
Liczby sobotniego marszu padają oczywiście różne, ale ci, którzy uczestniczyli w nim doskonale wiedzą, że takiego pospolitego ruszenia nie było od 1989 roku. Połączenie KOD z opozycją przeciwko reżimowym rządom PiS zmobilizowało naród. Uwierzyliśmy, że nadchodzi zmiana. Ta właściwa, dobra zmiana. Kaczyński ma świadomość, że 7 maja nastąpił zwrot akcji. A będąc w panice trudno rządzić.
REKLAMA
Naród chce prawdziwej dobrej zmiany
7 maja od uczestników marszu biła w końcu pewność siebie, dobra energia, nadzieja. I to co najważniejsze – wiara w zmianę warty przy Wiejskiej. Coraz mniej transparentów i skandowania – „Beata opublikuj!”, za to coraz więcej – „PiS! Dziękujemy”, „PiS! Żegnamy” . To nie był marsz milczenia przeciwko reżimowym rządom Jarosława Kaczyńskiego. „Jesteśmy i będziemy w Europie” było hasłem wiodącym. Demonstracja jednak stała się kumulacją wypunktowania przez Polaków wszystkich grzechów PiS, Solidarnej Polski i Polski Razem pod przywództwem prezesa. Aż od podjętych przez większość sejmową ustaw niezgodnych z prawem przez deptanie Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, zapaść gospodarczą, po sprint Kaczyńskiego do dyktatury w naszym kraju.
Nikt już nie wierzy, że premier Szydło i Beata Kempa opublikują orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Czas na wielkim kalendarzu odliczany jest proforma. Prawdopodobnie cyfry mają przypominać, że słowo – „niezwłocznie” daje Kaczyńskiemu szerokie pole do interpretacji. Synonimy takie jak np. „natychmiast”, „od razu”, „bez zwłoki”, nie są widocznie dla niego zrozumiałe. Zresztą Sąd Najwyższy, czyli według rzeczniczki klubu PiS – „banda kolesi”, podjął decyzję, że wyrok TK obowiązuje bez publikacji. „Dobra zmiana” stała się groteską. W kłamstwa, manipulacje, próby dążenia do kompromisu i stabilizacji wiary też już nikt nie daje.
Siła jest w nas
Sobotni marsz poprzedził gdański „Marsz wkurzonych”. Ze względu na dużą frekwencję na Pomorzu, można było się spodziewać, że 7 maja odbędzie się prawdziwy „wybuch niezadowolenia”. Jak zwykle był problem z policzeniem ludzi. Według stołecznego ratusza w marszu wzięło udział 240 tysięcy osób. Policja tradycyjnie miała problemy z dodawaniem. Co ciekawe równanie wychodzi z obserwacji nagrań z tych samych kamer monitoringu. Zdaniem wielu Kodowiczów czy internautów, biorących udział w proteście, przez ulice Warszawy na odcinku trzech kilometrów przeszło śmiało ponad 300 tysięcy ludzi, jeśli nie więcej. Byłem tam. Widziałem to. Manifestujący zajmowali szerokość od budynków do budynków, na jezdniach, chodnikach i trawnikach. Byli wręcz ściśnięci. Tak samo było na Krakowskim Przedmieściu. Mieszkańcy Warszawy solidaryzowali się z maszerującymi, wyglądając przez okna swoich mieszkań, skandując wspólnie hasła i machając flagami. Liczba jest ważna. Pokazała siłę. Kaczyńskiego najbardziej drażni, że w swoich miejscowościach KOD, jego sympatycy, popierający go ludzie są niepoliczalni.
KOD jest przede wszystkim doskonale zorganizowany, zdeterminowany i zmobilizowany. I obalam propagandowe kłamstwo PiS o KOD-zie starszych ludzi. W marszu szła młodzież, młodzi rodzice z dziećmi. Przekrój wiekowy był zróżnicowany. Rzuciło mi się w oczy kilka osób niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich. Nie zauważyłem żadnej agresji, wykrzykiwanych wulgaryzmów, nienawiści czy interwencji policji. Widziałem natomiast wielką wspólnotę, ludzi obdarzających siebie uśmiechami, pozdrawiających się. Ludzi wierzących w prawdziwą, dobrą zmianę bez PiS.
KOD to nie tylko demonstrujący swoje niezadowolenie, maszerujący ludzie. To również, co bardzo ważne, idea oraz ideologia, budowanie postaw obywatelskich. Polacy zaczęli rozumieć, jakie potężne narzędzie demokratyczne mają w rękach. To uświadamianie, jak ważne jest pójście do wyborów. Możemy pożegnać się z myśleniem – jeśli ja nie zagłosuję jako jednostka, to nic się złego nie wydarzy. Pójdą inni. To, że PiS wygrał mając swój „twardy elektorat” przy niskiej frekwencji odchodzi w zapomnienie. Polacy dostali 25 października 2015 największą nauczkę od 1989 roku.
