Obyś cudze dzieci uczył. Znane przysłowie, przekleństwo, zdaje się na bohaterze prezentowanej rozmowy nie robić żadnego wrażenia. Marcin Zaród jest nauczycielem, o którym można powiedzieć, że wie, po co pracuje w szkole i dlaczego ta praca może być wykonywana z pasją. Rozmawiam z nauczycielem roku w konkursie “Głosu Nauczycielskiego” i Ministerstwa Edukacji Narodowej.
REKLAMA
Jak się zostaje nauczycielem roku?
Przede wszystkim trzeba po prostu uwierzyć w siebie i w to, co się robi. Z drugiej strony musi się też znaleźć ktoś, na kogo można liczyć, kto dostrzeże nasze zaangażowanie. Nie było by Marcina Zaroda - Nauczyciela Roku, gdyby Stowarzyszenie Miasta w Internecie nie zdecydowało się na zgłoszenie mnie do konkursu. W Polsce jest wielu świetnych nauczycieli, których pracy i zaangażowania po prostu się nie dostrzega, przyjmując za pewnik, że nauczyciel po prostu standardowo wykonuje wiele rzeczy poza obowiązkowymi 19 czy 20 godzinami przed tablicą. Jestem przekonany, że każda szkoła ma jakiegoś swojego nauczyciela roku - wystarczy, że będąc uczniem, rodzicem, czy dyrektorem, rozejrzymy się dookoła. A tego zbyt często jednak nie robimy. Jeśli mogę jakoś spożytkować te moje 5 minut, to bardzo proszę, rozejrzyjmy się wszyscy dokoła i doceńmy ludzi, których życie stawia na naszej drodze czy na drodze naszych dzieci. Zwykle "dziękuję że Pani jest, że Pan jest" naprawdę nic nie kosztuje, a potrafi zdziałać cuda.
Marcina Zaroda pierwszy dzień w szkole w zawodzie nauczyciela. Pamiętasz ten moment?
W szkole? Hmm..., na pewno to było nieporadne, bo przecież byłem dopiero na drugim roku studiów, ale w 1995 roku było tak mało anglistów, że nawet w podstawówce to wystarczało. Natomiast jeszcze wcześniej, w IV klasie liceum, prowadziłem, jako tancerz turniejowy, dziecięcą formację taneczną Arabeska - w Wierzchosławicach, położonych niedaleko Tarnowa. Tam wtedy, o dziwo, czułem się jak ryba w wodzie. Połączenie pasji i pracy to chyba najwspanialsza rzecz, która nas może w życiu spotkać, poza miłością. Tak się składa, że chyba udało mi się i jedno, i drugie.
Wspominasz cały czas o pasji i zaangażowaniu w pracę. A co jeszcze się musi stać, żeby kandydat na nauczyciela stał się nauczycielem świetnym, sprawnym dydaktycznie i wychowawczo?
Ważne jest oczywiście dobre przygotowanie merytoryczne - zarówno w zakresie nauczanego przedmiotu jak i pedagogiki w ogóle. Ważne jest ciągłe dokształcanie, aby nadążać za gnającym do przodu światem. A jeśli jeszcze sami mieliśmy szansę w życiu zetknąć się z inspirującymi nauczycielami - a wielu z nas przecież takie wspomnienia ze szkoły ma - to później te inspiracje często widać w przyszłej pracy nauczycielskiej. Każdy nauczyciel jest sumą osób, które stanęły dotychczas na jego drodze, miejsc, które w życiu zobaczył, i zdarzeń, w których uczestniczył. Z tego tygla rodzi się to, co później przekazuje się dalej swoim uczniom.
Nie mogę Cię nie zapytać o rolę technologii cyfrowych w nauczaniu-uczeniu się. Jesteś członkiem niezwykle aktywnego zespołu - grupy Superbelfrów RP, która propaguje wykorzystywanie nowoczesnych technologii w pracy pedagogicznej. Nie stronisz od komputera i internetu, ba - nie wyobrażasz sobie codziennej pracy bez sieci, aplikacji edukacyjnych, laptopa… Czy uważasz, że współczesna szkoła musi być szkołą cyfrową?
Współczesna szkoła musi przede wszystkim edukować do przyszłości. Takie hasło wymyślił twórca grupy Superbelfrzy RP, Jacek Ścibor, i w 100% się z nim zgadzam. Nie możemy ograniczać, powtarzam, ograniczać się w uczeniu młodych ludzi do historii, uczniowie muszą wiedzieć, co to jest start-up, hangout, praca w chmurze - to ich przyszłość. Tymczasem odwiedzając na wiosnę tego roku gimnazja, gdy zadawałem pytanie, co to jest “start-up”, albo czy używają hangoutów, na sali zapadała krępująca cisza… Tak być nie może… Dzisiaj odwiedziła mnie absolwentka, z której klasą robiliśmy na grupie facebookowej zadania i pracowaliśmy na Dysku Google w chmurze na wirtualnych prezentacjach. Okazało się, że na studiach dostała zadanie przygotowania planu prezentacji w… Wordzie… Strach.
Tyle, że ta przyszłość jest trudna do zdefiniowania. Jak przekonać nieprzekonanych nauczycieli, rodziców, decydentów, że szkoła “zaopatrzona” w nowoczesne technologie, to szkoła oferująca więcej i lepiej?
