
„(…) O tę niepodległość trzeba walczyć. Są tacy, tu w kraju i na zewnątrz, którzy podnoszą na nią rękę. Musimy im powiedzieć "nie". Być może przyjdzie kiedyś taki czas, może to być na wiosnę, kiedy będziemy musieli się potężnie zmobilizować, by to "nie" zabrzmiało mocno. Mocno, bo tu potrzeba siły. (...) Polska musi być suwerenna, niepodległa i godna" – powiedział do zgromadzonych pod Pałacem Prezydenckim Jarosław Kaczyński podczas ostatniej "miesięcznicy". Słowo – „wiosna” w tym kontekście pada z ust prezesa PiS nie pierwszy raz przez ostatnie tygodnie. W ten sposób mobilizuje swój elektorat. Jednak wojna na tylu frontach skazana jest pewną porażkę.
REKLAMA
O tym, że przed PiS dwa trudne miesiące i nasilone wiosenne protesty, Kaczyński mówił już na wyjazdowym spotkaniu swojego klubu parlamentarnego i rządu w podwarszawskiej Jachrance. Tam również mobilizował swoich ludzi, zwierał szyki i przygotowywał do gotowości.
Prezes boi się, że wiosną straci władzę. „Mocno, bo tu potrzeba siły…” - nie oznacza walki wręcz w samoobronie. Do żadnego puczu i krwawego przejęcia rządów oczywiście nie dojdzie. Byłoby to zaprzeczeniem demokracji w cywilizowanym kraju. Kaczyński obawia się wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Tymi słowami asekuracyjnie namawia swój elektorat do pospolitego ruszenia, ale nie na resztę Polaków, tylko do lokali wyborczych. Opozycja zintegrowała się przeciwko PiS i cały czas uważnie patrzy rządowi na ręce, przypominając premier Beacie Szydło, że czekają kolejne deklaracje do zrealizowania. A spełnienie rozbudzonych marzeń w narodzie będzie bardzo trudne. Więc prezes PiS spodziewa się w Warszawie oprócz protestów KOD, wizyty górników, rolników czy służby zdrowia. Nie przecenia Beaty Szydło, zdając sobie sprawę z tego, że rząd będzie wykładał się na obietnicach i wprowadzaniu ich w życie. A przecież właśnie te obietnice miały posłużyć jedynie do przejęcia władzy, do uzyskania w Sejmie większości. Najlepiej konstytucyjnej. Tym czasem to jedynie cztery mandaty.
Na spotkaniu w Jachrance Kaczyński podziękował swoim posłom za jednomyślność podczas głosowań i namawiał do trzymania się nadal tego kursu. Doskonale wie, że 234 parlamentarzystów ( w tym ci od Ziobry i Gowina) to nie jest monolit. Trudno będzie utrzymać wszystkich w ryzach, jeśli PiS nadal będzie się pogrążał, staczając po równi pochyłej. A PO i Nowoczesna pewnie wezmą w objęcia tych zagubionych oraz "nawróconych". Ale to jeszcze nie ten czas, nie ten klimat. Czekamy przecież do wiosny...
No właśnie. Koalicjanci. Ci czołowi nie są tacy posłuszni i pokorni, jak premier Szydło i prezydent Duda. Minister Zbigniew Ziobro i jeszcze jeden poseł z klubu PiS zagłosowali wspólnie z opozycją za odrzuceniem projektu Kukiz’15 o zmianach w Konstytucji RP w pierwszym czytaniu… Jarosław Gowin ostatnio odmówił przekazania 20 mln zł. na szkołę o. Rydzyka ze swojego resortu, a wcześniej krytykował projekt 500 plus. Jest to wyjątkowo skomplikowany związek. Prezes zawsze rękoma Szydło może odwołać tych dwóch ministrów ale wtedy straci 16 posłów, a tym samym większość w Sejmie. Pytanie na ile da sobie pozwolić apodyktyczny, nieznoszący sprzeciwu i krytyki Jarosław Kaczyński? I jak daleko posuną się Ziobro i Gowin?
Prezes na własne życzenie ma przeciwko sobie protestujących Polaków z KOD, opozycję sejmową i pozaparlamentarną, Unię Europejską, NATO, grupę amerykańskich senatorów, którzy napisali list do premier Szydło, apelując w nim o zaniechanie łamania prawa i niszczenia demokracji w Polsce. Poczynania pisowskiej władzy skrytykował również komisarz Praw Człowieka Rady Europy, Nils Muižnieks. Należy też pamiętać, że opinia Komisji Weneckiej przy Radzie Europy po wizycie w Warszawie nawet, jeśli będzie miała tylko charakter zaleceń bez sankcji, to na efekt prac przedstawicieli tej komisji oczekuje Unia Europejska i od nich uzależni dalsze działania wobec Polski. Komisja Wenecka przybyła do Polski na wyraźnie zaproszenie ministra spraw zagranicznych, w ramach ocieplania wizerunku. Komisarze zostali przyjęci w geście otwartości i transparentności działań władzy. PiS nie przewidziało jednak, że komisarzy oprócz ustawach o TK i medialnej, zainteresuje także „ustawa inwigilacyjna”. W UE bez echa nie pozostanie zapewne nowela o prokuraturach czy poparcie przez klub PiS projektu o zmianie w konstytucji. Lada moment do laski marszałkowskiej trafi ustawa o sądach. To wszystko nie mieści się granicach prawnych i obyczajowych państwa demokratycznego. To własnie między innymi ze względów geopolitycznych UE i USA nie pozwolą, żeby Polska została mentalnie wyrzucona przez Kaczyńskiego na wschód i dołączyła do outsiderów europejskich z kursem na Rosję.
Na każdą krytykę czy uwagi rząd Polski odpowiada mało dyplomatycznie, a wręcz agresją słowną. Wyrażanie zaniepokojenia zza granicy wiąże się natychmiast, w mniemaniu Kaczyńskiego, z atakiem na suwerenność i niepodległość Polski. Jest to retoryka z czasów sanacji. Jarosław Kaczyński przez ostatnie lata dawał do zrozumienia, że sprawa smoleńska, to sprawa Antoniego Macierewicza. Obecnie co miesiąc jednoczy swój elektorat w duchu tej tragedii i szukaniu winnych.
Według wpisów niektórych internautów, opowiadających się za PiS, powstanie KOD i fale protestów, to dzieło elit polityczno – biznesowych III RP, służb specjalnych oraz lewackich mediów. Bo przecież niedopuszczalne jest, żeby ruch niezadowolonych powstał oddolnie. Ale są za to kolejni wrogowie przed, którymi trzeba chronić suwerenności i niepodległości. Źli, zdegenerowani, patologiczni aż do bólu. To przypomina plakaty i hasła z czasów PRL – „Bądź czujny wobec wroga”. Trwa wszechobecna propaganda sukcesu w mediach propisowskich. Informacje mają charakter typowo polityczny. To już nie jakość w „Full HD”. To powrót do lat 1945 – 89. Podobieństw polityki PiS do PZPR jest o wiele więcej.
To jest właśnie retoryka, która trafia do twardego elektoratu PiS. I przy każdej kolejnej okazji prezes będzie utwierdzał swoich wyborców w teoriach spisku, zagrożenia, czyhających wrogów, podpierając się przy tym „ręką podniesioną na kościół”. Wraz z pojawieniem się tej retoryki , zniknęły nagle aroganckie i cyniczne uśmiechy z twarzy pisowkiej władzy. Czekamy zatem do wiosny. Chyba, że główny „synoptyk kraju” sprecyzuje nieco swoje prognozy...
