
Cierpiący na nieuleczalną chorobę PiS zwaną algebrą wycofało z Sejmu projekty o podwyżkach dla siebie. Wychodzi na to, że pensje są jednak wystarczające. Ekipa prezesa, to mistrzowie w podejmowaniu niepopularnych i kosztownych decyzji. Kiedy wyborcy ustawiają się w kolejce po swoje obietnice, PiS próbowało wynagrodzić siebie za ciężką pracę w imieniu Suwerena.
REKLAMA
Po tsunami krytyki, która zalała pisowskie władze za horrendalne podwyżki wynagrodzeń dla premier Szydło i ministrów oraz nieco mniejszych dla posłów, szef klubu PiS obwieścił w czwartek, że projekt został wycofany. - "Uważamy, że nie był wystarczająco przygotowany na sytuację, w której jesteśmy" – wyjaśnił mediom Ryszard Terlecki. To był już drugi projekt PiS. Poprawiony.
A sytuacja finansowa PiS jest beznadziejna. Trzeba było kilku dni, żeby spacyfikować trzech ministrów: Mateusza Morawieckiego, Pawła Szałamachę i Jarosława Gowina, którzy sprzeciwiali się obniżeniu wieku emerytalnego, tłumacząc, że budżet państwa tego nie udźwignie. To nie był stanowczy sprzeciw tylko wobec Szydło, która nie cieszy się autorytetem, jako szefowa rządu. Nie godziło to również w prezydenta, który jest autorem projektu. Trzech ministrów postawiło się Kaczyńskiemu. Tym niemniej PiS obiecuje, że prace nad prezydenckim projektem obniżenia wieku emerytalnego ruszą po wakacjach, a ustawa ma zacząć obowiązywać od 1 października 2017 roku
Mimo tej finansowej zawieruchy w rządzie, np. prezydent i premier Szydło mieli zarabiać ponad 24 tys. zł., czyli o 8 000 więcej. W budżecie znalazło się nawet wynagrodzenie dla pierwszej damy, która co miesiąc miała pobierać 13 540 zł. Jak na funkcję typowo dekoracyjną, to dość sporo. O kilka tysięcy złotych wzbogaciliby się z publicznych pieniędzy ministrowie, wiceministrowie, aż po wojewodów, czyli przedstawicieli rządu w terenie. W tej sytuacji mogliby poczuć się pokrzywdzeni posłowie i senatorowie, więc klub PiS przewidział dla nich podwyżkę o 2 tys. zł.
Nad podwyżką dla parlamentarzystów zagłosował cały klub PiS. Łącznie z prezesem Kaczyńskim, który był „za”, ale później okazało się, że jednak "przeciw". Nawet wykazał oburzenie, a w mediach posłowie PiS mówili wręcz o wściekłości szefa ich partii. Opozycja zagłosowała przeciwko podwyżkom.
Pytanie tylko dlaczego Kaczyński nie protestował przeciwko podwyżkom dla prezydenta i rządu? To one pochłonęłyby przecież najwięcej z państwowej kasy.
Gdyby nie opozycja, fala protestów w mediach oraz w Internecie, PiS nie wycofałby się z tych projektów. Wszyscy ludzie Kaczyńskiego chcieli zrobić sobie z Polski prywatny folwark na wzór tego z orwellowskiej powieści. Teraz będą oczywiście mówili, że nie chcieli podwyżek. Dwa projekty trafiły do laski marszałkowskiej przypadkiem. Podrzuciła je zapewne opozycja. To jakieś nieporozumienie, a może nawet prowokacja.
A kto jest temu wszystkiemu winny…? - "to były projekty klubowe i zostały wycofane przez klub Prawa i Sprawiedliwości" – odpowiedział na pytania dziennikarzy wicemarszałek Terlecki. Z tej wypowiedzi wynika, że inne kluby parlamentarne złożyły kontrowersyjne projekty, ale cały skok na publiczną kasę udaremnił klub PiS, który wcześniej te projekty złożył. Natomiast Jarosław Kaczyński, myśląc zapewne, że głosuje nad ustawą o ochronie zwierząt, szybko wycofał się z podwyżek dla posłów i senatorów, ratując tym samym budżet państwa.
Prawda jest okrutna i brutalna dla członków PiS. Trudno, żeby Kaczyński nie wiedział o podwyżkach. Szydło, ani Duda oraz klub parlamentarny nie podjęliby bez zgody prezesa żadnej decyzji. A już na pewno o takim rozmiarze. Kaczyński widząc wielkie poruszenie opinii publicznej kazał wycofać projekty, wystawiając na strzał pazernych: prezydenta, premier, ministrów i parlamentarzystów ze swojego klubu. Bezwzględnie rzucił na pożarcie mediów i ludu swoich ludzi, opuszczając gmach przy Wiejskiej "po angielsku". Tłumaczył, to później, że nie zostało, to uzgodnione przez klub z prezydium partii.
Nurtuje mnie natomiast, co kierowało tymi ludźmi, kiedy próbowali obciążyć dogorywający budżet państwa 20 mln zł rocznie. Na pewno pazerność. Ale czy PiS nie pomyślało, że to natychmiast wywoła trzęsienie ziemi? Oba projekty zostały wycofane z Sejmu, ale niesmak pozostanie. Można tylko odnieść wrażenie, że motto PiS jest niezmienne – „ciemny lud to kupi”. No nie kupił. Wakacje będę w tym roku po kosztach.
Źródło: PAP
