
Jarosław Kaczyński albo wpadł we własne wnyki, albo kompletnie oszalał. Chyba, że metryka już robi swoje. Mamy kryzys konstytucyjny, polityczny i społeczny w kraju. I tutaj prezes nie ma już możliwości manewru. Ale, żeby na dokładkę tak zrujnować politykę zagraniczną i bezpieczeństwa Polski, to już trzeba mieć nie lada "talent". A to może tylko oznaczać, że 67 letni Kaczyński przestał panować nad swoimi ludźmi lub nie ma już siły na to panowanie, czyli na sprawowanie władzy jakiejkolwiek.
REKLAMA
Porażkę można byłoby przekuć w sukces. To byłby taki strategiczny manewr prezesa. Przecież on uwielbia, kiedy przeciwnicy nie wiedzą, jaki będzie jego kolejny ruch. I bach! Hipotetycznie premier Szydło nagle publikuje orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Oczywiście nie miały na to wpływu żadne naciski z zewnątrz, opozycja, stojąca w jednym szeregu murem za wydrukowaniem werdyktu, Polacy, którzy wypowiedzieli się w sondażach czy złożone doniesienia do prokuratury o niedopełnieniu obowiązków służbowych przez Beatę Kempę. Zawsze można zasłonić się dobrem wyższym Polaków i państwa. Szydło mogła się ugiąć ale prezes jej wspaniałomyślnie wybaczył niesubordynację. To nie jego decyzja. On by nie ustąpił nikomu.
Ot, Kaczyński testował po prostu nerwy premier Szydło i prezydenta Dudy. Ile potrafią wytrzymać psychicznie pod presją i czy wykonają ruch bez jego zgody. Jednak ta pozorowana niesubordynacja spowodowałaby całą masę wydarzeń, które zupełnie nie są na rękę prezesowi.
Rząd publikując wyrok TK zamyka za sobą drzwi do „retuszu” Konstytucji RP. Automatycznie „ustawa naprawcza” ląduje w koszu i mamy jedno prawo. Wówczas plany prezesa biorą w łeb, ponieważ po pierwsze: nie będzie miał już szansy wpływu na Konstytucję RP, żeby np. wrzucić tam zapis o PiS, jako przewodniej sile narodu i zmianie ordynacji wyborczej. Wtedy mógłby porządzić spokojnie ze trzy kadencje, jak zdrowie pozwoli, krajem otoczonym murem od zachodu i wschodu, ale za to z pięknym widokiem na południe w stronę Węgier. Bałtyk byłby odkryty, żeby Polacy mieli coś od życia, ale pilnowany. A nuż komuś przyjdzie do głowy prysnąć do Szwecji „ostatnim promem”.
Po drugie: ustawy, na które zwróciły uwagę Komisje Wenecka i Europejska, czyli te o policji, o służbie cywilnej, o prokuraturach, o mediach publicznych, zaskarżyłaby do TK opozycja oraz pozostałe instytucje prawne (mogą to oczywiście zrobić teraz). Jeśli nowele wzbudziły kontrowersje u zagranicznych konstytucjonalistów, to dlaczego nasz Trybunał Konstytucyjny miałby przejść obok nich obojętnie.
A to już niesie za sobą lawinę personalnych upadków. Trzeba nam pamiętać, że prezes przyjął pod swoje skrzydła „upadłe anioły”. I bynajmniej nie dlatego, że je lubi, ale po to, żeby móc nimi zręcznie sterować. Mimo, że zdrajcy, to jednak Kaczyński ich „ułaskawił”, wyciągnął z politycznego niebytu, będących w stanie „agonalnym” w przestrzeni publicznej Kempę, Ziobrę czy Kurskiego. Ludzi głodnych stanowisk, prestiżu, pieniędzy. Beata Szydło i Andrzej Duda, to również wyniesieni na wyżyny ludzie z piątego rzędu PiS. Osiągnęli sukces dzięki prezesowi. Są mu wdzięczni. Wybrał ludzi dla których kariera jest ważniejsza od myślenia o konsekwencjach ich działania ponad prawem.