Taka sytuacja w kraju, to pokłosie zaledwie półrocznych
rządów PiS
rządów PiS
Na taki wynik na ulicach i spadające sondaże zapracował sobie sam Kaczyński i jego drużyna. Do zapowiadanego długo wcześniej marszu, prezes chciał zniechęcić Polaków swoimi rewelacjami o złożeniu projektu ustawy nowej konstytucji, o planach na kolejną kadencję. A to była zwyczajna, desperacka retoryka z uśmiechem i widocznym brakiem wiary w te słowa. Przekaz był zupełnie niespójny z tym, co dzieje się w PiS. Kaczyński za niepowodzenia rządu obwinia Beatę Szydło, podkreślając to na każdym kroku. Skład gabinetu to laicy, a innych już nie ma na wymianę. To osoby „na sztukę”. Duda też nie spełnił jego oczekiwań. W Jarosława Kaczyńskiego bezkrytycznie zapatrzone są środowiska związane z „Gazetą Polską” i „Radiem Maryja”. Jeśli ci ostatni z o. Rydzykiem przestaną widzieć w nim wodza, odwrócą się od niego. Ojciec dyrektor przestanie promować przegranego, ponieważ w pierwszej kolejności jest biznesmenem i politykiem, a duchownym dopiero w trzeciej osobie.
Kaczyńskiemu nie udało się zostawić ludzi w domach. Przed telewizorami z programem na żywo, podczas którego kamery za oknem, za plecami prezesa, pokazywały tłumy maszerujących ludzi, co wyglądało komicznie. Ludzie nie zostali też przed komputerami, mimo, że mieli możliwość czatowania z prezesem na temat katastrofy smoleńskiej. Dla TVP po prostu manifestacji KOD–u i opozycji nie było. Wydarzenia na taką skalę nie można było „przykryć”. Marsz transmitowały na żywo stacje komercyjne. Na miejscu były kamery zachodnich telewizji, mi.in. BBC. Demonstracje i rozmowy z uczestnikami rejestrowali korespondenci francuskiej agencji prasowej AFP czy Reutera. Teraz czytamy o "punkcie zwrotnym" i "kamieniu milowym" czy "wielkiej demonstracji" przeciwników rządu PiS, który zraża do siebie zarówno prawicę, lewicę jak i Brukselę. Wiceprezydent Warszawy powiedział, że pierwszy raz w życiu widział taką olbrzymią demonstrację.
Najgorsze co można zrobić teraz, to spocząć na laurach
Co wydarzyło się 7 maja 2016? Nastąpił zwrot akcji. Oprócz Kaczyńskiego i PiS dostały po łapach poprzednie władze. Politycy PO i PSL wciąż muszą ciężko pracować nad powrotem swoich wyborców. Nie można generalizować, że niska frekwencja w ostatnich wyborach, to lenistwo. To także brak alternatywy i zaufania do kandydatów. Kompromis z PiS i wiara w obietnice? Zapomnijmy o tym. Kaczyński aż prosi się o wyrzucenie z Unii Europejskiej i NATO. Mógłby wtedy zrobić z siebie ofiarę złych lewaków.
Czym większa siła, determinacja i zgodność koalicji KOD z opozycją sejmową oraz pozaparlamentarną, tym większe oczy prezesa, bo strach ma wielkie oczy. Po ostatniej sobocie Polacy pojęli, że zmiany są realne, na wyciągnięcie ręki. Ugrupowania opozycyjne przyciągną swoich wyborców. A teraz żadnego spoczywania na laurach i rozpamiętywania wielkiego zrywu. Na kolejny marsz przyjdzie trzy, może nawet cztery razy więcej Polaków, jeśli odbędzie się pod hasłem „Chcemy wcześniejszych wyborów”. Powodów do kolejnego pójścia do urn jest aż nadto, a każdego następnego dnia przybywa ich coraz więcej. To nie jest pora na zabawy w cięte riposty z mównicy sejmowe. To czas na zdecydowane działania. Pokazali to Polacy w majową sobotę. Nikt już nie łudzi się, że pod rządami Kaczyńskiego będziemy żyć w demokratycznym, wolnym, rozwijającym się kraju. Dzisiaj opozycja nie powinna mieć barw politycznych. Ma przed sobą słabego, rozbitego, spanikowanego przeciwnika, ale nieobliczalnego i szalonego, a przez to niezwykle groźnego. Zatem do boju.
