O generacji, która całe świadome życie spędziła i dorastała w otoczeniu cyfrowych technologii napisano i powiedziano bardzo wiele. Mamy dostęp do badań i studiów na ten temat. Wydaje się, że wiemy wiele o cyfrowych tubylcach. W tym i kolejnym tekście spróbuję pokazać, że tak nie jest.

REKLAMA
Kim jest tubylec? W znaczeniu antropologicznym to ktoś przynależący do miejsca, osoba, która w danym miejscu się urodziła. Ze słowem tubylec jest jednak pewien problem. Nie używamy go przecież do opisywania ludzi przebywających na jakimkolwiek terenie. Przynależy ono raczej do osób, które żyją w “innym” świecie, w rzeczywistości odmiennej od tej, w której my - ludzie zachodu bytujemy na co dzień. Świat tubylca jest więc pierwotny, natywistyczny, naturalny, organiczny, a na pewno bardziej jednorodny (zobacz: Arjun Appadurai, Putting Hierarchy in Its Place).Czasami tubylczość łączymy z autentycznością, choć i z tym związaniem “społeczeństwa wysoko rozwinięte” nie radzą sobie dobrze. Jak zauważa Arjun Appadurai - wolimy autentyczność nam bliską nazywać ludowością, termin “ludowy” jest bowiem mniej kłopotliwy.
Mobilni tubylcy
Trzymając się rozróżnień przedstawionych przez Appaduraia, spróbujmy wyróżnić cechy tubylca. Najpopularniejszym, powszechnie “dostępnym” wyobrażeniem tubylczości jest immobilność, choć należą się w tym miejscu dwie uwagi. Tubylcze unieruchomienie opisywane jest przeważnie przez kolonizatorów, antropologów, podróżników, innymi słowy cecha ta jest względna - zależy od punktu widzenia przybywających z zewnątrz. Druga uwaga dotyczy specyfiki unieruchomienia. Znane są grupy, dla których ruchliwość jest warunkiem przeżycia - żeby wspomnieć o nomadach z centralnej Azji czy australijskich Aborygenach (przy tej okazji warto przypomnieć, że słowo Aborygen można tłumaczyć jako “ten, który był tu od początku”, z łac. ab origine - ta uwaga okaże się znacząca, ale o tym nieco później). Można byłoby więc sądzić, iż nie mieszczą się oni w porządku, który tutaj opisujemy. Jest jednak inaczej - pamiętać należy, iż tubylczość wiąże się z miejscem, miejscami. W tym sensie mobilni tubylcy powiązani są nie tyle z miejscem, co z pewnym układem miejsc czy znanymi sobie przestrzeniami.
Ale być może to, co najważniejsze w określaniu tubylczości wiąże się z oznaczeniem omijającym parametry fizyczne. Mówi o tym Arjun Appadurai: najistotniejsze przekonanie o tubylczości wiąże się z uzasadnianiem “zniewolenia” autochtonów, posiada ono bowiem wymiar intelektualny i moralny. Istota tubylczości w takim rozumieniu wiązałaby się zatem z tym, co tubylcy czują, wiedzą, w co wierzą.

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Zrozumieć cyfrowych tubylców
Przydługi to wstęp, ale chyba konieczny. W większości tekstów, w których opisywane są doświadczenia osób socjalizowanych od urodzenia z udziałem komputerów akcentowane są dość oczywiste różnice między digital natives a cyfrowymi imigrantami. W tym miejscu należy wspomnieć o artykule Marca Prenskyego czy tekście Dona Tapscotta. Szkolne (w rozumieniu elementarnego przedstawienia spraw) ujęcie tego tematu można znaleźć również w prezentacji Marcina Polaka. Kilka lat temu o cyfrowych tubylcach wspominał w “Historia i Media” Marcin Wilkowski (w odniesieniu do artykułu w The Economist), ukazując nieco odmienne “interpretacje” cyfrowego pokolenia.
W tych i w wielu innych źródłach brakuje dobrze opisanej kategorii “tubylca”. Chyba warto pomyśleć o dzieciach sieci w sposób, który daje szanse na zrozumienie pokolenia użytkowników mediów cyfrowych. Takich prób, prób zbadania i opisania rzeczywistości cyfrowych tubylców jest bardzo mało - w Polsce są to pomysły, które można policzyć na palcach jednej ręki. Warte uwagi są między innymi projekty: “Dzieci sieci - kompetencje komunikacyjne najmłodszych” (jestem współautorem badań i raportu z badań) oraz “Młodzi i media”.Cechą tych projektów jest jednak ich swoista ateoretyczność (nie, nie idzie rzecz jasna o to, że badania te do “niczego” się nie odwołują). Chodzi raczej o taki wymiar sproblematyzowania tematu, który nie jest co prawda konieczny, aby schemat takich projektów badawczych skonstruować i badanie zrealizować, ale który umożliwiałby zaprezentowanie nowych tropów interpretacyjnych (nie koniecznie nabudowanych empirycznie).
Przestać "badać", zacząć myśleć
No i jesteśmy w punkcie wyjścia. Wydaje się, że przyszedł czas, aby zacząć przyglądać się przemianom cyfrowego świata (wyróżniam “go”, choć daleki jestem od dzielenia świata na analogowy i cyfrowy), w sposób który odchodziłby od banału opisywania zjawisk dostępnych gołym okiem (ewentualnie okiem uzbrojonym w baterię narzędzi, które oferują nam dzisiaj nauki społeczne - piję głównie do beznamiętności metodologii ilościowej). Chyba konieczne staje się poszperanie w obrębie dostępnych kategorii teoretycznych i poszukiwanie nowych pomysłów na interpretację “widocznego”. W przeciwnym razie będziemy stać w miejscu - widzieć będziemy obraz na którym jest mnóstwo szczegółów, ale nic więcej poza szczegółami nie dostrzeżemy, ergo - niewiele zrozumiemy.
Słowo się rzekło. W następnym tekście nawiążę m.in. do rozstrzygnięć Arjuna Appaduraia dotyczących “tubylczości”. I spróbuję na nowo zinterpretować kategorię "cyfrowy tubylec".