
Zaledwie jedna uchwała dała zielone światło Komisji Europejskiej do błyskawicznego przeprowadzenia procedury państwa praworządności w Polsce. Skończyło się zwodzenie kompromisem i wspólnym dialogiem przez PiS. Jeśli ktoś myślał, że w sprawie TK prezes zrobi chociaż pół kroku w tył, to był w wielkim błędzie. Jarosław Kaczyński wysłał właśnie na wojnę z UE swoich „żołnierzy” wyposażonych jedynie w niekompetencje. Teraz jedyny kompromis, to wcześniejsze wybory parlamentarne.
REKLAMA
Jeśli opozycja sejmowa i część pozaparlamentarnej poszła na pierwsze spotkanie w sprawie zażegnania konfliktów politycznych i rozwiązania paraliżu konstytucyjnego, to tylko dlatego, aby Kaczyński nie posądził jej przed KE o brak dobrej woli oraz szerzenie anarchii w kraju.
KE wzięła więc sprawy w swoje ręce. Premier Beata Szydło nie spodziewała się aż tak zdecydowanej reakcji Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego KE. Holenderski eurodeputowany, nie wierząc w zmianę stanowiska polskiego rządu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego i zaprowadzenia ładu prawnego w naszym kraju, chciał od razu przystąpić do wdrożenia drugiego etapu, czyli wskazania zaleceń. Deadline czasowy – dwa tygodnie. To Szydło uprosiła Timmermansa o cztery dni (czas do poniedziałku, 23 maja).
A miało być tak pięknie
Cały plan Kaczyńskiego legł w gruzach pół roku temu po ogłoszeniu wyników wyborów. Spodziewał się, że uzyska z poparciem podawanym w liczbach nawet 44 proc. i szczegółowo opracowanych listach wyborczych w okręgach (przejęciem maksymalnej liczby mandatów), większość konstytucyjną. Wynik wyborów był dla prezesa porażką, która ciągnie się za nim do tej pory.
Powielanie informacji, że Jarosław Kaczyński jest wytrawnym graczem politycznym, przewiduje kroki przeciwników dwa lata do przodu, czy układa ich na szachownicy niczym Kasparow, żeby później powiedzieć – szach i mat, to totalna bzdura. Jedyną formą uprawiania polityki przez prezesa było i jest do tej pory skłócanie się ze wszystkimi dookoła. Tak było na początku lat 90. z Lechem Wałęsą i jego obozem i tak jest teraz z Donaldem Tuskiem. Mało tego. Wrogów szuka i doprowadza do frakcyjnych konfliktów w szeregach swojej partii. Każda wpadka, to oczywiście część strategii, która przekuta w sukces propagandowy, ma przynieść niebawem profity. Brednie. Zawsze był nieustępliwy i miał problemy z komunikacją społeczną.
Wszystko co dzieje się po 25 października 2015 roku toczy się z dnia na dzień bez żadnego planu i strategii. W środowisku najbliższych współpracowników Kaczyńskiego jest to powszechna wiedza. Świadczy o tym fakt, że mamy najgorszy rząd od 26 lat. Premierem jest jednostka dyspozycyjna, słuchająca bezkrytycznie rozkazów prezesa. Popisu Szydło, która z mównicy sejmowej, jak bazarowa przekupa krzyczała, ubliżając Polakom i opozycji od zdrajców narodu nie sposób będzie zapomnieć. Straciła panowanie nad sobą i pokazała swoją prawdziwą twarz. Nie piszę o kulturze i klasie politycznej, bo trudno jest pisać o czymś, czego nie ma.
Kilka razy zwracałem uwagę w swoich tekstach na to, że Kaczyńskiego nie obchodzą problemy rządu. Pierwsze, co zrobił to obsadzenie resortów siłowych. I na tym jego zaangażowanie się skończyło. Następnie zajął się porządkami w Trybunale Konstytucyjnym wprowadzając tzw. ustawę naprawczą o TK i nowelami, które mają służyć do całkowitej kontroli nad państwem i Polakami. Komisja Europejska i tak zajęłaby się tym, co dzieje się Polsce. Pierwsze skrzypce odegrał tutaj jednak Witold Waszczykowski – szef MSZ, który był widocznie tak bardzo przekonany o wzorowym przygotowaniu ustawy o TK, że aż chciał się nią pochwalić przed Komisją Wenecką. Ta już po pierwszej wizycie w Polsce wydała druzgocący raport. Wtedy zniknęły z twarz czołówki pisowskiej uśmiechy i arogancja. Sytuacją w Polsce zaczęło interesować się NATO i USA oraz zagraniczne media. Powstał KOD.
