http://www.seankernan.com/

Chyba po raz pierwszy mamy w Polsce do czynienia z taką sytuacją - czołowe media w sezonie wakacyjnym nieprzerwanie nadają 100% pure katolicki serial.

REKLAMA
Proboszcz kontra biskup. Parafianie kontra kuria. Media za proboszczem kontra media prokościelne. Kojarzy się to z argentyńską czy brazylijską telenowelą, gdzie ksiądz jest obowiązkową postacią w każdej nudnej operze mydlanej. Wątkiem komediowym natomiast jest, że tę soap operę nadają media, które na co dzień krzyczą wszem i wobec, że wiara ma siedzieć w domu, a księża w kościołach. No cóż - w wakacje też trzeba zarabiać, więc pakt nawet z wrogiem nie boli.
Na ringu mamy dwóch zawodników. Oto w lewym narożniku prosty i dobroduszny proboszcz z małej parafii w zwykłej, wytartej sutannie. Po prawej mamy zawodowca, w purpurowych szatach, wyrachowanego i pewnego siebie, ze sztabem do pomocy, trenerami i masażystami - oto killer niepokornych. Publikę dzieli się na dwa obozy i tak w te upalne dni mamy wakacyjne igrzyska. Oczywiście kibicujemy temu mniejszemu i niepozornemu, bo jak na hollywoodzki kanon przystało (i z godnie z nieśmiertelną "Podróżą bohatera" Josepha Campbella) zwyczajny bohater po walce z o wiele większym i potężniejszym Antagonistą, wraca do swoich jako Bohater. Tak jak Dawid i Goliat.
Widzowie, siedzący na telewizyjno-laptopowych trybunach, nie muszą się nawet wgłębiać w meritum. Dostają odgórnie zinterpretowane informacje, przekazywane według ról, które zostały już określone - bez względu na to, co mówią sami aktorzy. Jak w operze, gdzie na scenie śpiewają coś po włosku czy niemiecku, ale większości z nas nie interesuje, bo i tak nie rozumiemy - a najważniejsze sprawy opisano nam w programie.
Ten z lewej to mój obrońca i mój mentor. Ten z prawej, to mój znienawidzony proboszcz, nudny klecha, pijak i dziwkarz, a także wszechwładny władca mediów z Torunia, pół episkopatu kapiącego złotem i w ogóle cała klika mafijnej organizacji KRK. Zaczyna się walka, zawodnicy się okładają, widownia się cieszy i parska, buczy i gwiżdże, nadawcy notują oglądalność. Cyrk się kręci.
A teraz głupie pytanie. Głupie, przyziemne i nie na miejscu. Pytanie nietrendy i nieśmieszne, suchar.
Gdzie w tym wszystkim jest Jezus?
Hala widowiskowa pęka w szwach, lampy ustawione na ring, a na telebimach obce twarze.
A teraz wyobraźmy sobie, że przewijamy taśmę w tył i piszemy tę historię inaczej. Jezus jest w pewnym prostym proboszczu, który 3 lata temu przebaczył swojemu biskupowi, a teraz w cichej parafii odprawia Drogę Krzyżową. Nikt o nim nic nie słyszy, w telewizji go nie ma. Jezus jest też w dobrodusznym biskupie, który po przebaczeniu sam poprosił swojego proboszcza o wybaczenie. W mediach śmieją się z tego biskupa, bo zaprosił szamana i magika z Afryki, żeby leczył Polaków i wypędzał złe moce. Ale nie jest sam - modli się za niego i wspiera go jeden, zwykły proboszcz, w swojej małej parafii w Jasienicy...

Damian Żurawski