Kiedy zabieram się za pisanie, poddaję każdorazowo w wątpliwość moje zdolności wyrażania myśli, w taki sposób, aby być rozumianym.

REKLAMA
Kiedy, dodatkowo, tworzony tekst ma trafić do szerszego grona odbiorców, przeżywam rodzaj niepewności, uczucia powiązanego z pytaniem, które zawsze wypowiadam na głos: „a po cóż, ktoś, chciałby mnie czytać?” Jeśli dodam do grupy referowanych odczuć fakt, że rozpoczynam niezwykle ciekawy projekt, w towarzystwie wyjątkowych „piszących”, palce zaczynają mi drżeć na klawiaturze komputera.
Zaczynam od pytań i wątpliwości. Czy kolejny głos (znaczący lub nie) w przestrzeni artykulacji myśli jest jeszcze potrzebny? Czy sami siebie nie skazujemy na szum informacyjny? Czy nie przestajemy słyszeć-przede wszystkim siebie? A może jest inaczej, może owa nadmiarowość ma charakter „otwierający”, wyzwalający?
Nie wiem, czy moje zdanie, w jakiejkolwiek sprawie cokolwiek znaczy, w tym miejscu jednak, od dzisiaj, pozwolę sobie nie odbierać przyjemności wypowiedzi w kwestiach, na których-jak się wydaję-nieco się znam. Mam nadzieję, że zainteresuję „czytających mnie” problematyką kulturowo-społecznych kontekstów współczesnych mediów, edukacji medialnej, nowoczesnego nauczania-uczenia się. W tekstach będę odwoływał się zarówno do mojej wiedzy i doświadczenia, ale także do wypowiedzi komentujących. W takich czasach jak te, i w takim serwisie jak ten trudno bowiem stawiać na statyczność i jednokierunkowość przekazu.
Zaczynamy.