
To, co dzieje się w naszym kraju, to prosta droga do najgorszego, tragicznego scenariusza. Kolejne kartki przewracane codziennie w kalendarzu przez protestujący KOD pod kancelarią rządu pokazują arogancję władzy, bezczelność, bezkompromisowość i zupełny brak ochoty na dialog z opozycją w sprawie paraliżu konstytucyjnego. Nigdy nie doszłoby do tego, abyśmy musieli zwracać się o pomoc do swoich sojuszników w Europie zachodniej i za oceanem, gdyby PiS chciał rozmawiać, a nie tworzyć drugiego, ponad konstytucyjnego prawa przy, którym wciąż z uporem maniaka trwa. J. Kaczyńskiemu byłoby na rękę, gdyby UE i NATO usunęły Polskę ze swoich struktur.
REKLAMA
Nazywanie opozycji zdrajcami i donosicielami na swój kraj oraz podział Polaków na gorszy sort i prawdziwych patriotów jest żałosne, krzywdzące. Drażniące są stale powtarzane słowa: „demokracja w Polsce ma się dobrze” i „Polska jest państwem suwerennym i niepodległym” czy „Suweren, czyli naród już wybrał władzę”. To zdarta już płyta. Za chwilę poznamy nową definicję prawną i interpretację słowa „niezwłocznie”.
Komisja Europejska za dwa tygodnie podejmie decyzję w sprawie procedury państwa prawnego w Polsce. Nie można spodziewać się, że opinia będzie korzystna dla naszego kraju. Sankcje wydają się teraz być najmniejszym problemem. Unia Europejska patrzy na Polskę, jako na kraj, który wpadł w pułapkę nieodpowiedzialnego PiS. Partii jako efektu ubocznego demokracji. Wszystko odbywa się na zasadzie: macie niewykonany wyrok TK, nie stosujecie się do zaleceń Komisji Weneckiej. Nie robicie nic, żeby to pole do kompromisu i negocjacji oczyścić.
UE i Rada Europejska będą po prostu pomijać Polskę podczas podejmowania kluczowych decyzji gospodarczych i ekonomicznych. Prawnie nie wykluczy nas ze wspólnoty, ale zmarginalizuje do granic możliwości. Stany Zjednoczone dały nam ostatnio wielokrotnie już tylko nie do zrozumienia, lecz powiedziały wprost, że rząd polski oraz prezydent RP nie są partnerami do dyskusji.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych zamieniło się w „Ministerstwo Sprostowań”. Najpierw pogrąża kraj w dyplomatycznej otchłani, a później po ostrzeżeniach zza granicy albo obraża naszych partnerów lub w momentach przebłysku świadomości umieszcza sprostowania na rządowych stronach.
Mamy ewidentnie wojnę domową w kraju. Konflikt między Polakami oraz politykami. Nie spodziewajmy się, że Kaczyński wyda rozkaz opublikowania orzeczenia TK. To, że Zachód odwraca się ostentacyjnie od Polski jest akurat prezesowi na rękę. Najlepszy efekt uzyskałby, kiedy Polskę wyrzuciłyby ze swoich struktur UE i NATO. Prezes chce sojuszu z europejskimi outsiderami, jak Słowacja, Rumunia czy w końcu Węgry. Tylko kraj rządzony twardą ręką przez Orbana jest co najmniej trzykrotnie mniejszy od Polski. A premier Węgier w razie jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego nawet nie kiwnie palcem w obronie naszego kraju. Nie ma praktycznie takich warunków.
Cała kwestia sojuszu z Węgrami polega nie na tym, że Kaczyński widzi w tym interes gospodarczy i ekonomiczny oraz korzyści dla Polaków. Widzi w tym swój własny, prywatny cel. Jest zafascynowany sposobem sprawowania władzy, która skupiona jest w rękach jednego człowieka. Niezdrowe ambicje prezesa PiS to jego sprawa. Tym zapędom 67 letniego polityka, który do tej pory niewiele osiągnął sprzeciwia się większość Polek i Polaków. Kaczyński nie obawia się tak bardzo opozycji sejmowej, jak samego KOD. Boi się ulicy. Widział to w latach 80. Najzwyczajniej broni się przed strachem za pomocą lęku. O ile kiedyś pisowkie władze stwarzały wrażenie lekceważenia KOD, to obecnie wszystkie działa propagandowe, prowokacje, manipulacje wymierzyli przeciwko kodowiczom. Prezesowi i Dudzie puszczają nerwy podczas programów na żywo, czy wieców. A to już jest oznaką nie panowania nad emocjami. Widać ten strach i zawiść w oczach Kaczyńskiego, kiedy wali pięścią w stół, podnosi głos. Nie jest w stanie policzyć kodowiczów. Ile osób należy do struktur KOD, jak wielu ludzi z nimi sympatyzuje.
Polacy nie zamierzają spełniać chorobliwych ambicji człowieka na emeryturze. Nie dadzą mu tej satysfakcji. Nie pozwolimy również wyrzucić się mentalnie na margines rozwijającej się Europy i wyjść z NATO. Kaczyński widzi reakcje zza granicy, obserwuje bacznie Polaków. I bierze pod uwagę, że zimna wojna domowa w kraju podzielonym, w którym sąsiad sąsiadowi skacze go gardła, tylko dlatego, bo tamten ma inne poglądy polityczne, może zamienić się w krwawe zamieszki, w regularne bitwy podczas manifestacji obu stron (jedną popieraną przez polski Kościół Katolicki).
Nie można powiedzieć, że opozycja jest bierna. Skrupulatnie analizuje projekty ustaw klubu PiS. Wskazała już na wiele bubli prawnych, które są nieprzemyślane i szkodliwe dla Polaków. Tak jak ostatni "fenomen", czyli "ustawa uwłaszczeniowa". Rolnicy na jej podstawie praktycznie tracą częściowo prawo do swojej ojcowizny. Nie będą mogli kupić gruntów w sąsiedniej gminie, jeśli nie będą w niej zameldowani. O sprzedaży ziemi będą musieli meldować. Epoka chłopów pańszczyźnianych czy PGR - ów już dawno się skończyła. Chłopi na to nie pójdą, ale za to pójdą na stolice.
Jeśli dojdzie do tak dramatycznych wydarzeń, jak krwawe zamieszki, wówczas całą odpowiedzialność poniesie za to prezes PiS i Kościół zaangażowany w politykę. Nikt nie uwierzy, że rząd został zaatakowany bez powodu przez "zdrajców narodu". Propaganda nie zadziała, ponieważ na przyczyny, skutki i konsekwencje obecnej polityki w Polsce pod władaniem Kaczyńskiego patrzy od kilku miesięcy cały świat. Prawda jest znana, a "król" jest nagi.
Słowa klucze do tego rozwiązania to dobra strategia i... matematyka w Parlamencie oraz na ulicy. Czas policzyć głosy, ponieważ "dobra zmiana" z prędkością światła prowadzi Polaków i Polskę do wielkiego upadku oraz totalnej ruiny. Nie zatrzymana przyniesie bardzo poważne, nieodwracalne konsekwencje.
