Grudzień, 2012 rok. Fejsbukowy wpis Piotra Czerskiego. Bez "redakcji" i bez komentarza.
REKLAMA
"Dobra, miejmy to za sobą. Był kiedyś taki wywiad ze Sławkiem Sierakowskim, chyba dla niemieckiej gazety. Kończył się mniej więcej tak: "[cośtam cośtam] wie Pani, dlaczego? Bo lewica jest sexy". "Mówi Sławek i uśmiecha się". No więc ja po tej puencie zrobiłem fejspalm gwałtowny i szczery, wyraźnie odmienny od regulaminowych fejspalmów wątpiącego już, ale jeszcze konserwatywnego, khem, liberała. Czyli korwinisty; niech mam na swoją obronę, że interesował mnie głównie wymiar gospodarczy, byłem bowiem młody i bardzo biedny. W każdym razie: deklarowana seksowność lewicy zapadła mi mocno w pamięć, bo mój sprzeciw był silny, ale wymykał się próbom racjonalizacji. Wiedziałem, że coś jest tu bardzo, bardzo nie tak, ale nie wiedziałem co. I na pewno chodziło o coś więcej niż tylko o dyskusyjną wiarygodność Sławka Sierakowskiego - nb jestem pewny, że czegobyonimniemówić postaci naprawdę unikalnego formatu - wystawiającego samemu sobie weksel tego rodzaju. No więc myślałem, myślałem, i już wiem. Chodzi o to, że lewica kompletnie nie jest sexy, ale rozpaczliwie próbuje być. I to jest przerażająco czytelne, i tak naprawdę wie to każdy, kto chociaż raz pocił się na spotkaniu Krytyki, zamieniającym się nieubłaganie w dojmująco bolesne spotkanie grupy wzajemnego wsparcia dla neurotyków. Lęki, kompleksy, nieprzepracowane traumy, uzależnienia, poczucie krzywdy i niesprawiedliwości - to wszystko kompletnie nie jest sexy. Sexy był Che Guevara, ale mam nadzieję, że na ten zwierzęcy urok jesteśmy już uodpornieni; sexy mogli być, bo ja wiem, bitnicy. Może Cohn-Bendit w '68. OK, wszyscy wiemy: RAF też mógł być sexy. Natomiast lewica w Polsce nie jest sexy i nigdy nie była.
Widziałem najlepsze umysły swojego pokolenia: zniszczone szaleństwem, głodne, histeryczne, nagie. Trudno mieć pretensje o szaleństwo, głód może budzić tylko współczucie, ale histeria jest niegodna filozofa. Nie można traktować poważnie najsprawniejszego nawet publicysty, jeżeli w każdej jego szaleńczej szarży na polski konserwatyzm widzi się aż nazbyt wyraźnie walkę z własnym ojcem, nieakceptującym orientacji seksualnej syna. Nie można wierzyć autorowi, którzy na dwie kolumny dowodzi, że życie bez Boga jest nieporównanie szczęśliwsze, jeżeli wie się, że to szczęśliwe życie to wyczerpujący ciąg alkoholowy, którego rytm odmierzają drgawki o poranku. Albo osrane spodnie. Nie można przejąć się płaczliwą narracją o realnym, śmiertelnym zagrożeniu faszyzmem, jeżeli słyszy się w niej tego samego wystraszonego chłopca, który właśnie zebrał trzeci w tym miesiącu wpierdol przed wuefem. Albo kogoś kto zaspokaja swoją potrzebę etnicznej tożsamości tym łapczywiej, im bardziej ona wątpliwa. Są to przykłady skrajne, świat jest zwykle bardziej subtelny; dane umożliwiające identyfikację zostały zmienione; idzie o zasadę. Która oczywiście nie dotyczy wszystkich, ale przecież wielu i o wielu zbyt wielu. Skąd ten zasłyszany od I. dowcip, że żeby pozbyć się lewicy w Polsce wystarczy wszystkich zamknąć w jednym pomieszczeniu, zapytać, czym powinna się zajmować lewica - i zgasić światło? Ano stąd właśnie: frakcyjne walki toczy się do krwi, bo walczy się o siebie. Powiedz mi, o co walczysz, a ja ci powiem, czego się lękasz. A lęk, w odróżnieniu od strachu, jest irracjonalny.
A przecież chciałoby się, żeby mądrzejsi byli mądrzejsi. Żeby żądający otwartości byli bardziej otwarci. Żeby nawołujący do dystansu sami dystans mieli. Żeby pragnący miłości umieli ją dawać; a wiemy, że ten tylko może kochać naprawdę innych ludzi, kto pokochał sam siebie - nie gorącą i ślepą miłością nastolatka, mój Santiago, ale trzymającą się na dystans i wyrozumiałą miłością ojca. Wytrwałe próby miłości bliźniego - tej, która nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego i tak dalej - są programem oczywiście utopijnym, ale nieodmiennie jedynym. I jakkolwiek wiele można by jeszcze powiedzieć, wszystko zostało już powiedziane. Amen."
Tekst udostępniony za zgodą autora.
