http://www.flickr.com/photos/pepino1976

Rytm, w jakim przystępuję do spowiedzi jest rytmem przyglądania się wymiarom mojej wolności. Przyglądając się swoim błędom i złym nawykom odmierzam granice mojego świadomego i dobrowolnego działania bądź ulegania zniewoleniu. Zaczynam rozumieć wpływy innych ludzi, moją od nich niezależność lub uległość. Moją autonomię – tam, gdzie czynię dobrze i niezawinioną lub zawinioną uległość naciskom, zastraszeniu, szantażom, oczekiwaniom, modom, nastrojom, słabości – tam, gdzie zabrakło mi sił.

REKLAMA
Przygotowując się do spowiedzi selekcjonuję te zachowania, w których ulegam niemądremu lub niewłaściwie nastawionemu zewnętrzu. Chcę je z siebie zrzucić, wyeliminować z mojego życia. Poprzez opowiedzenie o nich jako już “odepchniętych” ode mnie, już nie-moich, pozbywam się ich przy spowiedzi, by Siła Duchowa Najwyższa, czyli sam Stwórca zutylizował je albo unicestwił, by już nigdy nie wróciły i mnie nie zniewoliły. By Stwórca przywrócił mnie dzięki temu autonomii od wpływów zewnętrznych – czyli mojej woli przywrócił niezawisłość, która daje siłę wybierać to, co jest lepsze. Jednym słowem, oddaję Mu przy spowiedzi moje zniewolenie, by mnie uwolnił.
Tego uwolnienia nie mogę oczekiwać od psychologa, zaufanej przyjaciółki, męża, siostry, czy księdza. W końcu to oni inspirują mnie – chcący lub niechcący – do autozniewolenia przez niecierpliwość, lenistwo, pragnienie wygody, poczucie niższości, chęć dominacji, próżność, chciwość, itp. Bo jak niby oddać im to, co we mnie sprawiają? – Czyniąc wyrzuty, że tak na mnie wpływają? Przecież, nawet, jeśli umyślnie kusi mnie znajoma, której czegoś zazdroszczę, to ja ulegam pokusie. Jeśli nawet nadgorliwy jest mój współpracownik, to ja leniuchuję jego kosztem. To ja porzucam wolność wyboru tego, co lepsze.
Nie mogę się spowiadać “zwykłym” ludziom, także dlatego, że nie mam prawa obarczać ich moim złem. Bo, jeśli przyjaciel pojmie i przyjmie moje okropności bez sprzeciwu… to jakim się stanie człowiekiem? Szczęśliwszym, silniejszym, odporniejszym na zło? A jeśli przyjaciel nie pojmie, tylko będzie się bronić przed przyjęciem mojego zła – czy ja pozbędę się tegoż…? Może nawet nie tylko pozostanie ono we mnie, ale wręcz nabędę jeszcze złości na przyjaciela?
Chcę chronić bliskich przed złem, nie obciążać ich, nie przygniatać. To również dla nich przecież chcę być lepszym człowiekiem. Bardziej wolnym, silnym, by i ich wspierać w codzienności, lekkim ale pewnym krokiem. Obojętnie, czy moje nadużycia popełnione były wobec bliskich, czy wobec nieznajomych – obmyślam, jak je naprawić, by wolna zabrać się do roboty.
Do konfesjonału idę więc spowiadać się Bogu. Ksiądz jest pośrednikiem. Dobrze, że zechciał być społecznym outsiderem: nie urzędnikiem, który poznawszy moje słabości mógłby mnie zwolnić z pracy; nie przyjaciółką, która kiedyś wyda tajemnice moim przyszłym wrogom, jeśli ją nastraszą; nie psychologiem, który może źle doradzić, ponieważ się pomyli; nie mężem, który przerażony mną stanie się gorszy dla dzieci; nie siostrą, która weźmie winy na siebie, zasmuci i straci chęć do życia.
Ksiądz nie bierze moich win i braku woli ani na siebie, ani do siebie, ale wysłuchując, przekazuje – poprzez modlitwę – Stwórcy. Stwórca uwalnia w ten sposób od zła i mnie, i nas wszystkich, bo nie powiela się już ono w kolejnych emocjach, reakcjach, czynach. Przepada we własną naturę – w nicość.
Spowiedź jest więc źródłem wolności w dwójnasób. Uwalnia m n i e poprzez oswobodzenie od nawyku, który nie jest mną, ale który się z zewnątrz przyplątał, ustanawia na nowo moją wolną wolę. Uwalnia też n a s, jako wspólnotę, od zła, które powoduje korozję wzajemności i rozbija relacje.
Czy ktoś zna większe szczęście, niż spod kraty odejść wolnym?
Bogna J. Obidzińska
logo
www.catholicvoices.pl

Doktor nauk humanistycznych w dziedzinie filozofii, pracuje jako adiunkt w Szkole Wyższej im. Bogdana Jańskiego w Warszawie. Jest członkiem redakcji półrocznika „Sztuka i Filozofia”, a także współzałożycielką i koordynatorem polskiego stowarzyszenia absolwentów United World Colleges.