Z prezydentem Dudą nie ma problemu. Czeka grzecznie i dzielnie na złożenie kolejnego autografu, mimo, tego, że został wyklęty przez środowiska akademickie, większość narodu i czeka go Trybunał Stanu.
Kłopot pojawia się z rządem. O ile premier Szydło nie rozstaje się z telefonem nawet podczas wizyt zagranicznych, który nagle musi wyciszać podczas recytacji przemówień, tak ja to było, kiedy stała obok Angeli Merkel, to już ministrowie odpowiedzialni za finanse często mówią jak jest. A jest tak, że z pustego, to i Salomon nie naleje. Albo wypowiedź rzecznik rządu, o tym, że prokuratura z pewnością umorzy postępowanie z „automatu” w sprawie TK, bo komunikat sędziów to nie orzeczenie. Takie wypowiedzi, sugerujące, że PiS ma na podorędziu prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości w jednej osobie w lot podchwytują opozycja i media. Ze Zbigniewem Ziobro też nie będzie problemów. Dostał to, co chciał. Cudownie czuje się w roli pierwszego szeryfa IV RP. Zajął się tym, co robił wcześniej. Czyli tropieniem, oskarżaniem i wydawaniem sprawiedliwości ludziom niewygodnym jemu i prezesowi.
Wystarczy spojrzeć na stronę sejmową, aby przekonać się, że większość klubu PiS to nowe twarze. Ciężko jest zapanować nad 234 posłami. A wielu z nich Kaczyński nie zna nawet osobiście. Zatem każda informacja o rozłamie w słabej większości sejmowej, słowa Ryszarda Petru, że prowadzi on rozmowy z politykami PiS o przejściu do Nowoczesnej, zaproszenia od innych partii dla tych, którzy chcą opuścić prezesa, doprowadzają go do białej gorączki. Zaczyna się wówczas weryfikacja. Kto i ilu? A wystarczy, że odejdzie czterech parlamentarzystów i większość PiS przechodzi do historii. A na dobrą sprawę prawdziwe „łowienie” przez opozycję jeszcze nie zaczęło się. Prezes zdaje sobie z tego sprawę, że jeśli odważy się odejść dwóch, trzech posłów, reszta niezadowolonych ruszy za nimi. Tak jak było kiedyś z Samoobroną czy Ruchem Palikota.
Nie zaakceptowanie wyroku TK jednak nic Kaczyńskiemu nie daje. Dla większości głównym i podstawowym źródłem prawa w Polsce jest nadal Konstytucja RP. Wiadomo, że każda ustawa pisowska budząca kontrowersje i zagrożenie dla praworządności państwa zostanie zaskarżona do TK. Kaczyński znalazł się więc w potrzasku. Pewności też nie mają Polacy. Nie wiadomo, czy jakiemuś sędziemu nie przyjdzie do głowy stosować się do noweli PiS.
Robi się coraz bardziej poważnie w stosunkach zagranicznych. Prezes nie może pilnować 24 godziny na dobę ministra obrony narodowej, Antoniego Macierewicza. A ten na jednym wykładzie w szkole o. Rydzyka w Toruniu przeszedł samego siebie. Z „serca” Europy uderzył w dwa światowe mocarstwa. Najpierw z rozbrajającą szczerością stwierdził, że Stany Zjednoczone, które istnieją od XVIII wieku, nie mają prawa pouczać Polski o demokracji.
Chwilę później po nawiązaniu do zbrodni katyńskiej, która zdaniem Macierewicza była 7 lat temu bliska dokładnego wyjaśnienia, dodał bez żenady – „Tak się wydawało jeszcze w roku 2009 r. Już pół roku później dowiedzieliśmy się, że próba podjęcia tej sprawy wywoła reakcję, jakiej współczesny świat nie wyobrażał sobie, że może zostać dokonana. Reakcję, która kosztowała całą polską elitę śmierć, po prostu śmierć, którą poniosła polska delegacja lecąca do Katynia nad Smoleńskiem.” De facto postawił twardą tezę o zamachu i wskazał winnych.
