Kamil Sipowicz zamiast popisać się inteligentną groteską pokazał, że niewiele rozumie z tego, co krytykuje. Jedyny "bóg", jakiego jedzą chrześcijanie, to Mars. A i to nie wszyscy.

REKLAMA
Miało być celnie i z polotem. W skrócie: chrześcijanie jedzą mięso, to ludożerstwo, a jeśli nie, to znaczy, że aborcja jest ok, bla bla bla. I jeszcze, że autor nie uważał na religii, za to uważał na biologii. Panie Kamilu, ani na religii, ani na historii, ani na logice, jak się zdaje, jednak Pan nie uważał wystarczająco. A szkoda - moglibyśmy mieć ciekawszą rozmowę.
Po pierwsze - jeśli już, to nie chrześcijanie, tylko katolicy i prawosławni. Inni chrześcijanie (a jest ich jeszcze trochę na świecie) w realną obecność Chrystusa w Komunii nie wierzą, uznając ją za symbol. Po absolwencie ATK takiej ignorancji się nie spodziewałem. Na wszelki wypadek podam też może inną, niestety smutną zapewne informację - oni też uznają aborcję za zło.
Po drugie - faktycznie, Rzymianie (i Żydzi, proszę ich nie pomijać!) zarzucali chrześcijanom "bogożerstwo". Słusznie Pan to odkrył przed światem, bo to ciekawa wiedza. Szkoda tylko, że nie pokazał Pan już - nie wierze, że Pan tego nie zna - jak wielokrotnie i na różne sposoby rozprawiali się z tym zarzutem np. Ojcowie Kościoła. Więcej by to wniosło do wiedzy czytelników, niż niskie podśmiechujki, a może nawet sami sięgnęliby do św. Justyna, św. Ireneusza z Lyonu, św. Grzegorza z Nyssy czy św. Jana Chryzostoma i przekonali się, w czym rzecz?
Tak - w to właśnie wierzymy, że w Eucharystii realnie obecny jest Bóg, że dzięki Duchowi Świętemu hostia staje się Ciałem i (o rety, to już dopiero kosmos będzie) Krwią (kawałek chleba krwią, serio? wariaci!) Chrystusa, że jest On w tym małym kawałku chleba obecny. Klęczymy przed nią, oddajemy jej cześć, chronimy ją w tabernakulach. Niektórzy nawet, broniąc jej przed zbezczeszczeniem, oddają życie. Nie, nie wierzymy w to, że hostia podczas mszy czarodziejsko przemienia się mięso, a wino w krew - potrzeba zaglądania księdzu do kielicha podczas mszy, żeby zobaczyć, czy krew się nie pojawia "naprawdę", mija w wieku wczesnoszkolnym i ten typ argumentacji u poważnego naukowca nieco niepokoi. Nasz Bóg jest Duchem i działa w sposób nadprzyrodzony, co nie oznacza, że nie faktyczny. To, w co wierzymy, to nie inkarnacja, ale transsubstancjacja - zmiana substancji, czyli obecność "pod zasłoną", jak to pięknie ujął św. Tomasz z Akwinu. A to "co dla zmysłów niepojęte", prosimy "niech dopełni wiara w nas". Pan w to nie wierzy i nie chce to tę wiarę prosić? Nie ma problemu - proszę to traktować jako nieszkodliwe dziwactwo. Gdyby było inaczej - czyli zgodnie z Pańska, Panie Kamilu, intuicją - bylibyśmy poganami. Nie jesteśmy.
Nie dajmy się jednak poprzez te mniej lub bardziej wysublimowane rozważania oderwać od zasadniczej kwestii. Otóż podstawowy problem to taki, że nawet jeśli ja, katolik i Pan, agnostyk (?) możemy - mam nadzieję - różnić się w ocenie tego, czy hostia jest faktycznie Ciałem Chrystusa czy tylko wafelkiem, o tyle jednak nie da się racjonalnie udowodnić, że ludzki zarodek nie jest ludzki. O tym, że jest to człowiek, w najwcześniejszej fazie swojego rozwoju, mówi biologia - na której też chyba Pan niezbyt uważał. I na tę biologię, wbrew Pańskiej sugestii, nie musi nakładać się wiara. Ona ma tu wymiar wtórny - o czym najdobitniej świadczą ateiści, muzułmanie, Żydzi, buddyści i wyznawcy wielu innych wyznań, którzy wspólnie przeciwstawiają się aborcji. Jeśli zaś się na nią cokolwiek nakłada, to raczej ideologia, każąca twierdzić, że człowiek nie jest człowiekiem, jeśli to nam pasuje. Niepotrzebnie, Panie Kamilu.
A tak przy okazji - wie Pan, że ci sami Rzymianie, którzy tak wyśmiewali chrześcijan jedzących swojego boga, także zabraniali aborcji? Proszę zajrzeć choćby do Owidiusza. Czy to Pana jakoś nie zastanawia?

Tomasz Sulewski