Zadaniem Kaczyńskiego było przejąć TK i zmienić konstytucję, żeby spełniły się jego życiowe marzenia o władzy absolutnej. Zostawiłby przy sobie najbardziej zaufanych ludzi i raz oddanej władzy już by nie oddał. Połowa z 234 posłów, którzy znaleźli się w Sejmie pierwszy raz i daleko im do rodziny PiS wspieranej przez koła „Gazety Polskiej”, „Radio Maryja i tym samym o. Rydzyka oraz od czasu do czasu przez ONR, byłaby Kaczyńskiemu już niepotrzebna. Nawet ich nie zna. Mieli pełnić rolę statystów i maszynek do głosowania. Na zasadzie - sztuka jest sztuka.
Tyle o marzeniach nie do spełnienia prezesa. Swoje marzenia mają również szef MON, Antoni Macierewicz oraz drugi wiceprezes PiS, Mariusz Kamiński – minister od służb specjalnych. Niegroźni, bo lojalni, posłuszni od wielu lat. Nie wychodzą przed szereg i grzecznie zajmują się swoimi działkami.
Tak więc Kaczyński błyskawicznie, za wszelką cenę, nie bacząc na konsekwencje, zmierzał do władzy absolutnej, autorytarnej z mocno dyktatorskimi zapędami, a to wyklucza trójpodział władzy, funkcjonowanie instytucji nawzajem kontrolujących się, czyli fundamenty demokracji. Na tej osobie skupia się konflikt z UE, NATO i USA.
Co wie Ziobro?
Drugą postacią. Zagadkową. Jest Zbigniew Ziobro, który po szóstych z kolei przegranych wyborach przez PiS krytykował prezesa, był przeciwny partii wodzowskiej, miał swoją wizję. Chciał, żeby inni też mieli coś do powiedzenia w PiS, czyli próbował współrządzić. Prezes powiedziało mu – do widzenia. Na "zesłaniu" Ziobro nie zostawiał na Kaczyńskim i PiS suchej nitki. Ale po 5 latach nagle stał się głównym koalicjantem PiS i osobą, która ma obecnie największą władzę w kraju. Zaleceniami KE jest zrobienie porządku z Trybunałem Konstytucyjnym oraz przywrócenie ładu prawnego zgodnie z konstytucją. Na pierwszy ogień idzie ustawa o prokuraturze, dzięki której Ziobro jest Prokuratorem Generalnym i ministrem sprawiedliwości. Jest szefem wszystkich śledczych, ma wpływ na każde prowadzone postępowanie, może odsuwać prokuratorów od spraw i zamieniać innymi. Sam również może wdrożyć śledztwo. W zasadzie może wszystko we wszystkich polskich prokuraturach. To bezprecedensowe zjawisko w kraju demokratycznym. Według Komisji Weneckiej i Europejskiej dostał jeszcze inne narzędzia do dyspozycji niezgodne z konstytucją, burzące ład prawny, w postaci ustaw inwigilacyjnej i o policji oraz otrzyma dodatkową o sądach, kalkę tej o prokuraturze. Ustawy były ewidentnie pisane pod Ziobrę. Miał śmiałość zagrozić w liście prezesowi TK, zignorować opinię Sądu Najwyższego, że ustawa naprawcza o TK jest niezgodna z konstytucją. Nie jest wzywany na dywanik do prezesa. Ba! Jako jeden z dwóch posłów klubu PiS zagłosował przeciwko projektowi ustawy o zmianie ustawy zasadniczej złożonej przez Kukiz’15. Ziobro chodzi własnymi drogami. Jest nazywany samcem beta w PiS i następcą Kaczyńskiego. Zgodnie ze starą taktyką prezesa, powinien już zostać przywołany do porządku. Jeśli niebezpośrednio, to przeciekami kontrolowanymi w PiS o następcy na jego miejsce. Co takiego wie Ziobro? Czym może nas wszystkich zaskoczyć? Wygląda na to, że to prezes boi się go, a nie na odwrót. Na zdjęciu poniżej widać, że rozmawia z ministrem. Ziobro nie siada obok jak inni wezwani do ławy sejmowej. Kaczyński ma taką minę, jakby mówił, że trzeba z czegoś zrezygnować, aby uspokoić KE. Niedługo po tej rozmowie zostaje podjęta uchwała ws. obrony suwerenności Rzeczypospolitej Polskiej i praw Polaków.