O ile Waszyngton przemilczał wypowiedź szefa MON (miała o wiele mniejszy kaliber, jeśli chodzi o USA), to Kreml zareagował natychmiast. Rzecznik rosyjskiego rządu nazwał wypowiedź bezpodstawnymi zarzutami, nie mającymi pokrycia w faktach. O wiele mniej delikatny był Śledczy Federacji Rosyjskiej, Władimir Markin, który zamieścił komentarz na swoim Twitterze. - "W wyścigu najbardziej niedorzecznych i głupich oświadczeń pojawił się nowy lider - oznajmił Markin, komentując słowa Macierewicza. Markin dodał, że Rosja „z niecierpliwością czeka", jak Polska „odpowie na taką zuchwałość”. A rosyjskie śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej prowadzi właśnie Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.
Stosunki Polski z Rosją nigdy nie były ciepłe ale po takich słowach wyraźnie ulegną zlodowaceniu. Podczas gdy Stany Zjednoczone kilka razy ostrzegły już pisowski rząd i zagroziły ochłodzeniem stosunków politycznych. Pod bardzo wielkim znakiem zapytania stoi zaplanowany wcześniej szczyt państw NATO w Warszawie, który ma odbyć się w tym roku.
Trudno też upilnować posłankę Pawłowicz. W poznańskiej księgarni przeprowadziła wykład mi.in. o Komisji Weneckiej, która nie zna prawa i UE żerującej na Polsce. Nagranie ze spotkania i zdjęcia są na profilu FB posłanki PiS.
Wystarczyły zaledwie cztery miesiące, żeby władze PiS narobiły zamieszania na taką potężną skalę w samej Polsce i zagranicą – głównie wśród naszych sojuszników gospodarczych i zbrojnych. Inny rząd potrzebowałby na to przynajmniej jednej pełnej kadencji.
Polak na Polaka patrzy wilkiem, bo mają inne poglądy polityczne. Obrzucanie się błotem na portalach społecznościowych, w komentarzach pod artykułami prasowymi, stało się paskudną normą. Piłka nożna i polityka zawsze były naszymi ulubionymi dyscyplinami ale to co dzieje się teraz przerosło Himalaje. Polacy zamiast planować swoją przyszłość, od kilku miesięcy śledzą z zapartym tchem sytuację w kraju. Oczywiście w swoich mediach podzielonych. W XXI wieku nie da się odciąć od informacji. Chyba, że ktoś zdecydował się wyjechać w Bieszczady, zamieszkał na odludziu i zajął się wyplataniem koszy z wikliny. Wyrzucając oczywiście komórkę.
Droga do kompromisu w sprawie TK jest bardzo daleka, a zasadzie praktycznie niemożliwa. Negocjacje, mediacje, czy jak to nazywa Paweł Kukiz „konklawe”, byłoby możliwe, gdyby chociaż raz nie padło z usta polityków PiS słowo – komunikat i doszłoby do merytorycznych rozmów. To jednak dwa różne mentalnie światy.
Kaczyński nie cofnie się nawet o krok z obranego kursu. Prezes wie doskonale, że jeśli teraz odda władzę, to już jej nie odzyska. W maju Kaczyński skończy 67 lat, czyli osiągnie wiek emerytalny. Mógł wpaść we własne sidła. Bo jeśli to jest zaplanowana akcja polityczna, to Kaczyński albo oszalał i stracił kontakt z rzeczywistością. Albo jedno i drugie, a to jest mieszanka wybuchowa i niezwykle wyniszczająca Polskę.
Jedno jest pewne. Dla prezesa ważne są sondaże. Dzisiaj badania przeprowadzone przez TNS czy CBOS dają PiS nawet 38 proc. Ale o dziwo Millward Brown i IBRiS podają wyniki zupełnie inne. Według obu ostatnich sondażowani partia Kaczyńskiego może liczyć góra na 27 – 30 proc.
Przy Kaczyńskim został "twardy elektorat". Oszukani i zawiedzeni odeszli. Wiernych, zdyscyplinowanych wyborców, Kaczyński będzie dyscyplinował do głosowania na PiS podczas miesięcznic. Ten monolit może skutecznie skruszyć wysoka frekwencja w wyborach. A Polaków tego "najgorszego sortu" jest każdego dnia coraz więcej.
