
Przejrzałem ostatnio, podpisane miesiąc temu przez Minister Edukacji Narodowej Krystynę Szumilas, rozporządzenie w sprawie standardów kształcenia przygotowującego do wykonywania zawodu nauczyciela. Przepisy te określają między innymi efekty kształcenia w zakresie stosowania przez nauczycieli technologii informacyjno-komunikacyjnych.
REKLAMA
Dokument opisuje szczegółowo jaką wiedzę, umiejętności, kompetencje społeczne powinien posiadać nauczyciel po zakończeniu edukacji (mowa oczywiście o wstępnym przygotowaniu zawodowym). I choć na poziomie ogólnego zapisu pojawia się w tekście wzmianka o wykorzystywaniu przez nauczyciela nowoczesnych technologii do pracy dydaktycznej, to już w zakresie szczegółowych odniesień uwidacznia się wyraźny niedosyt. Wedle tego, co czytamy, absolwent-przyszły belfer ma wyjść z uczelni uzbrojony jedynie w „podstawową” wiedzę i umiejętności w zakresie technik informatycznych (ma umieć przetwarzać tekst, posługiwać się grafiką prezentacyjną, korzystać z usług w sieciach informatycznych).
Co to oznacza? Prawdopodobnie tyle, że jednostki kształcenia nauczycieli nie zrobią nic więcej, aby wyjść poza literalny zapis rozporządzenia. Technologie informacyjne, czyli tzw. „informatyka” w planie studiów nauczycielskich jest wciąż traktowana jako kosztowny dodatek, „michałek”. Przedmiot (niezależnie jak go nazwiemy) realizowany jest przeważnie na pierwszym roku studiów nauczycielskich w wymiarze 30 godzin. Na tym kończy się kursowa, systematyczna przygoda przyszłego nauczyciela z technologiami informacyjno-komunikacyjnymi w uczelni. Nowe rozporządzenie nic w tej sprawie nie zmieni, choć na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej przeczytać możemy, że kształcenie nauczycieli ma być nowoczesne, słowem-inne, lepsze.
Na czym ma się więc opierać nadzieja, że absolwent studiów pedagogicznych, przyszły nauczyciel będzie (również) przewodnikiem po cyfrowym świecie? Być może na tym, że potraktuje on wybór zawodowy, jak wyjazd do dalekiego kraju, gdzie warunkiem istnienia jest posługiwanie się językiem cyfrowych tubylców. Analogowy absolwent-chcąc nie chcąc-będzie musiał zainwestować w cyfrowe korepetycje.
