Nie interesuje mnie to, czy autostrada A2 połączy Warszawę z Europą na dzień przed otwarciem Euro 2012 i ile żłobków mogłoby powstać, gdyby nie organizacja mistrzostw w Polsce. Mam gdzieś, że ktoś zakłada biało-czerwoną prezerwatywę na lusterko swojego auta. Chciałbym wreszcie poekscytować się piłkarskim widowiskiem. Czekam na piękne gole, bramkarskie parady, dryblingi, zagrania z klepki. Chcę zobaczyć piłkarskie i trenerskie gwiazdy na boisku: ujrzeć pot na czole Ronaldo, dostrzec zdenerwowanie na twarzy Joachima Loewa, niepokoić się, kiedy Sebastian Boenisch, grający na lewej obronie, nie będzie sobie dawał rady z szybko grającym czeskim napadem.

REKLAMA
Męczą mnie dyskusje na temat zasadności afiszowania się barwami narodowymi przy okazji piłkarskich rozgrywek. Mijam obojętnie stoiska z kiełbasą kibica, zestawem pieczywa reprezentacyjnego i mielonki zapakowanej w biało-czerwoną puszkę. Nie założę dwubarwnej czapki i nie będę dmuchał w wuwuzelę.
Nie zajmują mnie prasowe doniesienia, że ktoś-tam kibicem piłkarskim nie jest i w ogóle go to całe Euro nie rusza. Anegdotycznie traktuję zestawienia porównujące koszty powstania stadionu i przedszkola (mój Boże-gdyby nie turniej w piłkę kopaną, samorządy w Polsce zajmowałby się z pewnością budowaniem placówek oświatowych).
Marzą mi się wspaniałe, pełne dramaturgii mecze, gdzie wynik waży się do ostatniej minuty, do końcowego gwizdka sędziego. Pragnąłbym usłyszeć precyzyjne relacje ze spotkań-poczuć atmosferę wydarzeń na boisku również dzięki, wypowiadającym się poprawną polszczyzną, komentatorom sportowym. Chciałbym zobaczyć czystą grę, ale też rywalizację, gdzie nie odstawia się nogi.
Będę oglądał mecze, bo lubię piłkę nożną w najlepszym, profesjonalnym, mistrzowskim wydaniu.