www.calendarioromano.org

Pijany biskup wjechał autem w latarnię. Ksiądz nie ochrzcił dziecka, bo rodzice nie chcieli zapłacić. W gdańskiej szkole zakonnicy żartowali sprośnie w towarzystwie uczennicy. Gdybym miał być w Kościele dla świętych kapłanów, dawno już by mnie w nim nie było.

REKLAMA
A jednak jestem. Bo Kościół katolicki to coś więcej niż księża - to wiara, że koniec świata lub śmierć (nieważne kiedy nastąpi - choćby jutro), to dopiero wstęp do życia wiecznego z Bogiem. I choć przyznaję, że z wyobrażeniem sobie, jak właściwie to życie wieczne będzie wyglądać, mam spory problem, to jednak mam również nadzieję, że będzie przyjemniejsze niż to doczesne - i to jest dla mnie motywacją, by próbować żyć zgodnie z nauką Chrystusa.
Zadaję więc sobie pytanie: czy to, że jakiś ksiądz prowadził samochód po wpływem alkoholu albo miał kochankę, czyni tę naukę mniej prawdziwą, niewartą uwagi? Nie. Czyni ją bardziej wymagającą - bo wymagająca ona jest w wielu aspektach sama w sobie. Oddać swoje pieniądze potrzebującym? Zaprosić brudnego bezdomnego do domu i zaoferować mu kąpiel? Wybaczyć komuś, kto mnie oszukał? Łatwo stwierdzić, że to piękne postawy. Ale ze świecą szukać tego, komu bez trudu przychodzi je realizować.
Ostatnio media poświęcają skandalom z księżmi w roli głównej mnóstwo uwagi, a czytelnicy i widzowie chętnie o tym słuchają. Dlaczego te informacje są tak fascynujące i pożądane? Może dlatego, że jakoś pomagają zagłuszyć sumienie, które pewnie w każdym z nas woła, by pomóc słabszemu, dotrzymać danego słowa, być uczciwym. Ale skoro księża są źli (nieważne, że nie wszyscy; wystarczy, że co rusz słyszę o księdzu pijaku albo złodzieju), to Kościół jest zakłamany i co oni mi w ogóle będą mówić, jak mam żyć.
Jestem pewien, że nie czułbym się dobrze w Kościele, w którym wszyscy byliby bez skazy. Bo ja sam taki nie jestem. Grzeszny ksiądz jest mi mimo wszystko w jakiś sposób bliższy, normalny. Nie chcę tu nikogo usprawiedliwiać: jeśli ktoś złamał prawo, powinien zostać ukarany, jeśli kogoś skrzywdził - przeprosić i zadośćuczynić - niezależnie od tego czy jest kapłanem czy świeckim, wierzącym czy ateistą. Jednak świadomość, że osoba, która mnie naucza z ambony albo w konfesjonale sama także musi się trudzić nad zastosowaniem tej nauki w życiu, jest dla mnie krzepiąca, daje poczucie, że ten człowiek mnie rozumie.
Nie oznacza to bynajmniej, że to na tych grzesznych księżach chcę się wzorować. Jest przecież wielu wspaniałych kapłanów. Mam to szczęście, że znam niemało takich, którzy swoją postawą mnie inspirują i sprawiają, że i ja chcę być lepszy. Pracują w hospicjach, odwiedzają więźniów, którymi nikt bliski się nie interesuje, poświęcają się narkomanom - budują wytrwale swoją świętość. I to na "pełen etat", a nawet więcej, bo świadomie zrezygnowali z posiadania rodziny, żeby się poświęcić najbardziej potrzebującym. Mój znajomy ksiądz na przykład, w ramach akcji "Pogotowie Duchowe" (www.pogotowieduchowe.pl), raz w tygodniu jest dostępny pod telefonem przez 24 godziny na dobę. Nieraz bywa, że przez pół nocy pociesza umierającą osobę albo próbuje przywrócić nadzieję człowiekowi, który chce się targnąć na życie.
To przez pryzmat takich księży staram się patrzeć na Kościół.

Karol Olszewski