
W niedzielę z wielką pompą zagrała Orkiestra Owsiaka. Zebrano 40 mln złotych. Trudno było o tym nie usłyszeć. Caritas co roku zbiera i organizuje pomoc wartą 450 mln zł. Mało kto o tym wie. I niesamowicie mnie to cieszy.
REKLAMA
Przyznam od razu, że nie pojmuję (a tym bardziej nie podzielam) nienawiści czy agresywnej krytyki kierowanej przez niektórych pod adresem WOŚP lub pana Jerzego. Sam działam społecznie i wiem, jak bolesna i demotywująca jest krytyka pracy, którą wykonuje się, poświęcając własny czas i zaangażowanie, dla dobra innych. A dobro, które sprawia Orkiestra, jest niepodważalne. Siostrzenica mojej znajomej przeżyła poród tylko dzięki sprzętowi oklejonemu czerwonym serduszkiem. Przez dwadzieścia lat działalności Orkiestra doposażyła aparaturą medyczną tak wiele polskich szpitali, że prawdopodobnie każdy z nas zna kogoś, kto zawdzięcza jej życie.
Z drugiej strony cieszę się, że mam prawo Wielkiej Orkiestry nie wspierać. Z różnych powodów. Bo może nie lubię być zaczepiany przez wolontariuszy, którzy wyłapują z tłumu przechodniów tych, którzy nie mają jeszcze na kurtce serduszka. Bo może nie przepadam za tą atmosferą wzajemnego licytowania się (które miasto ile zebrało, kto co przekazał na aukcję) ani zliczania pieniędzy i dążenia do tego, by koniecznie zebrać "więcej niż w zeszłym roku". Bo może czuję, że jestem przedmiotem kampanii marketingowych operatorów komórkowych czy banków, które wykorzystują WOŚP do własnej promocji. Bo może nie chcę, by przyzwyczajano mnie do tego, że moją dobroczynnością mam się obnosić.
Dużo bardziej przemawia do mnie działalność Caritasu. I wcale nie dlatego, że zbiera on w ciągu roku 10 razy więcej pieniędzy niż WOŚP. Nie można powiedzieć, że to jedno dobro jest lepsze od drugiego, tak samo jak nie można oceniać, że człowiek wrzucający 100 zł do puszki jest lepszy niż ten, który wrzuca tylko złotówkę. Chodzi o charakter tej działalności: cichy, unikający rozgłosu - ale jednocześnie wytrwały i szalenie skuteczny.
Trafne wydają mi się słowa Chrystusa, który mówił: „Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa” [Mt, 6, 2.4]. W mojej parafii niemal co tydzień (poza zwyczajową tacą) organizowana jest jakaś zbiórka. Cele są bardzo różne: dofinansowanie posiłków dla dzieci w szkołach, wsparcie hospicjów, domów samotnych matek, misji. Można wesprzeć daną akcję, lecz nie trzeba i nikt nie jest z tego rozliczany. Piszą o zbiórkach w parafiach, bo jest to dla mnie codzienność i normalność, ale oczywiście jest także mnóstwo różnych organizacji pożytku publicznego realizujących szczytne cele, która można bez rozgłosu zasilić.
Znajomy ksiądz zajmuje się pomocą bezdomnym. Opowiada, że często przychodzą do niego obcy ludzie, którzy chcą przekazać mniejszą lub większą kwotę na działalność charytatywną. Z reguły proszą o to, by mogli pozostać anonimowi. Taka postawa mi imponuje.
Karol Olszewski
