Dostałem od Mikołaja - Gwiazdora - Gwiazdeczki wyjątkowy prezent. Nie, nie zasłużyłem specjalnie w tym roku na upominki. Prawdopodobnie tylko sprzyjające okoliczności (obecność w pobliżu dzieci - moich córek) spowodowały, że w torbie, pełnej lalek Monster High i Pinypon, zawieruszyła się książka. I to książka nie byle jaka.
REKLAMA
Dzieło to niezwykłe. Książka Lecha Witkowskiego pt. „Historie autorytetu wobec kultury i edukacji” to ponad 750 stron erudycyjnego tekstu, prezentującego kategorię tak niepewną, dwuznaczną i wątpliwą, że sięgając pierwszy raz po książkę odczuwa się pewnego rodzaju ambiwalencję. Z jednej strony bowiem, nie sposób nie zachłysnąć się rozległością podejmowanej problematyki - imponującym zestawieniem poglądów, stereotypów, ujęć kwestii autorytetu. Z drugiej strony - trzymając w ręku pracę Witkowskiego, nie można przejść obojętnie nad pytaniami: po co to wszystko - czy takie tradycyjne-humanistyczne, „modernistyczne” w formie rejestrowanie spraw tego „świata” jest nam w ogóle potrzebne? Nawet jeśli przyjmiemy, że prezentacja to autorska, że to „historie” a nie „historia” i że narracja wyczulona jest na niuanse i nieoczywiste wątki (o czym autor stara się przekonywać czytelników na każdym kroku), to przegląd choćby spisu treści książki wywołuje drżenie o to, czy nie wmontowywani jesteśmy w jakąś relację (autor - czytelnik) z intelektualnym i poznawczym nadużyciem w tle.
O pochwale czytania (książka jako autorytet)
Lecha Witkowskiego trzeba jednak po prostu zacząć czytać - nie zwracając uwagę na objętość tomu, wielowątkowość tematyki, czy na rozbudowaną, czasami niezrozumiałą, strukturę dzieła. Wysiłek (niezależnie od sprawnego i komunikatywnego posługiwania się językiem przez profesora - z tekstem trzeba sobie nieustannie „radzić”) włożony w lekturę zwraca się bowiem bardzo szybko. Przejrzałem cztery z dziewiętnastu rozdziałów książki. Każdy z nich okazał się majstersztykiem i sprawnie, choć niełatwo, opowiedzianą historią.
O czym więc jest ta praca? Chyba o - jak ujmuje to autor we wprowadzeniu - zanikaniu zdolności mierzenia się z lepszymi od nas samych, o niemożliwości przyjmowania „możliwości” takiego mierzenia się, czy (chociażby) przejmowania się faktem, że taka możliwość istnieje. Tekst Witkowskiego traktuje chyba również o pochwale pewnego rodzaju racjonalności, jest wzmocnieniem tęsknoty za „autorytetem” książek i czytania, mówi także o okolicznościach zwątpienia w sens afirmacji książki. Transparentnie w tym kontekście brzmią wypowiedzi autora:
„Związek problematyki czytania z autorytetem polega dla mnie na stwierdzeniu, że taka postawa nieczytania wyklucza, a przynajmniej kosmicznie utrudnia wytworzenie w sobie zdolności do doceniania cudzego myślenia, cudzego języka. Wobec rezygnacji ze spotkania z mową pojęć może się stać niemożliwe własne pojęcie siebie i świata, (…) znika szansa na wiedzę o własnych przeżyciach”.
I dalej:
„Jak się samemu uskrzydlić, skoro nie można się zdobyć na traktowanie kogoś na serio ani uznać, że w czymś jest naprawdę mądry, może wybitny, genialny, wielki, a przy tym inspirujący, mimo, że trudny; odkrywczy, mimo że z innej planety duchowej, dający poczucie obcowania z prawdziwymi dokonaniami, wartościami, jeśli nie arcydziełami; albo wręcz na odwrót - dający okazję do zastanowienia się, w czym można być lepszym i na czym polega jego sekret uznania”.
Z głowy, czyli z niczego. À rebours
Kwestie to ważne, również w kontekście zjawiska redukowania pisania do… pisania (np. w przestrzeni blogowej), do niechęci zakorzeniania naszych internetowych „przedstawień” w kulturze symbolicznej (książki), do szukania „źródeł” myślenia gdzie indziej, niż tylko w fejsbukowych wpisach, do odcinania się od modnego „prezentowania się” z głowy, czyli z niczego. Rozumiem więc uwagi Lecha Witkowskiego również jako tęsknotę za „czytaniem przed pisaniem”. Być może więc chodzi tutaj także o otwieranie się na teksty "długie", na wysiłek czytania linearnego, niezajawkowego, "konserwatywnego"; uciekania podczas pisania od bon motów i zdawania relacji z tego, "co w sieci", na rzecz prezentacji poglądów i zdań odrębnych opartych na "oczytaniu" (strasznie "staroświeckie" to słowo, prawda?), czy chociażby mających za podstawę biblioteczną kwerendę.
Witkacy, Miłosz, Barańczak i babcia Krystyna
Profesor szlagierowo przedstawia uwikłania „autorytetu” w literaturze. Recepcja twórczości i poglądów Witkacego dotyczących sprawy autorytetu, wychodzenie poza „akademicką nonszalancję” w opisie „filozofii” Stanisława Ignacego Witkiewicza, to niewątpliwe atuty prezentacji zawartej rozdziale czternastym. Pedagogiczne „przewertowanie” Czesława Miłosza w rozdziale piętnastym, czy - podniesione w rozdziale szesnastym - próbki prześledzenia inspiracji dla kategorii autorytetu, związane ze współczesnymi polskimi poetami i prozaikami (genialne spojrzenie na „poezję autorytetu” Stanisława Barańczaka), to kolejne przykłady „radzenia” sobie w tematem w sposób dalece odbiegający od bezczelnie prymitywnego ukazywania problemu, np. w mediach (vide: dyżurne autorytety - Jerzy Owsiak, Jan Paweł II i babcia Krystyna).
Ekskuzywnie i inkluzywnie
Książka Lecha Witkowskiego, ze swoim bogactwem wątków, staje się dobrem ekskluzywnym (czasami skomplikowanie) i inkluzywnym (dla każdego coś dobrego). Uważam, że na szczególną uwagę zasługują te fragmenty pracy, w których opisano konteksty „literaturowe” autorytetu (wspominałem o tym wyżej) oraz rozdziały poświęcone pedagogicznym „jego” aspektom (znakomity podrozdział dotyczący „spektaklu edukacyjnego” według Alfreda Jarry’ego, lista ponad trzydziestu zabobonów dominujących w typowych wyobrażeniach o autorytecie, czy też część prezentująca filozofię Jana Patočki w kwestii autorytetu). Za całkowicie niezrozumiałe uznaję natomiast umieszczenie w książce rozważań dotyczących „socjologii autorytetu” Piotra Sztompki (nie pojmuję, w czym tkwi oryginalność poglądów prof. Sztompki na tę właśnie kwestię?).
Spotkanie z autorem. Na zakończenie
Profesora Lecha Witkowskiego spotkałem w maju 2012 roku w Gdańsku. Był gościem konferencji naukowej organizowanej w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego. Miałem niewątpliwą przyjemność wysłuchania jego uwag po własnym wystąpieniu pt. „Wrażliwe badania internetu. Perspektywa krytycznej pedagogiki miejsca”.
Wszystkie fragmenty cytowane w tekście pochodzą z książki:
Lech Witkowski, Historie autorytetu wobec kultury i edukacji, Impuls, Kraków 2011
