dailymail.co.uk

Każdy, kto posiada dzieci, wie jak trudnym wyzwaniem jest ich wychowanie. Zaczyna się to już od pierwszych dni i polega na miłości, opiece, czułości, trosce, ale też na stawianiu wymagań, dyscyplinie i konsekwencji. Żadnemu rodzicowi nie trzeba tłumaczyć, że to drugie jest dużo trudniejsze, ale też niezbędne, by wychować dobrze. I mądrze.

REKLAMA
Komentując wczoraj w TOK FM ostatni list biskupów prof. Tadeusz Bartoś użył następujących słów: „w społeczeństwie obywatelskim biskupi nie mają uprawnień, by być sędziami całości. A jeśli to robią, to trzeba powiedzieć, żeby się odczepili. Żeby przestali nas pouczać, bo sobie tego nie życzymy, bo to nieprzyjemne. Dlaczego ciągle są jakieś uwagi? I to źle, i tamto źle. To model upierdliwego rodzica”. Ten "model upierdliwego rodzica" nie dawał mi spokoju. Czego bowiem tak naprawdę oczekujemy od naszych biskupów? Ja oczekuję, że w kwestiach kluczowych, jak również tych, którymi żyje społeczeństwo w danym momencie, będą jeszcze bardziej upierdliwi niż rodzice. Bo upierdliwość rodziców wynika z miłości i troski o swoje dzieci.
Gdy urodziłam córkę dowiedziałam się, że od wychowywania są rodzice, a od rozpieszczania dziadkowie. W moim rozumieniu rola biskupów w Kościele jest znacznie bliższa wychowywaniu, niż rozpieszczaniu. Wiara to continuous improvement, czasami trzeba upomnieć, pouczyć, przypomnieć podstawy, żeby móc iść dalej do przodu, żeby swoją wiarę formować i rozwijać. Bo wiara, która się nie rozwija, nie stoi w miejscu, ale się cofa. Dlatego osobiście cieszę się, że polscy biskupi mają odwagę pouczać swoich wiernych, bo na Zachodzie wielu ich odpowiedników takiej odwagi już nie ma. A szkoda. Prof. Bartoś zauważa też, że pouczanie jest nieprzyjemne dla odbiorcy. Jako rodzic dodam, że jest nieprzyjemne dla i odbiorców, i dla "nadawców", ale jest konieczne. Osobiście więc nie tylko życzę sobie słuchać tych pouczeń, ale wręcz nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Kto ma mnie, jako osobę wierzącą, pouczać i przypominać mi o istotnych kwestiach w Kościele, jeśli nie papież i biskupi?
Mimo wszystko pozostaje się cieszyć, że żyjemy w kraju, gdzie listy biskupów są głośno komentowane w mediach. W odpowiedzi na taki list każdy i tak przecież zareaguje, na swój własny sposób. Niektórzy postąpią na zasadzie starego powiedzenia „na złość mamie odmrożę sobie uszy”. Wolna wola i wolny wybór. Tylko odmrożone uszy bolą. I to bardzo.
Katarzyna Durkalec