
Ta polska rewolucja ma swój początek na Wschodzie. Autor bestselleru "Grywalizacja" komentuje: Jeśli kilka regionów zjednoczy się pod wspólną marką, będą w stanie wspólnie odpowiedzieć na pytanie: "co możemy Wam dać?”. Koniec marek województw?
REKLAMA
Po co w myśleniu o regionie ograniczać się do województwa? A gdyby kilka miast lub województw łączyło siły organizując wydarzenia kulturalne, kreując wspólnie wizje gospodarki, wspólnie inwestowało we wspólną infrastrukturę?
Jeśli przyjrzeć się dzisiejszym tygrysom gospodarczym na świecie przeważnie dostrzeżemy, że były to początkowo zacofane, ubogie regiony. Dzięki strategicznemu podejściu, inwestorom z wizją i obróceniu podstawowej słabości w główną zaletę dochodzi do rewolucji. Niskie koszta pracy, atrakcyjne pod względem podatkowym tereny inwestycyjne, wsparcie instytucji rządowych i rewolucyjnie duże unijne pieniądze mogą wkrótce zupełnie zmienić Wschodnią Polskę.
Kampanię reklamową projektu "Why Eastern Poland" skomentował ostatnio nawet „Business Insider” stwierdzając, że "dzieciak zachęcający do inwestycji we Wschodniej Polsce (główny bohater spotu) może mieć rację, bo potwierdzają to prognozy gospodarcze dla Polski".
Wydaje się jednak, że bez rewolucji na poziomie mentalnym samych ambasadorów marki - mieszkańców Polski Wschodniej nie ma szans na powodzenie projektu. Stąd jeszcze ciekawsza niż inicjatywa gospodarcza wydaje się - niespotykana do tej pory w kraju - wspólna inicjatywa kulturalna: "Wschód Kultury". Wydarzenie realizowane pod jedną marką w Rzeszowie, Białymstoku i Lublinie. W mojej ocenie w najbliższych latach będzie sprzyjać zacieraniu granic województw, mobilności mieszkańców, zwiększy wewnętrzny popyt na lokalne produkty np. turystyczne.
O komentarz na to świeże spojrzenie w postrzeganiu marki regionu zapytałem Pawła Tkaczyka - autora bestsellerowych książek "Zakamarki Marki" i "Grywalizacja".
Co do samego brandingu regionu: uważam, że to ma sens – dużo większy czasem, niż próba wykreowania marki województwa. Ludzi nie obchodzą administracyjne podziały, raczej różnica w mentalności czy zróżnicowanie krajobrazu. Tatry są Tatrami niezależnie od tego, po której stronie granicy na nie patrzymy, tak samo Alpy nie uznają podziałów administracyjnych. Dlaczego region mielibyśmy tak dzielić? Jeśli kilka regionów zjednoczy się pod wspólną marką, będą w stanie wspólnie odpowiedzieć na pytanie „co możemy Wam dać?” to ma to spore szanse powodzenia. A zagrożenia? Uważałbym na „rozwodnienie” marki. O ile wielu ludzi dokładnie wie, co ma do zaoferowania Kraków, o tyle dużo mniej jest w stanie powiedzieć, co jest fajnego w Małopolsce. Ostre kryteria, wyraźna granica marki – to jest coś, w co warto inwestować.
Do tej pory w tej części kraju działają już tacy giganci jak Ikea, Michelin, Pilkington, LG, British American Tobacco, Skanska, Husqvarna czy amerykańskie producent śmigłowców Sikorsky (UTC Group). Jak wyobrażacie sobie przyszłość "Polski B"?
Grzegorz Grzybek
