Co zrobić, żeby pod wstawionym zdjęciem na twojej Facebookowej ściance pojawiło się dużo lajków? Jak zainteresować znajomych swoim postem? W jaki sposób ściągnąć uwagę komentujących? Odpowiedzi na te pytania powinien poznać każdy, kto posiada konto w portalu Marka Zuckerberga - niezależnie od statusu społecznego, zawodowego czy finansowego.

REKLAMA
Zaczynamy. Nie odkładajcie swoich marzeń na później.
Po pierwsze: miej potomstwo.
Albo przynajmniej bądź w ciąży. Nic tak nie zachęca do kliknięcia „lubię to” jak uśmiechnięta twarz bobasa. Pamiętaj! Dziecko nie powinno być stare. W zapotrzebowanie społeczności trafiają osobniki nowonarodzone, kobiety w ciąży (z widocznym brzuchem) i małoletni do 6 roku życia. Jeśli więc dysponujesz zdjęciem swojej pociechy, może to być strzał w dziesiątkę. Dbaj, aby okoliczności wykonanego zdjęcia były niebanalne: dziecię powinno być ubrudzone zupką pomidorową lub kremem z urodzinowego tortu.
Po drugie: ogol głowę.
Musisz być wyjątkowy, inny. Zadbaj, aby raz na jakiś czas zaszokować społeczność zmianą wizerunku. Nie, nie chodzi o zwykłą podmiankę awatara. To musi być coś mocnego! Postaraj się, aby transformacja zdjęcia profilowego była znacząca: zapuść wąsy, zgol brodę. Zaprezentuj się znajomym po bójce. Uwaga, ważne! Podbite oko i rany muszą być świeże. Nie musisz opowiadać o okolicznościach wydarzenia, a już na pewno nie sugeruj, że to ty byłeś agresorem. Pamiętaj, że w gruncie rzeczy idzie o to, aby było śmiesznie – im większego idiotę z siebie zrobisz, tym lepiej.
Po trzecie: bądź cyniczny.
Częścią racjonalności kolekcjonera lajków jest postawa wobec otaczającej rzeczywistości. Nie uznawaj wzniosłych wartości, wyższych celów, bądź zmęczony życiem i światem. Komentuj od niechcenia. Pokazuj, że każda twoja opinia może być jednocześnie prawdziwa i fałszywa. Manewruj ambiwalencją na prawo i lewo. Kwestionuj. Możesz pisać i udostępniać na swoim profilu wszystko – ważne żeby treści były różnorodne, a doszukanie się w nich spójności niemożliwe.
Po czwarte: zadbaj o język.
Nic tak dobrze nie zrobi twoim postom jak dostosowanie się do fejsbukowych mód. A więc – język angielski, z zastrzeżeniem, że będziesz komunikował się przy pomocy zapisu fonetycznego. Pisz tak jak słyszysz, w żadnym wypadku językiem z podręcznika. Kolejna sprawa – akronimy. AFAICR, BTW, CU, LOL, IMHO, ASAP, KOTC. Wybór należy do Ciebie. Zwróć jednak uwagę, że aspirowanie do bycia w określonej społeczności wymaga wyczulenia na pewien typ skrótowców. Jeśli chcesz pozostać w gronie artystów, badaczy i wszelkiej maści freelancerów musisz używać formuły ASAP (As Soon As Possible).
Po piąte: pisz doktorat.
Niezawodnym sposobem zdobywania lajków jest pisanie doktoratu (wersja slightly – praca magisterska, opcja hard – książka habilitacyjna). Masz gwarancję zbudowania narracji na długie lata: pisanie konspektu do pracy, otwarcie przewodu, egzaminy doktorskie, recenzje, wreszcie – obrona. Wszystko to może być okraszone dziesiątkami polubień, pod warunkiem, że zwielokrotnisz efekt ukazaniem znoju i trudu. Co będzie pomocne? Udostępnij skan oficjalnej informacji o obronie, zaprezentuj fragment recenzji. W czasie pisania poszukuj wsparcia, proś znajomych o pomoc w odnalezieniu literatury, nawet jeśli chodzi o pozycję podręcznikową do wypożyczenia w każdej bibliotece. Pamiętaj, aby na końcu, po uzyskaniu tytułu lub stopnia, zasugerować że i tak najważniejsza jest rodzina oraz miłość najbliższych, a doktorat pisałeś dla beki.
Po szóste: aktywizm i działania oddolne.
Musisz sprawiać wrażenie zaangażowanego społecznie. Wyglądaj i mów jak aktywista. Miej odwagę rozmontowywać system, graj na gitarze w zespole punkowym, angażuj się w projekty non-profit (pozór nie pozór – lajków przybędzie). Udostępniaj zdjęcia, na których prowadzisz warsztaty dla dzieci. Rewitalizuj - miasto, dzielnicę, ulicę (pomaluj ławkę osiedlową i koniecznie zrób fotkę, uwaga: musisz być umazany farbą). Współpracuj z organizacjami pozarządowymi, ale zwróć uwagę na modne tematy – wolna kultura, edukacja oddolna, finansowanie społecznościowe.
Po siódme: zostań blogerem.
To gwarancja bycia w czołówce zbieraczy zlubień. Możesz zostać szafiarką, medialnym edukatorem, tłumaczyć zawiłości popkultury, możesz prowadzić vloga. Wystarczy, że podłączysz swojego bloga do silnika Facebooka. Niestety, przyzwyczaj się do tego, że twoje wpisy udostępnione w portalu będą lajkowane przez „wypróbowaną” grupę znajomych. Dostaniesz „lubię to” od kogoś, komu wydaje się, że robisz coś wyjątkowo (co przeważnie ma niewiele wspólnego z prawdą), ewentualnie od znajomych blogerów, którzy sądzą, że twój zwrotny-dziękczynny lajk będzie równie ważny. Efekt? Polubień masz sporo, mają jednak one znikomą wartość. A, i koniecznie – publikuj na licencji CC BY (patrz punkt szósty).

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?