Mam wątpliwości czy blogowanie należy traktować jako wyjątkową sferę aktywności w sieci. Nie sądzę też, aby można było sztywno określić - nazwać jakieś działanie blogowaniem, a inne zakwalifikować do całkowicie odmiennej kategorii. Wokół blogowania narosło w ostatnim czasie wiele mitów i nieporozumień, a zamieszanie wokół polskiej blogosfery powoduje, że myśli i mówi się o niej raczej w kontekście telewizyjnych występów szafiarek. Postanowiłem więc opowiedzieć o blogowaniu po swojemu, nazwać sprawy wedle miary, którą przykładam od dwóch lat, jako aktywny bloger.

REKLAMA
Jesień to dla części rodzimej blogosfery ważny czas. 16 i 17 listopada odbędzie się w moim mieście czwarta edycja Blog Forum Gdańsk. Do Trójmiasta zjedzie się kilkuset blogerów i blogerek, vlogerów i vlogerek. To okazja do spotkania środowiska zajmującego się “produkcją” treści blogowych. Czy takie zjazdy spełniają wszystkie założone cele - nie wiem. Wiem natomiast, że są dla wielu osób szansą na zbudowanie relacji poza internetem. To chyba wystarczy, aby uznać zlot różnej maści b(v)logowego towarzystwa za potrzebny.
Co odróżnia b(v)logowanie od innych aktywności w internecie? Czym różni się blog od serwisu internetowego, którego blogiem nazwać nie można? Jest według mnie kilka cech, które wyróżniają blog wśród wielości stron w sieci, choć - jak podkreśliłem we wstępie - granica między tym, co blogowe a nie-blogowe jest bardzo cienka. Powiem o tych cechach w dużym skrócie.
Po pierwsze subiektywność. Dlaczego blogi są (bywają) interesujące? Prawdopodobnie dlatego, że treści publikowane przez b(v)logera są jego “wytworem”, opisem spraw i zdarzeń ważnych dla autora i przedstawianych według jego pomysłu - koncepcji. Nie sądzę, abyśmy sięgali do wybranego serwisu blogowego, gdyby nie gwarancja przedstawiania rzeczywistości w sposób autorski. Nie ma znaczenia przy tym, czy interesują nas treści modowe, kulinarne czy też zaczytujemy się we wpisach ulubionego polityka lub artysty. Odwiedzamy stronę bloga właśnie z powodu jej indywidualnego charakteru. Ba, oczekujemy niejednokrotnie, że aktualizowane treści będą stronnicze i przez ten fakt - wyjątkowe, inne.
Po drugie transparentność - ja. Blog to “mój” serwis, w założeniu - inny niż wszystkie. Jeśli tak - przedstawiajmy się odbiorcom, mówmy o sobie czytelnikom. To, co zachęca do powrotu na stronę bloga to - oprócz publikowanych na nim treści - osoba, która tę stronę, serwis tworzy. Blogowanie jest osobiste i “naznaczone” przez blogera, nawet jeśli coraz częściej blogosfera ukrywa się pod płaszczykiem obiektywności i anonimowości.
Po trzecie systematyczność. Blogowanie opiera się na regularności. Jeśli traktujesz lub chcesz traktować swoich odbiorców poważnie powinieneś publikować treści systematycznie. Co to oznacza? Tyle i aż tyle, że bloger, blogerka powinni przyzwyczaić swoich czytelników do określonego rytmu aktualizowania serwisu. Ważne przy tym, aby nie pomylić blogowania z obecnością w serwisach społecznościowych. Nie ma nic gorszego niż fasadowość i udawanie, że na blogu coś się jednak dzieje. Uważam, że najlepszą strategią jest ta, którą nazywam “jeden do jednego”, czyli sięganie po narzędzia społecznościowe tylko wtedy, kiedy na blogu pojawia się nowy wpis, materiał, etc.
Po czwarte interakcja. Blog bez komentarzy to sygnał, że z naszą stroną nie dzieje się dobrze. Cechą dobrego bloga jest rozmowa nadawcy i odbiorcy oraz mieszanie się tych ról w procesie interakcji. Dbanie o wypowiadających się w komentarzu pod wpisem oraz o jakość owych komentarzy to blogowy standard. Podobnie jak w przypadku systematyczności, warto zadbać o to, aby zasadnicza część reakcji nie przenosiła się do serwisu społecznościowego (czasami jest to niemożliwe z uwagi na połączenie silnika komentarzy z wybranym serwisem społecznościowych - tak dzieje się w NaTemat). Nie oznacza to oczywiście, że dyskusja wokół wpisu, realizowana np. na Facebooku, jest czymś niepożądanym. Idzie raczej o to, aby traktować narzędzia społecznościowe jako miejsca wspomagające aktywność b(v)logera, a nie ją zastępujące. Dobry blog żyje swoim życiem, nie pracuje na społecznościowych sterydach.
I po piąte…, tutaj sięgnę do cytatu. W jednym ze swoich listów z 1971 roku Słamowir Mrożek pisze tak:
“Zdaję sobie sprawę z tego, że w planie najogólniejszym nikt nie ma racji, ponieważ w planie najogólniejszym racja nie istnieje. Ale planów jest nieskończoność. Nie mieszajmy planów. Nie dowalajmy jakiemuś tam małemu planikowi ontologicznych rozmiarów, bo zwariujemy. Racje z natury swojej są zawsze ograniczone, dotyczące tylko czegoś i tylko gdzieś, nie chuchajmy na te biedne płody rozumku oddechem wieczności, bo jasne, że one wtedy nie mają żadnych najmniejszych nawet szans. I nie od tego one są, żeby je przeciwstawiać Tajemnicy Wszechświata”.
Życzę wszystkim blogującym, aby mieli rację i jednocześnie jej nie mieli…

Chcesz dostawać info o nowych wpisach?