"Znowu druga. Całe życie ciągle druga. Nawet jak gdzieś pierwsza byłam, czułam się jak druga"... No to chociaż Phila Collinsa na pogrzeb zaklepię jako pierwsza!
REKLAMA
W refleksjach nad słusznością/potrzebą/ideą wprowadzania żałoby narodowej dziś to byłabym już nawet nie druga ale... ech, szkoda liczyć (klasyczny trik stosowany w okolicznościach gdy chce się uniknąć kłopotliwej sytuacji związanej z wrodzoną trudnością odmieniania liczebników).
Jednakowoż pozostając w konwencji okołofuneralnej powróciłam w rozważaniach do tematu wyboru oprawy muzycznej własnego pochówku.
Jednakowoż pozostając w konwencji okołofuneralnej powróciłam w rozważaniach do tematu wyboru oprawy muzycznej własnego pochówku.
Jak chyba większość prowadzących refleksje na ten temat, przerobiłam etap Malowanego Ptaka Dżemu, płynnie przechodząc na level Stairway to heaven Zeppelinów i ocierając się o Knockin' On Heaven's Door Guns N' Roses (niestety szybko zrezygnowałam bo Axla nie lubię na tyle mocno, że nawet na sztywno by mnie irytował) oraz Welcome Home Metalliki i The End Doorsów. Ale ten ostatni, to akurat już tylko jako podkład pod ostatnią pracę szpadli.
Po przerobieniu "pozycji obowiązkowych" brałam pod uwagę bardziej lub mniej alternatywne możliwości, ale gdy zatoczyłam krąg wracając do Dżemu, ale tym razem Ballady o Dziwnym Malarzu (odrzucona ze względu na totalny brak zdolności plastycznych) straciłam zapał. A niech mnie chowają w ciszy...
Olśnienie przyszło niespodziewanie. Paradoksalnie to właśnie w dniu urodzin zadecydowałam w jakim metrum odejdę.
Wybór spełnia wszystkie warunki melodii piórnikowej. Ma tytuł w konwencji (reszta tekstu jest bez znaczenia), budzi emocje, a bliscy Gospodyni Imprezy będą wiedzieć o tej nici, która łaczyła ją akurat z tym numerem.
A co najważniejsze nie jest smętny - w zaproszeniu na moją Ostatnią Imprezę już dziś sobie bowiem zastrzegam zapis "szanowni goście uprzejmie proszeni są o nie utyskiwanie i powstrzymanie się od lamentacji - to nie Starożytny Egipt, etatów dla płaczek tu nie ma".
Tytuł utworu jest adekwatny Something happened on the way to heaven. Dyplomatyczny Master of Ceremony niech ogłosi więc z ambony: Nasza Siostra Dagmara odbyła ostatnią podróż, szło jej całkiem nieźle ale coś się stało w drodze do nieba i z ostatniej prostej musieli zhlować ją do czyśca.
I wtedy z głośników gruchnie Phil. A nunie żałobnikom zaczną chodzić same! Istnieje także spore prawdopodobieństwo, że w kościele rozlegnie się miarowy stukot w drewno...
Wybór spełnia wszystkie warunki melodii piórnikowej. Ma tytuł w konwencji (reszta tekstu jest bez znaczenia), budzi emocje, a bliscy Gospodyni Imprezy będą wiedzieć o tej nici, która łaczyła ją akurat z tym numerem.
A co najważniejsze nie jest smętny - w zaproszeniu na moją Ostatnią Imprezę już dziś sobie bowiem zastrzegam zapis "szanowni goście uprzejmie proszeni są o nie utyskiwanie i powstrzymanie się od lamentacji - to nie Starożytny Egipt, etatów dla płaczek tu nie ma".
Tytuł utworu jest adekwatny Something happened on the way to heaven. Dyplomatyczny Master of Ceremony niech ogłosi więc z ambony: Nasza Siostra Dagmara odbyła ostatnią podróż, szło jej całkiem nieźle ale coś się stało w drodze do nieba i z ostatniej prostej musieli zhlować ją do czyśca.
