
Rok wiary jest czasem szczególnym. I choć od początku jasne było, że nie bez powodu papież Benedykt XVI nam go dał i zadał – w kontekście przemian kulturowych postnowoczesności odświeżenie podstaw mentalnych i duchowych Zachodu przyjęliśmy jako rzecz naturalną – po ustąpieniu Papieża z posługi na stolicy Piotrowej ukazał się kolejny wymiar Jego planu.
REKLAMA
Oto najpierw znaleźliśmy się w sytuacji niespotykanej od stuleci. Od czasu ostatniego „ustąpienia papieża” nastąpiły w naszej kulturze przemiany, których skutkiem jest, między innymi, poczucie odrębności naszych własnych dziejów od przeszłości. Nie jest nam w zasadzie potrzebna przeszłość i historia, ponieważ tu i teraz posiadamy wszystkie narzędzia konieczne nie tylko do tego, by przeżyć – ale i do tego, by się rozwijać, coraz więcej wiedzieć o świecie i o sobie samych, a także by być niezależnymi od katastrof naturalnych, zmian klimatu i wszelkich niedogodności życia. Słowem, jesteśmy wolni – od ucisku starych dogmatów i władzy, od przyrody i od siebie nawzajem.
Dzięki temu nic nas w zasadzie nie dziwi – bo dziwić może coś niespotykanego jedynie w kontekście szeregu jednakowych zjawisk, do których się przyzwyczailiśmy. My tymczasem nie przyzwyczajamy się, bo do tego potrzeba pamięci przeszłości, a to nas nudzi. Aby nie pozwolić pamięci zbytnio się rozpanoszyć, żyjemy w nurcie nowości jako gwarantów odróżniania każdego naszego „dziś” od „wczoraj”, by się do niego zbytnio nie upodobniło i nie nudziło.
W tym wszystkim – nagła konsternacja. Bo oto jednak ludzkość się dziwi. Wydarza się coś, co z m u s z a cały niemal myślący świat do zerknięcia w przeszłość. Wszystkie agencje prasowe, których narracje nieustannie pulsują uniesieniami chwili obecnej zaczynają zadawać pytania o przeszłość – w dodatku o tę oddaloną aż o pięćset, a w zasadzie siedemset lat od dziś. Okazuje się nagle, że ludziom – nie tylko wierzącym, bo dla tych to oczywiste, ale – niewierzącym, cieszącym się z potęgi dzisiejszej wolności człowieka, bardzo potrzebne jest odniesienie do precedensu, by zrozumieć tę dziwaczną „nowość” watykańskiego wydarzenia i jej potencjalne następstwa.
Otwierając na kilka miesięcy przed swym odejściem „rok wiary” papież Benedykt XVI przygotował nas, wierzących, na wydarzenia, które będą wymagały wiary, odświeżonej i pogłębionej. Odchodząc zaś, Papież otworzył także niewierzącym wiarę w przeszłość – w której nagle zaczęli poszukiwać oparcia dla swojego rozumienia wydarzeń.
Ale nie tylko. Jak piszę wyżej, precedens obecnej sytuacji miał miejsce nie w 1415 roku, kiedy zrezygnował ze swej posługi papież Grzegorz XII ale raczej w 1294, kiedy zrezygnował z posługi papież Celestyn V. Analogia do wieku trzynastego wydaje się bliższa, ponieważ wiek piętnasty targany był skutkami schizmy zachodniej, i nie do końca wiadomo było, który papież spośród kilku wybranych równolegle – włączając Grzegorza XII – był tym jedynym, obranym zgodnie z wolą Ducha Świętego. W czasach obecnych nie mamy do czynienia z podobnym rozerwaniem. Wręcz przeciwnie. Rezygnując z posługi, papież Benedykt XVI, podobnie jak jego poprzednik, Celestyn V, oddalił się jedynie z pełnienia funkcji, której strona praktyczna przekraczała jego siły. Pozostał jednak z Kościołem On sam, Papież – z całą potęgą swojej wiary i mądrości – jak Celestyn V, osiadając z powrotem w trybie pracy intelektualnej i duchowej. Przy tym – podobnie, jak Celestyn V, papież Benedykt XVI nie przestał być p a p i e ż e m Benedyktem XVI. Jest nadal emerytowanym papieżem, nie tylko Józefem Kardynałem Ratzingerem.
Mamy dlatego czasy niezwykłe. Czasy wielkiej mocy wiary – ponieważ mamy dwóch papieży. Dwóch papieży, legalnych, obranych wolą Ducha Świętego – czy, posługując się językiem bardziej zrozumiałym dla odbiorców spoza Kościoła: za wspólną wolą wyrażoną w symbolicznej (i niemal faktycznej, bo 2/3 głosów są jej racjonalnym przybliżeniem) jednomyślności kardynalskiej.
To f a k t y c z n i e nie są „zwykłe” czasy. To są czasy wzmożenia wiary. Czasy, które za przyczyną jednego Papieża na bieżąco reformującego Kościół wraz z drugim wspierającym Go mądrością, modlitwą i mocą papieskiego mandatu, za którym stoją setki milionów modlitw dziennie, być może otwierają rzeczy tak „nowe”, że będą one wymagać zaglądania do przeszłości znacznie częściej, niż nam się wydaje. I – być może ponownego uwierzenia w przeszłość, w wielu wymiarach i znaczeniach słowa „wierzyć”.
Bogna J. Obidzińska
