
Ks. Wojciech Lemański postanowił na swoim blogu podszczypać polskich biskupów, przy okazji komentując temat in vitro. Miało być sarkastycznie i inteligentnie, a wyszło, jak wyszło. Gdyby ks. Wojciech więcej poczytał, może przypomniałby sobie, na czym polega katolickie spojrzenie na temat ochrony życia. W każdych warunkach.
REKLAMA
Zacznijmy od początku. Polski episkopat wydał dokument precyzujący katolickie spojrzenie na aktualne problemy bioetyczne, w tym przede wszystkim na kwestię stosowania procedury in vitro. Uczciwie powiedzmy - jak na dotychczasowe stanowiska naszych biskupów w różnych ważnych społecznie sprawach ten akurat dokument jest wyjątkowo jasny i klarowny. Z ciekawości przeanalizowałem go nawet (to teraz modne) aplikacją FOG-PL - wyszła przystępność na poziomie studiów licencjackich, a więc nie najgorzej.
„Trzeba stanowczo sprzeciwiać się wszelkim działaniom zagrażającym człowiekowi. Nie da się usprawiedliwić nawet najbardziej wzniosłym celem żadnego działania, które prowadzi do zagrożenia życia człowieka.” - napisali nasi biskupi. CZYTAJ WIĘCEJ
Kto więc do tej pory nie rozumiał, teraz może zrozumieć, a kto zapomniał, może sobie przypomnieć, na czym polega istota katolickiego rozumienia. W skrócie:
1. Życie ludzkie ma wartość bezcenną i powinno być chronione bezwzględnie.
2. Wszelkie wątpliwości co do istnienia człowieka należy rozstrzygać na korzyść życia - czyli jeśli mamy różne zdania odnośnie tego, czy "coś" jest już człowiekiem, czy jeszcze nie, to "bezpieczeństwa procesowego" lepiej założyć, że jest, żeby się potem nie okazało, że jednak było.
3. Człowiek "powstaje" w momencie poczęcia - ponieważ już w tym momencie powstaje jakiś byt, który ma określony genotyp i nigdy już nie będzie czymś innym. Innymi słowy stadia rozwoju człowieka w organizmie matki - choć fizycznie różne od wyglądu "ludzkiego" - są stadiami rozwoju człowieka właśnie, a nie dębu albo muchy.
4. Każde dziecko jest człowiekiem, ma swoją godność i jako takie nie może być traktowane jako "coś" czego się chce i czym się zarządza, ale jako "ktoś".
5. Procedura in vitro sprawia, że ludzka godność naruszana jest na wiele sposobów - ingerencja w zdrowie matki (faszerowanie hormonami), zamrażanie zarodków (a więc "kogoś", kto nie wyraził na to zgody), selekcja genetyczna (uznaniowe wybieranie tego, który zarodek ma się rozwijać - posunięte, już dziś, do granic absurdu takich jak określanie "na zamówienie" koloru oczu).
6. Nie bez znaczenia jest też fakt „mechanicznego tworzenia” życia. Skoro poczęcie następuje nie w trakcie aktu seksualnego, ale na drodze procedury technicznej – w laboratorium, na szkle – nosi to znamiona „produkcji ludzi”. Jasne, to mocne słowo, ale niestety po prostu prawdziwe. Tu już nie ma natury, jest czysta technika.
7. In vitro nie jest leczeniem, bo w efekcie para nadal pozostaje bezpłodna. Co więcej – zbyt często dziś idzie się „na skróty” oferując parom, które nie mogą mieć dzieci zabieg in vitro, zamiast terapii i leczenia.
8. Kościół nie jest przeciwko badaniom i nauce – chodzi tylko o to, żeby nadać im jasne ramy etyczne. Nauka i etyka nie są sprzeczne, ale się uzupełniają. Zamiast prowadzić np. badania na komórkach macierzystych pozyskiwanych z embrionów, można rozwijać badania, żeby je pozyskiwać od dorosłych.
Biskupi podkreślili też w swoim tekście, że "żadne działanie, które prowadzi do zagrożenia życia człowieka (także we wczesnych stadiach rozwoju) lub wprost do zabójstwa, nie da się usprawiedliwić nawet najbardziej wzniosłym celem". Z niewiadomych przyczyn to właśnie sformułowanie jakoś szczególnie ubodło proboszcza z Jasienicy. Na tyle mocno, że postanowił je wyszydzić, pokazując, jak wiele jest jeszcze spraw, którymi trzeba by się zająć, by faktycznie życie i godność człowieka były odpowiednio chronione. W założeniu miało być chyba śmiesznie, z dystansem i przekąsem, ale wyszedł mało pocieszny kiks.
