Ks. Bochyński w wywiadzie dla piotrkowskiego serwisu internetowego opowiadał bzdury, które zbulwersowały Polskę. Dziś w trzech zdaniach przeprosił za szkodę, jaką wyrządził Kościołowi. To za mało.

REKLAMA
Nie wiem, czy ksiądz Bochyński, udzielając wywiadu serwisowi www.ePiotrkow.pl bardziej chciał błysnąć wiedzą "o życiu", czy pokazać, jak w zniuansowany sposób potrafi opisywać rzeczywistość. Nie wiem i wcale mnie to nie interesuje. Grunt, że to, co powiedział, było bezdennie głupie i szkodliwe. I choć z zasady staram się zawsze tłumaczyć idiotyzmy wypowiadane przez ludzi na ich korzyść (bez względu na to, czy są z "mojej" czy "nie mojej" opcji), tak w tym wypadku nie mam nawet pomysłu, jak by to spróbować zrobić. Montaigne podobno powiedział kiedyś: "Każdy z nas czasem mówi głupstwa. Nieznośne są tylko głupstwa wygłaszane uroczyście". Pora rozwinąć tę myśl - głupstwa wygłaszane uroczyście i bez krztyny choćby rozumu, każą walić głową w ścianę.
Po burzy, która rozpętała się w mediach, łódzka kuria wydała oświadczenie, w którym dystansowała się od wypowiedzi ks. Bochyńskiego, argumentując, że wypowiedział się bez zgody przełożonych. Cóż, umówmy się - gdyby to było sedno problemu, pies z kulawą nogą (no, może poza kilkoma tradycjonalistami) by się tym nie przejął. Szkoda, że w podpisanym przez kanclerza dokumencie zabrakło jasnego stwierdzenia "ta wypowiedź była szkodliwa i głupia, przepraszamy". Z drugiej strony - pomyślałem - lepsze takie oświadczenie, niż udawanie, że sprawy nie było. Liczyłem jednak na dalsze kroki.
Nie chcę wierzyć w to, że ta sprawa miałaby się tak zakończyć. Jako wierny Kościoła, a więc także i ja przeproszony przez księdza rektora, chcę powiedzieć jasno - księże Ireneuszu, to za mało! Nie tylko i nie przede wszystkim Kościół powinien ksiądz przeprosić. Faktycznie - wszyscy musimy nieść teraz ciężar oskarżeń, wysuwanych wobec Kościoła po księdza wywiadzie, jednak nie pierwszy i nie ostatni raz w historii tak się dzieje, że za upadki pojedynczych członków naszej społeczności burzę zbierają pozostali. Przeżyjemy, poniesiemy. Ale po pierwsze przeprosić powinien ksiądz przede wszystkim tych, którzy poczuli się księdza słowami urażeni, obrażeni i opluci. Bez względu na to, czy są w Kościele, czy daleko poza nim. Głupota nie jest przynależna do doktryny - przeprosiny nie powinny być limitowane. Owszem, Kościół oberwał rykoszetem, ale na litość Boską, to nie o to tu chodzi!
I druga sprawa. Oprócz przeprosin potrzebne jest jeszcze zadośćuczynienie i publiczne (tak, tak - tak jak publiczne było plecenie głupot) naprawienie swoich win. Nie jest moją rolą dyktować księdzu albo księdza przełożonym jak to miałoby w praktyce wyglądać, ale jest moim prawem i obowiązkiem, jako wiernego, oczekiwanie, że pokaże ksiądz swoim przykładem co oznacza odpowiedzialność. Słowa mają swoje konsekwencje i wypowiadający je musi się liczyć z tym, że je poniesie. Proszę odważnie stanąć wobec nas wszystkich i jasno pokazać, jak chce ksiądz naprawić to, co zepsuł. Nie tylko wobec Kościoła, ale także - jeśli nie bardziej - wobec tych, którzy Kościoła nie lubią. Każdy z nas może upaść. Ksiądz upadł w bezmiar głupich słów. Proszę nam teraz pokazać, jak się z upadku z pokorą powstaje. To będzie więcej znaczyć niż setki uroczystych i natchnionych wywiadów.
Tomasz Sulewski