Trzymał w napięciu sobotni wieczór. Najpierw ognisty Włoch wrzucił na serca jury „X Factora” gorącą mozzarelę, Asteja-jedna z uczestniczek-puściła parę… boków, a Czesław Śpiewa dostał kolejny już raz po mordzie. W tym samym czasie zespół Edyty Górniak zdobył nietykalność w „Bitwie na Głosy”, a w programie iskrzyło dzięki wyjątkowo trafnym wypowiedziom Soni Bohosiewicz-gwieździe kina i utalentowanej piosenkarce. Emocje tego wieczoru i tej nocy miały się jednak na tym nie skończyć. Około godziny 21 doszło do czołowego zderzenia pociągów na trasie Kraków-Warszawa.
REKLAMA
Ogólnopolskie stacje informacyjne temat podchwyciły natychmiast. Jednak co zrobić, kiedy w sprawie okoliczności katastrofy niewiele wiadomo, a widza przy odbiorniku za wszelką cenę utrzymać należy? Warto rozmawiać. Na przykład z dziennikarzem podróżującym jednym ze składów, który przyznaje, że wie mało, prawie nic. Można zatelefonować do eksperta-profesora od transportu, próbując tak ukierunkować dyskusję, aby w pierwszej godzinie po tragedii, chlapnął coś na temat przyczyn wypadku. Można wreszcie do bólu eksploatować rzeczników różnej maści (bądź co bądź wytrawnych interlokutorów), osaczając ich idiotycznymi pytaniami z taką intensywnością, aby gubiąc się w wielości i nieuporządkowaniu, potwierdzili słuszną tezę dziennikarza.
Oglądałem to przedstawienie, otwierając jednocześnie polskie i zagraniczne portale internetowe, próbując odnaleźć tam rzeczowe informacje. Poukładałem sobie trochę w głowie i poszedłem wziąć kąpiel. Około pierwszej w nocy włączyłem telewizor ponownie. Widowisko trwało nadal, kipiało od bzdurnych wypowiedzi i uszytych ze strzępków informacji opisów. Robiło się coraz goręcej-liczba ofiar wzrastała. Show must go on.
