcej, jeśli faktycznie na sercu leży nam los kobiet i dzieci.
Dlaczego więc ktoś, niczym zazdrosny dzieciak, ma chęć podbiec i rozwalić nawet to? Media od kilku dni piszą o tym, że Komitet Praw Dziecka ONZ postuluje zamknięcie okien życia. Powód? Przeczą one „prawu do poznania własnych rodziców”. Nie wiem, czy to cynizm, pod którego płaszczykiem przemyca się prawo do aborcji za wszelką cenę, czy po prostu zrodzona w dusznym gabinecie nieświadomość ciężaru gatunkowego wartości, które wchodzą tu w grę?
Przecież zostawienie dziecka obcym ludziom to w przeważającej mierze ultima ratio, krzyk rozpaczy matki, którą sytuacja przerasta, ale jednocześnie to dowód, że nie chce ona pójść na łatwiznę. Że choć jest w trudnej sytuacji, chce dać swojemu dziecku prawo do życia. Doskonale wie, że to nie ona zapewni mu warunki egzystencji, ale decyduje się utrzymać dziecięce życie po to, by dać szansę na zapewnienie ich przez innych (prawie wszystkie dzieci z „okna życia” trafiają do adopcji).
W imię jakich wartości więc zamykać administracyjnym nakazem te miejsca, tym bardziej, że nie łoży na ich utrzymanie państwo, ale niezależne podmioty? Prawo do poznania swoich rodziców na pewno jest ważne – ale czy aż tak, by przewyższać prawo do życia?
Swoją drogą, ciekawy jestem jakie jest zdanie przedstawicieli Komitetu odnośnie dostępności procedury in vitro dla samotnych matek albo do sztucznego zapładniania komórek plemnikami z banków spermy. Czy będą one, w imię walki o prawo do poznania własnych rodziców, równie ochoczo zwalczane?
Michał Grodzki