Fajnie jest czasami napisać o czymś oczywistym. O dylematach i rozstrzygnięciach modowych premierówny na przykład. I o tym jak żyje-co robi w wolnym czasie, jak mieszka. Przeglądam blog Katarzyny Tusk: wiosenne porządki w t-shircie Abercrombie&Fitch, pomidory i mozzarella okrutnie zalane oliwą z oliwek, spacer po Warszawie w kapeluszu od Asos, chińska tradycja puszczania lampionów podczas towarzyskiego spotkania-zapalasz świeczkę, wypowiadasz życzenie i...fiuu, poszło! Jest popcorn, "dresy" i naszyjnik (ewentualnie fragment żyrandola). Bywa przaśnie, niby-elegancko, czasem młodzieżowo, z duchem czasu. Jest na stronie również klimat intelektualno-nostalgiczny, wytwarzany przy "dobrej" książce. Bo Kasia to studentka-uczy się psychologii.
Kapelusz Kasi Tusk
REKLAMA
Internetowy projekt współtworzy Zofia, koleżanka Kasi. Zofia chciała być architektem, potem marzyła o pracy na oddziale psychiatrycznym, niestety-skończyła w międzynarodowej korporacji. Ot, historia jakich wiele.
Nie irytuje mnie zamysł tworzenia bloga (nie można chyba traktować poważnie spiskowych teorii o PR-owskiej inspiracji sił politycznych)-strona Tuskówny i jej przyjaciółki to kolejna wersja popularnej szafiarskiej formuły. Uderza mnie jednak manipulowanie zwyczajnością, lukrowanie pretensjonalności. Za dużo na blogu oswajanej normalności. Katarzyna i Zofia przecież zwyczajnymi dziewczynami nie są. Podstawowym ich zasobem-potencjałem, "niezwyczajnością" jest bowiem skumulowany rodzinnie kapitał kulturowy, przekształcany wprost na kapitał społeczny i ekonomiczny. Klimat "różnicy" czuje się na stronie niezwykle mocno, ale szafiarki sprytnie nim manipulują-świadomie lub nie.
Ale mogę również przyjąć, że Katarzyna i Zofia niczego nie udają, że są po prostu sobą-wykorzystują ucieleśnioną (gust kulturowy, kulturowe konwencje) i uprzedmiotowioną część zgromadzonego kapitału. Dostosowują się płynnie do miejsca, czasu, sytuacji. Kasia Tusk podejmuje racjonalne (uzasadnione ekonomicznie) decyzje kupując ubrania na wyprzedaży, a jej koleżanka Zosia-jeśli trzeba-pije kefir z Lidl-a (butelka z produktem na jednej z fotografii). Może robią to właśnie po to, aby przy innej okazji zajadać się guacamole z podsmażanymi krewetkami?
Tekst opublikowałem prawie rok temu w Edukatorze Medialnym.
