
Sprawa zaginionych i wciąż poszukiwanych 19 posłów PiS, dotycząca głosowania nad wyborem nowego sędziego do TK ma tak naprawdę drugie, najważniejsze dno, na którym nie skupia się opozycja i polityczni komentatorzy. Tutaj nie chodzi o przyciskanie guziczków na cztery ręce. Istotą jest rozłam i brak jednomyślności w klubie PiS.
REKLAMA
Po głosowaniu na tablicy wyświetliło się, jak na dłoni, że nie uczestniczyło w nim 10 posłów z klubu PiS. Prezes Kaczyński musiał przeżywać wtedy prawdziwe katorgi. Natomiast poseł Suski, który był zaskoczony taką sytuacją zapowiadał, że wobec nieobecnych posłów zostaną wyciągnięte konsekwencje. Sprawa nagle dziwnie przycichła.
Nie głosowali: Adamczyk Andrzej, Arciszewska-Mielewczyk Dorota, Ardanowski Jan Krzysztof, Brudziński Joachim, Czarnecki Przemysław, Jędrysek Mariusz Orion, Murdzek Wojciech, Pyzik Piotr, Świat Jacek, Zaremba Krzysztof.
O ile dwóch posłów z tej dziesiątki usprawiedliwiło się wcześniej, a w sejmowych korytarzach huczało aż od śmiechu, że trzeci podczas głosowania był w… toalecie, to już o reszcie szybko zrobiło się cicho. Nie wiadomo gdzie byli? Dlaczego nie przyszli zagłosować? I nie ma się co dziwić, ponieważ okazało się, że PO zauważyła na jednym ze zdjęć nieobecność aż 19 posłów. Na stronie Sejmu bez trudu można sprawdzić, gdzie powinni siedzieć parlamentarzyści. Ponad to część nagrań z monitoringu wyciekła już do Internetu. PO zapowiada zaskarżenie ustawy o wyborze nowego sędziego do TK oraz przekazanie sprawy do prokuratury.
Problem głosowania „na cztery ręce” to jedna sprawa. A tłumaczenie marszałka Kuchcińskiego, że opozycja żąda nagrań z monitoringu, ponieważ sama ma nieczyste sumienie jest infantylne i niegodne piastowanej funkcji.
Drugą ważną kwestią jest brak tych posłów podczas głosowania, tak bardzo ważnego dla Kaczyńskiego. Już czterech pozbawia klub PiS większości sejmowej, a nie było ich aż dziewiętnastu. A to oznacza, że prezes nie panuje nad swoimi ludźmi. Ewidentnie widać, że ci posłowie nie chcieli zagłosować tego dnia. Po prostu postawili się swojemu przywódcy. Zaczął się najzwyczajniej rozłam w PiS. Wcześniej posłów trzymała w ryzach świadomość, że Kaczyński panuje nad rządem i prezydentem. To, iż jest doskonałym strategiem.
Dziewiętnastu posłów nagle zabrakło dzień po ogłoszeniu restrykcyjnej rezolucji przez Parlament Europejski. W podzielonym na frakcje klubie PiS zasiadają posłowie – wcześniej samorządowcy, wiedzący doskonale, jak ważne jest wykorzystanie środków unijnych, jak pieniądze z Brukseli wpłynęły na infrastrukturę w ich miejscowościach. Oni widzą korzyści w byciu w UE. Zupełnie nie rozumieją odwrotu od wspólnoty. A tych obecnie w Sejmie zasiada wielu po raz pierwszy. Jeśli chcą wrócić na Wiejską nie będą dalej popierać niechęci Kaczyńskiego do UE. Przecież PiS najwięcej głosów uzyskało właśnie w małych miastach oraz na wsiach, gdzie jest najwięcej beneficjentów (rolnicy) „kroplówki unijnej”.
