Ewa Kopacz w swoim wystąpieniu po zaprzysiężeniu rządu kilkakrotnie podkreślała, że ten rząd będzie pracowity. Wygląda na to, iż to właśnie pracowitość ma być głównym atutem nowej ekipy rządowej. Ale chyba nie takich deklaracji od nowej premier oczekują Polacy.

REKLAMA
To, że premier i ministrowie mają ciężko pracować jest przecież rzeczą oczywistą. I zresztą patrząc w przeszłość trudno jest któremukolwiek premierowi zarzucić, iż jego rząd leniuchował. Można nie zgadzać się z decyzjami podejmowanymi przez kolejnych premierów czy ministrów, ale ciężkiej pracy odmówić nikomu nie można. Być może premier Kopacz ma jednak inne zdanie, może wypowiedziami o ciężkiej pracy uderza np. w swojego poprzednika...
Od ogłoszenia składu nowego rządu minęło już kilka dni. Niestety do tej pory nie mięliśmy okazji usłyszeć choćby jednej wypowiedzi Ewy Kopacz na temat priorytetów tego rządu. Poza sloganami o ciężkiej pracy czy kompetencji ministrów, premier Kopacz nawet jednym zdanie nie napomknęła o tym, co będzie najważniejsze dla jej rządu.
Obawiam się, że brak merytorycznych wypowiedzi ze strony Ewy Kopacz podyktowany jest niestety brakiem jakiejkolwiek wizji. Dlatego trudno oczekiwać, aby ten rząd był przełomowy. Zresztą mam nieodparte wrażenie, iż Ewa Kopacz przy obsadzaniu stanowisk w swoim rządzie nie kierowała się względami merytorycznymi. Dla nowej Pani Premier najważniejsze było bowiem to, aby w jej rządzie znaleźli się przedstawiciele tzw. spółdzielni działających wewnątrz Platformy. Dla Ewy Kopacz od kompetencji ważniejszy jest bowiem spokój wewnątrz PO, co można było osiągnąć tylko rozdawnictwem stanowisk rządowych.
W efekcie mamy więc rząd spółdzielni Grabarczyka i spółdzielni Schetyny. Spokój jaki za te stanowiska chce osiągnąć Ewa Kopacz będzie jednak jedynie pozorny. Zaledwie po kilku tygodniach, najdalej za kilka miesięcy wszyscy będziemy świadkami wojny Schetyny z Grabarczykiem o wpływy w rządzie. Skutek jaki osiągnie Ewa Kopacz będzie więc jedynie taki, iż wojenka między spółdzielniami przeniesie się ze struktur partyjnych do rządu. Taki stan rzeczy może być jednak niebezpieczny dla naszego państwa. Rząd targany konfliktami nie może bowiem sprawnie zarządzać państwem.
Niestety wygląda na to, iż politykom Platformy nie zależy jednak na sprawnym rządzie, politykom Platformy zależy natomiast na podziale stanowisk i wpływów. Tak niestety będzie wyglądać ostatni rok rządów PO. To będzie zabawa Polską. A co się stanie po wyborach? To akurat łatwo sobie wyobrazić...