KE może teraz bez problemu po przyjętej uchwale przez Sejm przejść do ostatniego etapu przywracania ładu prawnego w Polsce. To czarno na białym protest przeciwko ingerowaniu w polskie sprawy, a zamian, ani żadnych kompromisów nie będzie. Ta retoryka była już używana wielokrotnie – to KE ma problemy, a nie my. Wybrał nas Suweren.
Straci Kukiz’15. O ile społeczeństwo zapomniało Pawłowi Kukizowi nieformalną koalicję z Kaczyńskim i podnoszenie ręki za ustawą naprawczą o TK oraz innymi nowelami łamiącym ład prawny w kraju, to teraz już nie zmaże sobie z czoła napisu "PiS". Kaczyński tylko potwierdził, że jego polityka opiera się na kłamaniu prosto w oczy Polakom, a Timmermansowi ten ruch dał pewność, pozbywając złudzeń wprowadzenia etapu dialogu i mediacji, które byłyby tylko marnowaniem czasu. Przejdzie do ostatniego kroku – sankcje. Należy pamiętać, że nie wszyscy wyborcy PiS życzą sobie konfliktu z UE, a reszta Polaków nawet nie myśli o wyjściu ze Wspólnoty. 350 miliardów złotych na politykę spójności, rozwój i aktywizację bezrobotnych piechotą nie chodzi.
Epilog
Kiedy podczas ostrej przemowy Grzegorza Schetyny – szefa PO, Jarosław Kaczyński wychodził z sali, a za nim posłusznie ruszyła Szydło, wśród posłów PiS zapadła cisza i zapanowała konsternacja. Wierni prezesowi poszli w kierunku drzwi. Reszta patrzyła po sobie z pytaniami wypisanymi na twarzach - zostać, czy wyjść? Kamery telewizyjne zarejestrowały wahanie wielu parlamentarzystów. Widać, że byli w szoku. Bycie w PiS stanie się passe. Będzie wstydem. Posłowie młodzi stażem zaczną opuszczać partię Kaczyńskiego. W końcu zrozumieją, że są instrumentem w rękach człowieka, który ich kosztem, kosztem narodu i Polski chciał spełnić swoje chore ambicje. Skłócił przy tym polski rząd z zachodnią Europą i USA. Nasze stosunki z Rosją nigdy do tej pory od 27 lat nie były tak napięte. 4 czerwca w 27. rocznicę pierwszych wolnych wyborów w Polsce odbędzie się marsz KOD i opozycji. Do Warszawy przyjedzie tym razem trzy, może nawet cztery razy więcej ludzi niż poprzednio. Skandować będą hasła o wcześniejszych wyborach. Pójścia do urn chce Nowoczesna. Za nią staną zapewne PO i PSL. Kaczyński stracił azymut. Nie wie dokąd pójść. To, na co czekał blisko dekadę nie spełniło się i już się nie ziści. Nie otoczy Polski murem i żelazną kurtyną. To co wydarzyło się w październiku ubiegłego roku widocznie musiało się stać. Choćby dlatego, żeby oczyścić polityczną atmosferę i poznać egoistyczne pobudki Jarosława Kaczyńskiego. 4 czerwca 1989 roku frekwencja w wyborach wyniosła ponad 62 proc. Tym razem dobijmy do 70 procent, a układ na scenie politycznej zmieni się nie do poznania. I tak już mięknący, twardy elektorat PiS zniknie w tłumie innych wyborców.