I wtedy z głośników gruchnie Phil. A nunie żałobnikom zaczną chodzić same! Istnieje także spore prawdopodobieństwo, że w kościele rozlegnie się miarowy stukot w drewno...
Bowiem ja, czyli Przyszła Gospodyni, jestem anonimową psychofanką Phila Collinsa. W tym uwielbieniu staram się zachować pozory spokoju Malego Buddy i ograniczam się jedynie do śledzenia klatka po klatce wybranych klipów na You Tubie i słuchania po 15 razy z rzędu ulubionych kawałków na ajpodzie.
Nie siląc się na wielkie słowa napiszę - Dzięki ci, o Wielka Brytanio za tego Filipka!
Może i wzrostem konkuruje tylko z siedzącym psem ale za to jaki głos! Jaki słuch muzyczny! Jaki talent!
Phil podoba mi się mimo awangardowego podejścia do kwestii garderoby. W tych "lejacych" koszulach i szerokich spodniach może i wygląda jak król taboru (sam Don Wasyl ponoć licytuje na Allegro ciuszki Phila) ale za to jak Phil tańczy! W tej choreografii nie ma miejsca na gejowskie (za Tarantino) i rytmiczne machanie rękami w górze, tam jest tylko arcymęski tupot. Phil po prostu maszeruje do kobiecych serc!
Phil podoba mi się mimo awangardowego podejścia do kwestii garderoby. W tych "lejacych" koszulach i szerokich spodniach może i wygląda jak król taboru (sam Don Wasyl ponoć licytuje na Allegro ciuszki Phila) ale za to jak Phil tańczy! W tej choreografii nie ma miejsca na gejowskie (za Tarantino) i rytmiczne machanie rękami w górze, tam jest tylko arcymęski tupot. Phil po prostu maszeruje do kobiecych serc!
I to konsekwentne, bezlitosne łysienie! Jeszcze niedawno, w radykalnych czasach, uważałam, że włosy są dla mięczaków. Z wiekiem rozsądek i "ciśnienie" nakazują poszerzać marginesy, ale łysego wyczuję nawet w czapce.
No i rzecz najistotniejsza - Phil choć multiinstrumentalista, najchętniej wali w gary. A wiadomo, że nic nie pobudzi dziewczyny tak, jak rytmiczne podbijanie stopą. Bowiem ono jest jak piłkarska opalona łyda i umiejętność poruszania brwiami razem wzięte, w zgłym guście byłoby się opierać.
No i rzecz najistotniejsza - Phil choć multiinstrumentalista, najchętniej wali w gary. A wiadomo, że nic nie pobudzi dziewczyny tak, jak rytmiczne podbijanie stopą. Bowiem ono jest jak piłkarska opalona łyda i umiejętność poruszania brwiami razem wzięte, w zgłym guście byłoby się opierać.
To może już lepiej posłuchajmy. Wierząc, że orkiestra jeszcze będzie dłuuugo stroić instrumenty, nie śpieszę się z decyzją, którą koncertówkę wybarć na żałobne telebimy.
Berlin 1990
+: Phil dużo tupie, ma jasną koszulę (czyli jak podnosi ręce nie widać potnych jeziorek) i przygrywa na parapecie
-: Phil ma zaczes
-: Phil ma zaczes
Paryż 1997
+: Phil jest prawie łysy, ale zdecydowanie mniej tupie; sekcja instrumentalana i chórek wznoszą się na wyżyny wszytskiego
-: Do tej wędkarskiej stylówy Philowi brakuje tylko woderów i kapelusza z haczykami, choć z tą frotką wygląda jak Agassi
-: Do tej wędkarskiej stylówy Philowi brakuje tylko woderów i kapelusza z haczykami, choć z tą frotką wygląda jak Agassi
Paryż 2004
+: Łysy Mistrz kung - fu gra na garach i tupie
-: podłoga jak z “Jaka to Melodia”
-: podłoga jak z “Jaka to Melodia”
Zanim jednak postepujecie na mojej trumnie ciekawa jestem Waszych muzycznych typów. Be my guest!
