Od dwóch miesięcy Komenda Główna Policji nie ma szefa.
Od dwóch miesięcy Komenda Główna Policji nie ma szefa. www.policja.pl

Po takich tragediach, jak ostatnio w Brukseli, a wcześniej we Francji, zaczynają padać pytania, czy w Polsce dzisiaj możemy czuć się bezpiecznie? Czy nasze służby są w stanie nas obronić przed zamachami terrorystycznymi. Z tym może być problem. Po ponad czterech miesiącach od powołania rządu policja nie ma głównego komendanta, wciąż trwają roszady w agencjach bezpieczeństwa wewnętrznego i wywiadu. Podobnie jest w specsłużbach wojskowych podległych MON. BOR zakłada w prezydenckiej limuzynie ogumienie przeznaczone do utylizacji. Mamy jeden wielki chaos i zamieszanie związane z bezpieczeństwem w Polsce przed szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży. Natomiast rząd twierdzi, że wszystko jest okay.

REKLAMA
Premier Beata Szydło podczas posiedzenia Rządowego Centrum Bezpieczeństwa zwołanego po zamachach terrorystycznych w Brukseli, zapewniała, że możemy czuć się w naszym kraju bezpiecznie. Tyle, że zapewnienia i przekonanie, że zamachy islamistów, czy jakiekolwiek zagrożenie nie dotyczy Polski, to skrajna nieodpowiedzialność. Tym bardziej, że w polskich służbach jest jeden wielki chaos.
Po pierwsze prewencja. To udaremnienie zamachu, poprzez prowadzenie czynności operacyjno - rozpoznawczych, działań wywiadowczych oraz profilaktyki kontrwywiadowczej przez służby bezpieczeństwa państwa. Nie jest tajemnicą, że każde władze chcą mieć swoich ludzi w służbach specjalnych. I to jest zrozumiałe. Ale PiS słynie z tego, czego przykład mieliśmy 10 lat temu. "Czyści" resorty od góry po sam dół. Nie liczą się kompetencje, umiejętności oraz doświadczenie. Ważne, żeby to był nasz człowiek. A to wielki błąd. "Dopasowanie" się do współpracy szefów z podwładnymi wymaga czasu.
Mariusz Kamiński, koordynator takich służb, jak Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencja Wywiadu oraz Centralnego Biura Śledczego, robi właśnie porządki w podległych mu strukturach, które trwają od miesięcy. Podobnie jest w MON kierowanym przez Antoniego Macierewicza. Pod jego resort polegają wojskowe służby wywiadu i kontrwywiadu. Mieliśmy przykład, w jaki sposób przebiegała likwidacja Wojskowych Służb Informacyjnych. W miejsce specjalistów pracujących pod „przykrywką” w Afganistanie zatrudniano „naszych”. Zdarzały się przypadki, że na misje wywiadowcze wysyłano byłych… strażników miejskich. Kolejny problem Macierewicza, to koncentracja na katastrofie smoleńskiej. Oczywiście tragedię sprzed 6 lat należałoby w końcu wyjaśnić szczegółowo, ale to nie może przesłaniać bieżących spraw dotyczących bezpieczeństwa.
Po pierwszych zamachach terrorystycznych w Madrycie i Londynie UE w 2005 roku przyjęła unijną strategię walki z terroryzmem. Opiera się ona na 4 filarach: zapobieganiu, ochronie, ściganiu i reagowaniu. W każdym z nich ważna jest współpraca z państwami trzecimi oraz z instytucjami międzynarodowymi. Jak owe działania funkcjonują, kiedy trwa konflikt na linii Warszawa - Bruksela? Można się tylko domyślać.
Po odwołaniu dwa miesiące temu komendanta głównego policji, insp. Zbigniewa Maja, wciąż jest wakat na jego stanowisku. Tutaj znów wkrada się polityka. Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak walczy, by do KGP swojego człowieka nie wprowadził koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński. Szef MSWiA czeka na „swojego” kandydata. To trwa, ponieważ musi być to osoba zaufana związana ze środowiskiem PiS. Sprawa w kluczowych resortach dla bezpieczeństwa państwa niczym nie różni się w zasadzie od obsadzania swoimi ludźmi przez obecne władze w innych ministerstwach, TVP czy w spółkach Skarbu Państwa.
