
Po co ta Szydło w ogóle poleciała do tych Stanów? Zastanawia się marszałek Senatu RP. Ta, nazywana przez prezesa „eksperymentem” też nie odczuwa raczej komfortu. Posłowie PiS znikają podczas głosowania. Prezydent Duda twierdzi, że rządzi samodzielnie. A sondaże partyjne pojawiają się co dwa tygodnie. O co chodzi?
REKLAMA
Kontrowersyjne ustawy przegłosowane przez PiS zaskarżane są przez opozycję i RPO do Trybunału Konstytucyjnego z prędkością światła. Jarosław Kaczyński zachowuje się, jakby nic się nie stało, chociaż nie może doliczyć się swoich posłów podczas głosowań, a premier Szydło robi sobie zdjęcia z pomnikami zamiast z amerykańskimi politykami.
Chciałoby się zaśpiewać, jak po przegranym meczu – „PiS, nic się nie stało”, ale „kibice” nie dopisują. W ciągu zaledwie tygodnia partia Kaczyńskiego znów straciła 3 punkty procentowe. Według IBRIS PiS może liczyć dzisiaj na 26 proc. poparcia. I gdyby informacje Polakom przekazywały wyłącznie media propisowskie, a szczególnie główne „Wiadomości” TVP z obecną obsadą, to wyszłoby na to, że wszystko jest the best. Ale są jeszcze te „złe redakcje” i często niezawodni oraz czujni jak zwykle internauci.
Buble prawne PiS
Jeszcze przed wyborami Beata Szydło zasłynęła z tego, że pamięć do dat nie jest jej najmocniejszą stroną. Okazało się wówczas, że nie wie, kiedy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Lekcji niestety nie odrobiła.
Wprowadzenie ustawy o obrocie ziemią nie jest na rękę nie tylko rolnikom. Przepisy mogą zostać uznane przez Brukselę za złamanie przez Polskę ustaleń traktatu akcesyjnego. Przystępując do UE Warszawa wynegocjowała 12-letnie moratorium na zakup ziemi przez obcokrajowców, które wygasa dokładnie 1 maja. Oznacza to, że zgodnie z umową, obywatele innych krajów wspólnoty otrzymają w „Majówkę” równe prawa w kwestii obrotu ziemią rolną. Polsce za złamanie traktatu akcesyjnego może grozić nawet utrata unijnych dotacji. Nowelizacja przepisów o lasach wprowadza podobne restrykcje, a co za tym idzie, także naraża Polskę na sankcje ze strony Brukseli za złamanie ustaleń z 2004 roku. Ale jak wiadomo prawo nie liczy się, ponieważ Polska jest państwem suwerennym i niepodległym. Żaden np. Niemiec czy jakaś Bruksela nie będzie mówiła, co im wolno, a czego nie w kraju suwerennym.
Obowiązująca już od lutego ustawa o podatku od niektórych instytucji finansowych nakłada na banki, firmy ubezpieczeniowe, SKOK-i i firmy pożyczkowe daninę wynoszącą rocznie 0,44 proc. wartości ich aktywów. Spodziewane wpływy z tytułu tego podatku na poziomie 5 mld zł rocznie już okazały się znacznie przeszacowane, ponieważ banki wykorzystują lukę w ustawie. Uniknięcie podatku bankowego jest dziecinnie proste. Wystarczy, że bank pod koniec miesiąca, nawet na bardzo krótko, kupi obligacje skarbu państwa o odpowiedniej wartości, a podatek nie zostanie naliczony. Natomiast podatek obrotowy na placówki o powierzchni ponad 250 mkw. uderzyłyby głównie w polskie sieci sklepów spożywczych skupionych w sieciach franczyzowych. Co więcej, do powierzchni handlowej postanowiono wliczać także tymczasowe powierzchnie handlowe w namiotach, przez co podatek objąłby nawet niewielkie sklepy.
PiS uderzył również w „zieloną energię, czyli „Odnawialne Źródła Energii”, na które zarówno osoby prywatne jak i przedsiębiorstwa od lat starają się o pieniądze unijne. Prywatne fermy wiatrowe, to po pierwsze oszczędność, a po drugie stawianie turbin przy największych trucicielach, jak kopalnie, to oczyszczenie klimatu. A to z kolei pilnowane jest przez UE. Polska ma dostosować się do unijnych standardów pod rygorem płacenia kar.
