Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele złego, tak nielicznym. I to w tak krótkim czasie. Mimo to, tytuły i odznaczenia przyznawane „mężom stanu” stały się ostatnio prawdziwym trendem w kraju nad Wisłą. Jeden goni drugiego w odbieraniu splendorów. Ci, którzy przyznają wyróżnienia doskonale znają zapotrzebowanie swoich idoli, cierpiących na brak sukcesów, ale za to z takim ego, że nie zmieściłoby się w Pałacu Kultury i Nauki. Trzeba jednak pamiętać, że Mateusz Birkut – „Człowiek z marmuru”, był tylko jeden.
REKLAMA
Moda na sukces
Za udział w „dziele troski o wolną Polskę” statuetkę i tytuł „Człowieka Wolności 2015 roku” odebrał z rąk Jacka Karnowskiego prezydent Andrzej Duda. To czytelnicy i kapituła honorowa tygodnika „wSieci” okrzyknęli prezydenta tym tytułem. Wydarzenie transmitowała na żywo nawet TVP, która kilka dni wcześniej pożegnała się z… wolnością medialną. Karnowski – redaktor naczelny tygodnika, nazwał głowę państwa „legendą pracowitości”. Po tych słowach, tak na wszelki wypadek, prezydent podkreślił, że nigdy nie podpisał żadnej ustawy antyspołecznej.
Andrzej Duda w 2015 roku wyzwolił przecież Polskę spod jarzma prezydenta Komorowskiego, przyczynił się do zwycięstwa PiS. Ale o wolność nadal trzeba się troszczyć, ponieważ IV RP jest pod czwartymi zaborami. Zaborcą jest Unia Europejska. Po za tym Niemcy chcą nam wcisnąć całą masę uchodźców, nie bacząc na to, że Polska przyjęła już milion ukraińskich uciekinierów, wedle danych premier Szydło.
Strasznie złośliwy facet musi być z tego Karnowskiego. Powszechnie wiadomo, że pierwszą osobą w państwie jest Jarosław Kaczyński, którego musiało bardzo zaboleć wyróżnienie człowieka, którego sam stworzył niczym Golarz Filip mechaniczną lalkę o imieniu Adolf w „Akademii Pana Kleksa”. Nie minęło kilka dni, a „Człowiekiem Roku 2015” został prezes PiS. I tutaj przebił prezydenta Dudę w zasługach.
„W tym roku Człowiekiem Roku 2015 mianowaliśmy Prezesa Jarosława Kaczyńskiego za pierwsze w naszej historii całkowite zwycięstwo osiągnięte w demokratycznych wyborach jednego obozu politycznego, którego laureat jest przywódcą oraz za niezłomną walkę o niepodległość Polski" – powiedział podczas wielkiej gali Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny tygodnika "Gazeta Polska”.
Jeśli prezes niezłomnie walczy, to musi być jakiś wróg. A skoro toczy batalię o niepodległość Polski, to siłą rzeczy i logiki jest ona podległa. Manifestujący od blisko trzech miesięcy tysiące Polaków na ulicach protestują w obronie wolności i demokracji przed władzami PiS. Czyli reasumując - prezes Kaczyński walczy sam ze sobą. Odbieranie honorów przez prezesa w imię walki o niepodległą Polskę opóźniło pracę posłów o kilka godzin, którzy głosując podczas „nocnej zmiany” nad ustawą budżetową musieli zmagać się z objęciami Morfeusza. Walkę ze snem przegrał minister rolnictwa, Krzysztof Jurgiel.
„Proszę o przerwę i przebudzenie śpiącego ministra konstytucyjnego, który spoczywa w dolnej palarni" - poprosiła z sejmowej mównicy Kinga Gajewska z PO, powstrzymując się od śmiechu. - "Zwracam się szczególnie do pani premier, to jest członek pani rządu" - dodała.
Minister Jurgiel po chwili wrócił do sali obrad. Natomiast na drugi dzień wielki żal za nieodpowiedzialne zachowanie prezesa PiS miał niewyspany Paweł Kukiz.
Kilka dni później prezes Kaczyński został ponownie wybrany Człowiekiem Roku „Wprost” 2015. Tym razem tytuł został przyznany za przywództwo obozu politycznego, który zdobył pełnię władzy w kraju i może dziś wyznaczać kierunki polityki wewnętrznej oraz zagranicznej. Kierunek został wyznaczony i jest tam zimno. Kaczyński – Duda, wynik 2:1. Znów jest wielki, znów może bez zakłóceń fantazjować w czterech ścianach swojego domu o potędze i wymyślać wrogów przed, którymi obroni Polskę. Tytuły przyznawane są oczywiście przez media prawicowe i polskie. Ale lepiej, żeby nikt prezesowi nie przypominał faktu, iż Człowiekiem Roku 2013 „Wprost” została Angela Merkel, a wcześniej Bronisław Komorowski i Donald Tusk.
Niewdzięczny w rozdawaniu honorowych tytułów okazał się o. Tadeusz Rydzyk – właściciel imperium medialnego, czyli Radia Maryja, które można odebrać na każdym odbiorniku i TV Trwam. W tym przypadku role się odwróciły. Nagrodę dostanie ojciec dyrektor w postaci 20 mln zł dotacji na Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, w której mają się kształcić na kierunku - dziennikarstwo profesjonalne, Beata Tadla, Hanna Lis czy Piotr Kraśko, czyli ofiary "dobrej zmiany" w TVP. Redemptorysta o ten zastrzyk gotówki oczywiście nie prosił, ale mimo wszystko jest bardzo wdzięczny posłom PiS. Dług spłacony, to może o. Rydzyk sypnie jakimiś drobnymi na dyplom uznania dla prezesa Kaczyńskiego.
Jak to bywa na wojnie, bitwy toczą mężczyźni. Ale wedle PiS z tarczą z batalii w Strasburgu powróciła premier Beata Szydło, a żadnego honorowego tytułu nie dostała. Usprawiedliwieniem może być data. Szefowa rządu broniła suwerenności Polski przed Parlamentem Europejskim w tym roku. Tytuł Szydło należy się niewątpliwe za kłamanie jak z nut, zachowując przy tym pokerową twarz, iż demokracja i media publiczne w Polsce mają się dobrze. Pani premier natomiast zamiast tytułu odebrała serię gwizdów podczas zakończeniu finałowego meczu Mistrzostw Europy, Niemcy – Hiszpania w Krakowie. Szybko jednak ustalono, że buczenie i gwizdy były w języku niemieckim.
Od większości narodu polskiego prezes Kaczyński, PiS i jego koalicjanci na pewno otrzymają ordery obrońców wolności i demokracji, kiedy opuszczą w końcu wartę. A może i nawet Order Uśmiechu. Tak na pocieszenie.