To, że nie wiemy jak będzie wyglądał świat jutra, nie oznacza, że nie możemy ucznia do tego świata przygotować. Są co najmniej trzy cechy lub umiejętności, które w tej niezdefiniowanej przyszłości na pewno się przydadzą: kreatywność, elastyczność i efektywne wyszukiwanie informacji. No i język obcy. Co do "zaopatrzenia", to ważny jest stabilny dostęp do internetu i możliwość wyświetlenia w klasie obrazu z komputera - to powinien być standard. Natomiast wcale nie sądzę, że szkoła powinna być "zafiksowana" na technologii. Wręcz przeciwnie - im więcej technologii wprowadza, tym bardziej powinna też tę technologię równoważyć, promując aktywny styl życia, turystykę, sport, umiejętności społeczne, wolontariat, nie zapominając przy tym o patriotyzmie.
Ta równowaga jest konieczna, ale jak ją odnajdywać w szkole zdominowanej przez system zewnętrznych egzaminów i sprawdzianów kompetencji. Czy polski nauczyciel ma realną szansę na robienie w szkole czegoś więcej, niż tylko wystandaryzowana dydaktyka?
Jak znajdować równowagę? Po prostu robić swoje. To kwestia priorytetów. Na egzaminie, w ogóle na szkole, życie ucznia się nie kończy. Kompetencje nie związane bezpośrednio z egzaminem końcowym też są potrzebne. Co do polskiego nauczyciela i jego szansie na robienie czegoś więcej, to mogę tylko powiedzieć o anglistach - Ci uczący w liceum mają szczęście, jeśli uczą klasę z rozszerzeniem językowym. Wtedy mogą rozwinąć skrzydła - i oni, i uczniowie. Jeśli klasa takiego rozszerzenia nie ma, to przy trzech godzinach tygodniowo ciężko zdążyć ze zrobieniem rzeczy naprawdę fajnych. Wtedy to jest bieg, a nie nauka. Myślę, że cztery godziny tygodniowo to minimum, żeby uczeń po szkole ponadgimnazjalnej znał angielski na poziomie pozwalającym na funkcjonowanie na dzisiejszym rynku pracy.
Swoją wiedzę i doświadczenie pedagogiczne wykorzystujesz również poza szkołą. Wśród Twoich wielu aktywności jest organizowanie i prowadzenie zajęć komputerowych dla pokolenia naszych rodziców. Czego nauczyciel roku może się nauczyć od osób dla których serwisy społecznościowe i komunikatory internetowe nie są częścią codziennego życia?
Dodajmy, nie są JESZCZE częścią, bo większość osób, które już przez nasze szkolenia przeszła, zaczyna na co dzień korzystać z Internetu, odbierają maile - w ten sposób się z nimi kontaktuję, zapraszając ich na przykład na dodatkowe warsztaty, np. w wakacje były to warsztaty fotografii cyfrowej. Ci ludzie to dla mnie wzór tego, jaki ja chciałbym być w ich wieku - aktywni, otwarci na świat i ludzi, uśmiechnięci, konkretni. Podziwiam ich, że się nie poddają, gdy myszka ucieka w bok, ale krok po kroku zaczynają ją oswajać. Często mówią, że przyszli się “nauczyć Internetu“ bo czują, że znajdą w nim coś dla siebie, a wnuczek czy wnuczka niekoniecznie mają do nich cierpliwość. Tymczasem okazuje się, że po takich zajęciach to oni mogą wnuczkowi czy wnuczce co nieco w Internecie ciekawego pokazać, więc jest pole do rozmowy. Widzę też, jak ważne jest dla tego pokolenia, aby wyjść z domu, odpowiednio się do tego przygotować - panowie często przychodzą wręcz w krawatach, panie zakładają korale i się malują - w końcu mają się spotkać ze swoimi rówieśnikami, a jeszcze w dodatku mają okazję opowiedzieć o swoich doświadczeniach uczniom-latarnikom. Na ten międzypokoleniowy dialog aż przyjemnie patrzyć.
Marcin Zaród to anglista z V Liceum Ogólnokształcącego im. Janusza Korczaka w Tarnowie. Od grudnia zeszłego roku wraz ze swoimi uczniami - latarnikami Polski Cyfrowej - prowadzi zajęcia wprowadzające w świat internetu dla pokolenia 50+. Jest organizatorem szkolnych rajdów, wyjazdów rowerowych i wyjazdów na narty. Należy do grupy internetowej Superbelfrzy RP. Jest także jednym z twórców tarnowskiej Fabryki Przyszłości oraz ekspertem w programie Laboratorium Dydaktyki Cyfrowej realizowanym przez Małopolskie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Stowarzyszenie Miasta w Internecie. Szkoli tarnowskich nauczycieli angielskiego w ramach tarnowskiej inicjatywy edukacyjnej e-ducaTIO. Nagrywa dla uczniów filmiki z poradami do matury z angielskiego. W szkolnej pracy wykorzystuje nowoczesne technologie, z uczniami pracuje w grupach facebookowych i w tzw. "chmurze". Pasjonat Gwiezdnych Wojen, Tolkiena, turystyki górskiej i rowerowej, tańca towarzyskiego i irlandzkiego, zapalony podróżnik.