I pora na program sztandarowy PiS – Rodzina 500 plus. W pewnych sytuacjach jednemu z rodziców opłaca się rzucić pracę, ponieważ więcej zyska, nabywając w ten sposób nie tylko prawo do świadczenia 500 plus, ale również prawo do świadczeń rodzinnych. Przy odrobinie szczęścia i dobrej znajomości przepisów, wybierający bezrobocie rodzic może także załapać się na zasiłek dla bezrobotnych.
To tylko te, z wielu bubli prawnych, w których bez trudu można znaleźć lukę. A jeśli PiS trochę porządzi będzie ich jeszcze więcej. Powód. Brak specjalistów w komisjach sejmowych czy resortach.
Wpadka za wpadką gonią kompromitacje
O ile w ustawach pisowskich aż roi się od błędów, to tłumaczenie się z nich, w niektórych przypadkach przejdzie bezdyskusyjnie do historii. Jeśli chodzi o nieopublikowanie do tej pory wyroku TK o niezgodności tzw. „ustawy naprawczej” z konstytucją, sprawa nie jest do końca jasna. Ustawodawca bowiem nie przewidział wcześniej sprecyzowania słowa -„bezzwłocznie”. Stąd zapewne kłopot z umieszczeniem na rządowej stronie treści orzeczenia TK. Kolejnym fenomenem jest apel do osób zamożnych, żeby nie starały się o 500 plus. Chociaż zgodnie z prawem pieniądze im się należą. I prawdziwy majstersztyk – ludzie źle zinterpretowali obietnice wyborcze. Legendą obrosły już słowa premier Szydło, że mamy demokrację, o czym mają świadczyć protesty na ulicach. Manifestujący kodowcy mogą też cieszyć się, że nikt do nich nie strzela z gumowych kul. Wypowiedzi podobne można wymieniać w nieskończoność. O to, by żaden dzień nie był nudny dba posłanka Pawłowicz.
Prawdziwy cymesik, to wypowiedź pani rzecznik klubu PiS. -"Sędziowie Sądu Najwyższego to zespół kolesi, którzy bronią status quo poprzedniej władzy" - podsumowała Beata Mazurek, komentując uchwałę SN. Projekt nowelizujący ustawę o TK zostanie jak najszybciej złożony w Sejmie, tak by zakończyć "szerzącą się anarchię, która tak naprawdę służy podgrzewaniu atmosfery konfliktu wokół TK". Tutaj „jak najszybciej” nabierze zapewne zupełnie innego znaczenia. Równie dobrze mogła powiedzieć w „żółwim sprincie”.
PiS nigdy nie było zgraną drużyną. A kiedy piłka przelatuje, co rusz nad poprzeczką, Kaczyński szuka winnych i zwyczajnie wyżywa się na nich psychicznie. Obecnie do innych bramek kopią pisowscy posłowie, rząd, prezydent i prezes. A w regionach zaczyna się walka o schedę po Kaczyńskim. Natomiast ten stracił już zapał do gry. Jego zadaniem miała być polityka, strategia, planowanie, a nie zabawa we prowadzanie w życie obietnic wyborczych, czy tłumaczenie się opozycji albo UE i NATO. To wszystko nie jego wina. To wina wiadomo kogo… Żaden spektakularny sukces, który mógłby uratować PiS, Kaczyńskiego już nie czeka. Skończyły się również fortele na kampanię wyborczą. Najbardziej prezesa mogą boleć nawoływania ludzi przez Władysława Frasyniuka – tego, który był wówczas tam, gdzie nie było Jarosława Kaczyńskiego, do wyjścia na ulice i odebrania pisowskiemu reżimowi nieudaczników władzy.
To oczywiście scenariusz drastyczny, ale nie niemożliwy. Naród ma swoje granice wytrzymałości. Polityka i piłka nożna od dawna były naszymi ulubionymi dyscyplinami. Ale ten mundial trwa już stanowczo za długo i stał się wyjątkowo uciążliwy. Więc bardziej honorowo byłoby, aby przegrani sami zeszli z murawy. Tylko z tym honorem w PiS, to jest akurat bardzo ciężko. Ludzie już nie wierzą, że każdy arbiter, to sędzia kalosz. Kontuzja za kontuzją przynosi jedynie same starty. Pora odwiesić korki na kołek, panie prezesie Kaczyński.