Kaczyński nie pójdzie na żaden kompromis, więc Komisja Europejska wyznaczy zalecenia (dostosowanie się do opinii Komisji Weneckiej) i termin ich realizacji. Prezes nie ulegnie. Etap trzeci - najtrudniejszy do wykonania, to pozbawienie Polski prawa głosu we wspólnocie i wprowadzenie sankcji. Obie procedury wymagają jednomyślności państw członkowskich. Ale obcięcie Polsce dotacji unijnych już nie. I tutaj jest problem. Do 2020 roku nasz kraj ma szansę wykorzystania pieniędzy na politykę spójności: aktywizację bezrobotnych, rozwój gospodarczy czy badania i wprowadzanie nowoczesnych technologii. Kaczyński właśnie zamyka nam tę furtkę.
A oto jak rozkłada się liczba mandatów PiS obrazuje ta tabela. Widać na niej, że politycy związani jeszcze z Porozumieniem Centrum, z dużym stażem parlamentarnym, to mniejszość w klubie Kaczyńskiego.
Kaczyński rozpoczął swoje znane rozgrywki partyjne. Premier Szydło okazała się być tylko „eksperymentem”. Jest to bardziej upokarzające niż mobilizujące. Ma to stworzyć iluzję, że prezes ma plan B. A takiego oczywiście nie ma. Jest to próba zrzucenia wszystkiego, co wydarzyło się do tej pory na szefową rządu. Nie trzeba być „wulkanem intelektu”, aby domyślić się, że Kaczyński rzucił na pierwszą linię stworzenia gabinetu ludzi, których jedynie miał pod ręką. Ministrów, którzy od samego początku dzień po dniu kompromitują siebie. Ba! Ośmiesza się stale sama premier Szydło. Wymiana rządu jest praktycznie niemożliwa z protego powodu. PiS nie ma w swoich szeregach specjalistów, a dotychczas na szybko wprowadzane obietnice, to ustawy pisane na kolanie.
Ziobro dzierżąc potężną władzę w ręku poszedł swoją drogą. A utorowali mu ją posłowie PiS, wprowadzając ustawy podważone przez obie komisje: wenecką i europejską. Ustawę o prokuraturze zaskarżył już do TK Rzecznik Praw Obywatelskich. Sędziowie nie powinni mieć żadnych wątpliwości, że ta nowela jest zlepkiem zapisów, łamiących praworządności w państwie demokratycznym. Radni dwóch największych miast w kraju: Warszawy i Łodzi podjęli uchwały o respektowaniu wyroku TK i działaniu prawnym w zgodzie z Konstytucją RP. Tam, gdzie będą sprzyjające warunki polityczne, za ciosem pójdą zapewne kolejne miejscowości. A tak się składa, że w większości regionów rządzą PO, PSL oraz SLD.
Kukiz, w którym Kaczyński widział swojego koalicjanta dołączył do opozycji z 37 posłami. Ta wspólnie z KOD zapowiedziała wyprowadzenie ludzi na ulicę. A jest ku temu koniunktura społeczna, ponieważ w miejsce obietnic przedwyborczych wprowadzane są podwyżki. Kwestie obniżenia wieku emerytalnego oraz likwidacja umów śmieciowych zniknęły z ust polityków PiS.
Kaczyński będzie próbował utrzymywać się przy władzy, tak długo na ile pozwoli mu sytuacja polityczna. A to nie potrwa długo. Kiedy straci większość sejmową, a prezydent Duda nie będzie miał już czego podpisywać, prezes złoży broń. Podobnie było w 2007 roku.
Plan prezesa nie wypalił. Nie zdobył w wyborach większości konstytucyjnej, na co liczył i nie udało mu się rozbić Trybunału Konstytucyjnego. Kaczyński wie, że to była ostania szansa na realizację jego marzeń o rządach autorytarnych. Już w 2005 roku próbował zabrać się za likwidację TK. Prezes wie doskonale, że na dalszą walkę zdrowie i wiek już mu nie pozwolą.