Gdyby ks. Lemański częściej czytał Katechizm Kościoła Katolickiego, a nawet - niech tam - sięgał do wcześniejszych listów episkopatu, wiedziałby, że wszystkie tematy, które tak rubasznie wytknął w swoim ostatnim poście, znalazły już w wypowiedziach Kościoła swoje miejsce. I te wielkie, ogólnoświatowe, i te małe, jak ostrożna jazda. Także i papież, pośrednio wzywany do tablicy przez dziarskiego kapłana, zdążył już w międzyczasie coś o tym powiedzieć. Jest szansa, że ks. Wojciech nie zdążył jeszcze o tym przeczytać, wklejam więc mały fragment orędzia z Urbi et Orbi:
Prosimy więc zmartwychwstałego Jezusa, który przemienia śmierć w życie, aby przemienił nienawiść w miłość, zemstę w przebaczenie, wojnę w pokój. Tak, Chrystus jest naszym pokojem i przez Niego błagamy o pokój dla całego świata.
Pokój na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza między Izraelczykami a Palestyńczykami, którzy napotykają trudności, by znaleźć drogę zgody, ażeby odważnie i z otwartością wznowili negocjacje w celu zakończenia konfliktu, który trwa już nazbyt długo. Pokój w Iraku, aby definitywnie ustała wszelka przemoc, a co najważniejsze, dla ukochanej Syrii, dla jej mieszkańców dotkniętych konfliktem i dla licznych uchodźców, którzy czekają na pomoc i pocieszenie. Jakże wiele przelano krwi! Ileż cierpienia trzeba jeszcze zadać, zanim uda się znaleźć polityczne rozwiązanie kryzysu?
Pokój dla Afryki, która jest nadal terenem krwawych konfliktów. W Mali, aby kraj ten odzyskał jedność i stabilność; w Nigerii, gdzie niestety nie ustają zamachy poważnie zagrażające życiu wielu niewinnych ludzi, i gdzie niemało osób, w tym dzieci, jest przetrzymywanych jako zakładnicy przez grupy terrorystyczne. Pokój w Demokratycznej Republice Konga i Republice Środkowoafrykańskiej, gdzie wiele osób zmuszonych jest do opuszczenia swoich domów i nadal żyje w strachu.
Pokój w Azji, zwłaszcza na Półwyspie Koreańskim, aby przezwyciężono rozbieżności i by dojrzewał odnowiony duch pojednania.
Pokój dla całego świata, nadal tak bardzo podzielonego chciwością tych, którzy poszukują łatwych zysków, zranionego egoizmem zagrażającym życiu ludzkiemu i rodzinie, egoizmem, który nadal dopuszcza się handlu ludźmi, rozszerzającego się niewolnictwa w tym dwudziestym pierwszym wieku. Pokój dla całego świata rozdartego przez przemoc związaną z handlem narkotykami i nieuczciwą eksploatacją zasobów naturalnych! Pokój dla naszej ziemi! Niech Jezus Zmartwychwstały przyniesie ulgę tym, którzy są ofiarami klęsk żywiołowych i niech uczyni nas odpowiedzialnymi stróżami stworzenia.
Czyli nie tylko to, o czym pisze ks. Wojciech, ale jeszcze więcej. Oczywiście, papież, mimo tych słów, chyba nie zasłużył jeszcze na pełną aprobatę kapłana-blogera, bo nie wycofał wciąż "nuncjuszy i misjonarzy z tamtych krajów". Ale kto wie, może wiedziony radą nadwiślańskiego moralisty wkrótce to zrobi. Opuszczone ośrodki edukacyjne, zdrowotne i charytatywne na pewno lepiej przyczynią się do troski o ludzką godność. Odpowiednich fragmentów listów poświęconych odpowiedzialnemu podejściu do alkoholu i używek w ogóle, wychowania dzieci, prędkości, itd. nie będę tu już wklejał, bo szkoda miejsca. Google pomaga je znaleźć w czasie krótszym niż 0,30 sekundy.
Reasumując - Kościół nieustannie i na wielu polach, walczy o ludzkie życie i godność. To obowiązek każdego z nas, katolików - szczególnie, gdy dotyczy to najsłabszych, którzy sam się nie obronią.
Co sensownego przyniósł wpis ks. Lemańskiego? Niewiele. Wydaje się, że miał wyśmiać troskę biskupów o ludzkie życie - że tacy są "nie dość" i w ogóle takie z nich świętoszkowate safanduły - i pewnie w części przypadków czytelnicy podzielili to zdanie. Szkoda, że nieprawdziwie i śmiesznie stereotypowo. Do tego jeszcze, może niechcący (liczę na to) udało się autorowi zanegować sens wypowiadania się przeciw in vitro (na zasadzie "skoro jest tak wiele problemów, których nie da się rozwiązać, to po co się tym zajmować"). Czy przez to ludzkie życie - na którym chyba ks. Wojciechowi zależy, bo tych istotnych zapisów dokumentu nie dotknął nawet połową przecinka - będzie lepiej chronione? Nie wiem. A jak ksiądz myśli, księże proboszczu?
Tomasz Sulewski

