Pytanie o to, „co słychać”, staje się irytujące. Osoba je zadająca nie budzi naszego szacunku, ponieważ ona nas nie szanuje. Jak by jej zależała, to sprawdziłaby, „co u nas” na FB. A tak jej pytanie wydaje się co najmniej fałszywe: pyta, chociaż jej nie zależy na odpowiedzi.

REKLAMA
Nasza poprawna odpowiedź na pytanie: „Co słychać?”, powinna brzmieć: „Nic więcej, niż na fejsbuku”. To powinno kończyć konwersację, chyba, że rzeczywiście doszły nowe informacje, to możemy zaspokoić ciekawość pytającego, zaznaczając, iż więcej szczegółów pojawi się na FB.
Ponadto pytanie „Co słychać?” jest pytaniem niegrzecznym. Brakuje mu tej dżentelmeńskiej dyskrecji. Jest wulgarne w swojej dosłowności, a my uciekamy od tego, co bezpośrednie. Nie mówimy przecież dziewczynie, że ją kochamy, tylko gdy wyznajemy jej miłość, to w formie pośredniej, nie wprost: „Jak mawiają poeci: „Kocham cię””. Różnica tych wypowiedzi, wbrew pozorom, jest bardzo istotna.
To, co chcę, aby było słychać przecież jest na FB. To media społecznościowe umożliwiają dyskretną obserwację naszych znajomych. Umożliwiają nam też wyrażenie swojej opinii i solidarności w formie „lubię to”. Była to forma wystarczająca. Niestety, pojawiły się nowe emocjonalne określenie typu „super”, czy „wow”, które wszak nie przystoją powściągliwości dżentelmena. W zasadzie nawet forma „lubię to” jest nieprzyzwoita, gdyż wyczuwamy w niej emocje. Wystarczyłaby forma „niezgorsze”.
Facebook jest przeznaczony dla natur narcystycznych, co pewnie stanowi 99 % społeczeństwa, ale też nie lubiących kontaktów bezpośrednich. To poczucie bezpieczeństwa (jest się w oddaleniu), ale i poczucie bliskości (jednak jest się w gronie pewnych znajomych). Jest to jednak wszystko pośrednie, nie ma w sobie wulgarności bezpośredniości. Za to szczególnie cenię fejsa.
Obciachem jest obrażanie się na FB i usuwanie kogoś z grona znajomych. To bezpośredni wyraz emocji, polegający na daniu do zrozumienia komuś, że się go nie lubi. Niegodne to dżentelmena. Oczywiście „chamów” hejtujących należy wyrzucać, ale to wiąże się bezpośrednio z nieszanowaniem reguł FB, a więc jest dopuszczalne. Nie ma w tym odniesienia do realnego życia tylko od „życia” na fejsie.
Nie rozumiem osób, które nie mają FB. O co im chodzi? Tłumaczenie, że nie chcą tego, nic nie wyjaśnia. To jak niewykształceni, czy biedacy mówiący, że nie potrzebują edukacji czy pieniędzy. Trudno uwierzyć w taką argumentację. Facebook to przecież bezpieczeństwo. Wiem coś o moich znajomych. Nie za dużo, ani nie za mało. Ot tak w sam raz. Ale jeśli kogoś nie widuję na FB, to co? Ma coś do ukrycia? Nie ma żadnej osobowości? Niczym się nie zajmuje? Nic w jego życiu się nie dzieje?
To ostatnie pytanie powoduje nasz największy niepokój, ponieważ zmusza nas do zadania takiej osobie mało szlachetnego pytania „co słychać?” i co może gorsze, naraża nas na usłyszenie żenującej odpowiedzi: „Nic”. Albo jeszcze gorszego wariantu tej odpowiedzi, tj. osoba zacznie opowiadać nam o sobie i swoich dzieciach (pół biedy, jeśli opowie nam o swoim psie). Żeby uniknąć tych sytuacji zapraszam na fejsa.
PS Kiedy używam określenia „dżentelmen”, mam też na myśli również jego żeńską formę. Tu chodzi nie o płeć, tylko stan ducha. Tak jak „wieśniak” to nie miejsce zamieszkania, tylko osobowość.