
Dwadzieścia siedem lat temu mało kto myślał, że będziemy protestować tak tłumnie w obronie demokracji, wolności i konstytucji. 4 czerwca 1989 roku utkwiliśmy w przekonaniu, że nikt nam tego nie odbierze. Skupiliśmy się na poprawie naszych warunków życiowych, codziennych i przyziemnych, co nie oznacza, że nie jest to ważne. Musieliśmy po ćwierć wieku zacząć tracić te demokratyczne wartości, aby je docenić. Dojrzeliśmy do demokracji.
REKLAMA
Zwolennicy PiS oraz innych ugrupowań radykalnych często pytają Polaków „gorszego sortu”, co takiego utraciliście, jak zmieniło się wasze życie po wyborach? Przecież macie tę wolność i demokrację – próbują przekonywać. Odpowiedź jest dziecinnie prosta i zarazem szokująca. Jeśli w 1997 roku w demokratycznym referendum wybraliśmy taką formę zapisu Konstytucji RP, która jest głównym źródłem i wyznacznikiem polskiego prawa, a ustawa większości sejmowej "góruje" nad tą zasadniczą, to demokrację zastępuje autorytaryzm. Jeżeli ktoś łamie trójpodział władzy, wprowadzając nowele, które centralizują władzę w jednej garści, to jest to ewidentny i niepodważalny zamach na demokrację i wolność obywatelską. Ignorowanie wyroków Trybunału Konstytucyjnego, które są ostateczne, paraliżowanie prac sędziów TK jest działaniem wbrew prawu.
Skoro Polacy również podczas referendum podjęli decyzję, że chcą, aby nasz kraj znalazł się w strukturach Unii Europejskiej i nic nie wskazuje na to, żeby większość narodu była z tego niezadowolona, a ktoś odwraca się od Wspólnoty czterema literami, to gdzie jest ta demokracja? Polska jest pierwszym państwem UE, w którym po dojściu PiS do władzy wprowadzono procedurę ochrony państwa prawnego. A to nie dlatego, że urzędnicy Komisji Europejskiej nudzą się. Nasz kraj jest po prostu obecnie niesuwerenny i podległy Jarosławowi Kaczyńskiemu oraz jego świcie, a demokracja w Polsce ma się fatalnie.
Chociaż wybory 4 czerwca 1989 roku nie były w pełni demokratyczne, nasz kraj jest symbolem wolności i demokracji zdobytej bez jednego strzału. Dopiero później runął mur w Niemczech, Węgry wkroczyły na drogę demokratycznej transformacji ustrojowej, a w Czechosłowacji nastąpiła „aksamitna rewolucja”. Niedługo po tych wydarzeniach rozpadł się Związek Radziecki.
Przez te 27 lat mieliśmy sporo politycznych zawieruch i wyborczych niespodzianek w Polsce. Niesprawiedliwym tego, co dzisiaj dzieje się w Polsce, byłoby wskazać jedynie Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Oni postawili wielką kropkę nad „i”. Przez ostanie lata nie ukształtowała się na tyle mocno i wyraziście scena polityczna. Okazję rządzenia w Polsce miały już wszystkie czołowe partie polityczne łącznie z ugrupowaniami populistycznymi.
Po Jarosławie Kaczyńskim można było wiele się spodziewać, ale tego co stanie się po 25 października 2015 roku nikt nie mógł przewidzieć. A sam Kaczyński nie spodziewał się, że za Trybunałem Konstytucyjnym wyjdzie kilka miesięcy temu na ulice 50 tys. ludzi, a w obronie wolności i demokracji naród zacznie manifestować regularnie. Prezes nie przypuszczał, iż Polacy chociaż dostali tę wolność bez walki 1989 roku, za wszelką cenę będą jej bronić dzisiaj.
Dopiero teraz kiedy musimy walczyć z pomocą zachodu o demokrację zrozumieliśmy, jak bardzo jest ważna i jak łatwo ją stracić. Zaczęliśmy uczyć się demokracji, zaczęły się szerzyć postawy obywatelskie, wspólnoty lokalne.
Tę gorzka lekcję zakończy niebawem ostatni dzwonek. Teraz już wiemy, że demokracja to nasz wybór, to my decydujemy. A jeśli mamy już takie duże możliwości, skorzystajmy z nich. Niech kandydaci na polityków nauczą się, że idą do Parlamentu służyć wyborcom, spełniać ich obietnice, tworzyć takie prawo, żeby obywatele czuli się w paragrafach, jak w wygodnych butach.
Kaczyński i PiS oblali ten egzamin. Pokazali arogancję, brak szacunku do innych niż ich wyborcy. 75% Polek i Polaków nazywani są zdrajcami oraz rebeliantami. PiS traktuje naród, jak durni i „ciemny lud”. I jakiż trzeba mieć „talent”, żeby w ciągu zaledwie kilku miesięcy skłócić się z połową świata.
4 czerwca stanie się niewątpliwie dniem do refleksji, że w miejscu w samym centrum Europy środkowo – wschodniej, gdzie zaczęła się demokracja, może nastąpić niespodziewany zwrot akcji i powrót do przeszłości.
Przez kolejny tydzień największą refleksją i problemem obecnej władzy będzie natomiast ile ludzi było na marszu w Warszawie. Premier Szydło nie będzie nawet zaprzątała sobie głowy opinią KE, bo jak wszyscy wiemy Polska jest krajem…, a demokracja ma się…