Komenda Główna Policji bez szefa, to jak szyja bez głowy. To właśnie policjanci na co dzień są najbliżej ludzi. Funkcjonariusze biorą także udział w misjach stabilizacyjnych w Afganistanie. Do kompetencji policji należy szybkie zabezpieczenie miejsca po ewentualnym zamachu i błyskawiczne działanie, aby jak najszybciej zapobiec kolejnym eksplozjom wspólnie z służbami specjalnymi.
W lipcu planowany jest szczyt NATO w Warszawie. To zrozumiałe, że o wiele wcześniej służby specjalne Stanów Zjednoczonych będą monitorowały miejsca newralgiczne, a podczas spotkania państw Paktu Północnoatlantyckiego zabezpieczą odpowiednio trasy przejazdu i teren. Ale to powinno odbywać się przy dobrze zorganizowanej współpracy z naszymi służbami, które na trzy miesiące przed ważnym szczytem są w rozsypce. Dwa tygodnie później do Krakowa przybędą setki tysięcy pielgrzymów na Światowe Dni Młodzieży. Zabezpieczenie obu wydarzeń wymaga nienagannej koordynacji, sprawności i profesjonalizmu.
Dowodem na to, że odpowiednie służby nie radzą sobie ze swoimi zadaniami jest niedawny incydent z udziałem prezydenta Dudy. Prezydencka limuzyna ląduje w rowie, jadąc po prostym odcinku trasy A4. Nagle rozpada się na kawałki tylne koło. W tej sytuacji, zamiast poczekać z wydawaniem opinii przez ekspertów, lansowana jest natychmiast teoria spisku i zamachu na życie głowy państwa. Po kilku dniach okazuje się, że do BMW zamontowano jedną z opon, która została wyciągnięta z magazynu ze zużytymi częściami przeznaczonymi do… utylizacji. Wychodzą na jaw kolejne wpadki. Trzy i pół tonowa limuzyna wjeżdża pod stromą górę w drodze do Karpacza, a w powrotnej w aucie włącza się sygnał o uszkodzeniu koła, co oznacza, że kierowca nie powinien kontynuować dalszej jazdy. Ponad to w kolumnie prezydenckiej oprócz samochodów BOR jedzie auto, które w ogóle nie powinno się tam znaleźć. Nie dopełnione zostały podstawowe procedury bezpieczeństwa. W Biurze Ochrony Rządu lecą głowy, zaczyna się przerzucanie winy na poprzednie władze. To nie powinno się wydarzyć. Mam na myśli partactwo (myślenie a może koło wytrzyma?) oraz straszenie Polaków zamachem na życie prezydenta RP, tylko i wyłącznie w celach politycznych. Po katastrofie smoleńskiej nie wyciągnięto żadnych wniosków na przyszłość. Jeśli służby nie potrafią zadbać o bezpieczeństwo głowy państwa, to dlaczego mają spisać się w sytuacji zamachu na zwykłych obywateli?
Moją intencją nie jest straszenie państwa. Rząd jest po to, aby uspokajać obywateli, po takim dramacie, który miał miejsce w Brukseli. Ale premier Szydło musi mieć ku temu podstawy. A tychże nie było, ponieważ spotkanie RCD szybko zakończyło się po krótkim oświadczeniu, a minister Błaszczak, dzięki temu uniknął pytań dziennikarzy o termin powołania nowego szefa policji.
Podsycanie tematu uchodźców oraz serwowanie informacji, jak to ta zła Unia Europejska jest przepełnione uciekinierami ze swoich krajów, a dodatkowo chce nimi uraczyć Polskę, to sianie niepotrzebnej paniki. Nakręcanie spirali strachu, podczas, gdy rząd Beaty Szydło nie ma czystego sumienia w kwestii bezpieczeństwa kraju, w którym za trzy miesiące odbędą się dwa wydarzenia na skalę światową, jest bezmyślne i niepokojące. Tragedię brukselską wykorzystał również prokurator generalny Zbigniew Ziobro, uderzając w Trybunał Konstytucyjny. W takich sytuacjach polityka i podbijanie sobie słupków sondażowych w obliczu ludzkiej tragedii jest wstrętne i niemoralne. Jeśli rząd chce zadbać o bezpieczeństwo Polaków powinien szybko wprowadzić ład i porządek w resortach siłowych, żeby obywatele nie bali się, zanim jeszcze dojedzie do szczytu NATO i ŚDM.