Otrzymałem dzisiaj propozycję poprowadzenia warsztatów na temat bezpieczeństwa w internecie. Wyzwanie nie lada. Słuchaczami mają być bowiem uczniowie pierwszej klasy szkoły podstawowej. Jak powiedzieć małemu Jasiowi, że sieć jest-rzecz jasna-fajna, ale że warunkiem czerpania przyjemności z „bycia w niej” jest pamiętanie o kilku zasadach?

REKLAMA
Czas sprzyja dyskusji nad sprawami bezpieczeństwa w sieci. Z początkiem marca Google wprowadziło jednolity regulamin we wszystkich swoich serwisach, zapewniając jednocześnie, że zmiana ta wpłynie na podniesienie jakości asekuracyjnej usług. Kilka pytań należałoby postawić chociażby w tym kontekście. Nie zamierzam oczywiście opowiadać maluchom o zawiłościach nowej polityki prywatności produktów spółki z Mountain View, ale re-formy wprowadzone przez Google mogą być zaczątkiem ciekawej rozmowy o tym, że nie wszystko w sieci jest oczywiste.
Dziwię się burzy wokół, zapowiadanych i zrealizowanych przez twórców Gmaila, zmian. Krytycy nowego regulaminu podnosząc argumenty przeciwko nim, wieszcząc zmierzch prywatności w internecie, zapominają, że anonimowość w sieci to fikcja. Korzystając z darmowych usług internetowych powinniśmy mieć świadomość, że godzimy się na używanie ich na określonych zasadach. Nie powinniśmy więc straszyć „zamachem na prywatność”, ale uczulać i edukować w zakresie świadomego korzystania z medium.
Już przygotowuję konspekt zajęć dla pierwszaków. Zgodzę się z nimi na pewno-w internecie można świetnie spędzić czas i przy okazji sporo się nauczyć! Powiem im jednak również o tym, że-w praktyce-wszystko, co trafia do sieci jest niemożliwe do usunięcia i że należy dwa razy pomyśleć zanim nasze zdjęcie lub film przetransferujemy na serwery ulubionego serwisu społecznościowego.