
Rada i Komisja Europejska przedstawią w najbliższy wtorek w Strasburgu efekty zaleceń prawnych, do których wykonania zostali zobowiązani prezydent, rząd Beaty Szydło oraz klub parlamentarny PiS. Sprawozdanie będzie wyjątkowo krótkie, ponieważ pisowskie władze zalecenia zwyczajnie zignorowały, a nawet wykazały się arogancją i złośliwością, dodatkowo łamiąc prawo. Po debacie zostanie przegłosowana rezolucja, co dalej z Polską. Władze miały trzy miesiące na realizację II etapu. PE podejmie jednak decyzję na półmetku. Skąd ten pośpiech?
REKLAMA
Na pierwszy ogień eurodeputowanych PE pójdzie praktycznie większość ustaw budzących wątpliwości, co do ich zgodności z Konstytucją RP i te rujnujące ład prawny. To nowele o TK, ustawa o prokuraturach, antyterrorystyczna, medialna oraz dotycząca policji.
Drugi etap, czyli przesłanie zaleceń do Polski, wdrożono 27 lipca. I już na samym początku pilotujący sprawę Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej otrzymał od prezydenta Dydy wyraźny sygnał, że ten zaleceń – delikatnie rzecz ujmując, nie bierze pod uwagę. Duda, zgodnie z wytycznymi, zanim podpisze drugą już z kolei ustawę o TK autorstwa PiS, miał skonsultować ją z Komisją Wenecką. Nie zrobił tego, ale w napiętym grafiku, pod koniec wizyty papieskiej i Światowych Dni Młodzieży, znalazł chwilę, żeby ustawę podpisać. Dokładnie trzy dni po wydaniu zaleceń. Kolejny bubel prawny PiS, w założeniu, mający na celu podporządkowanie sobie TK Kaczyńskiemu, prezydent podpisał błyskawicznie, ponieważ opozycja zapowiedziała zaskarżenie ustawy do TK, zanim jeszcze ta wejdzie w życie. Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę za niezgodną z Konstytucją.
„Wykonanie” kolejnego zalecenia musiało „spoliczkować” Timmermansa. Rząd miał opublikować orzeczenia TK. Wydrukowano aż 19 zaległych wyroków bez orzeczeń z 9 marca i 11 sierpnia, które dotyczyły pisowskiej ustawy o TK.
Prawdziwym mistrzostwem w łamaniu prawa i zasad praworządności wykazał się prokurator regionalny z Katowic, który prowadzi obecnie śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych przez prezesa TK, sędziego Andrzeja Rzeplińskiego, który nie dopuścił do orzekania trzech pisowskich sędziów. Zgodnie z Konstytucją RP, prezes TK włączając do składu owych sędziów sam złamałby prawo. Tym czasem prawo złamał prokurator z Katowic wszczynając śledztwo, ponieważ sędzia TK może mieć do czynienia z paragrafami jedynie, jeśli zostanie przyłapany podczas popełniania przestępstwa na gorącym uczynku. Do Katowic sprawa trafiła wprost z Prokuratury Krajowej.
Kaczyński zamiast stosować się do zaleceń KE chce wyeliminować Rzecznika Praw Obywatelskich, Adama Bodnara, który do tej pory jest jednym z najbardziej aktywnych, pracowitych i skutecznych obrońców praw obywateli. PiS zarzuca Bodnarowi lewactwo. Natomiast Fundacja prawników Ordo Iuris chce odwołania RPO, bo za bardzo broni "interesów subkultury LGBT".
Pisowskie władze miały dostosować się do zaleceń KE w ciągu trzech miesięcy. Głosowanie nad rezolucją odbędzie się jednak półtora miesiąca wcześniej. Zapewne KE nie widzi nawet cienia szansy na jakiekolwiek zmiany, a zamiast demokracji dostrzega dyktatora oraz dyktaturę większości sejmowej, dla której Konstytucja RP nie ma najmniejszego znaczenia prawnego.
Trudno uwierzyć w przypadek, że akurat w poniedziałek do Warszawy przybędzie trzyosobowa delegacja Komisji Weneckiej, od której wszystko się zaczęło. Wizyta związana jest z pracami nad opinią ws. ustawy o TK autorstwa PiS. Po dwudniowym pobycie i rozmowach w Polsce sprawozdawcy Komisji sporządzą indywidualne uwagi, które zostaną potem połączone w projekt opinii. Będzie on rozesłany do wszystkich krajów członkowskich Komisji, w tym także do polskiego rządu. Należy przypomnieć, że poprzedni raport KW był wyjątkowo miażdżący dla pisowskich władz.
Krajom UE i NATO na pewno nie są obojętne ćwiczenia wojsk rosyjskich blisko granicy z Polską, które miały potrwać do końca sierpnia, ale nagle przedłużyły się. Na poligonie w obwodzie kaliningradzkim odbywają się manewry taktycznej grupy zmotoryzowanej wojsk nadbrzeżnych Floty Bałtyckiej, w których bierze udział około 1000 żołnierzy. Planowane jest użycie m.in. bojowych wozów piechoty, czołgów, haubic samobieżnych, systemów rakietowych i artyleryjsko-rakietowych. Działania te osłaniać będą z powietrza samoloty Su-24 i śmigłowce Mi-24 lotnictwa morskiego Floty Bałtyckiej. Jest to oczywiście demonstracja siły, tym bardziej, że biuro prasowe Floty Bałtyckiej informuje agencje prasowe o ćwiczeniach wyjątkowo skrupulatnie, kończąc komunikat słowami – „na wypadek wojny”.
O ile na początku kadencji pisowskie władze były zmartwieniem opozycji i Polaków, którzy nie głosowali na partię Kaczyńskiego, teraz sen z powiek prezes spędza również naszym sojusznikom. Oliwy do ognia dolewa Antonii Macierewicz - szef MON, który w jednym z wywiadów powiedział, że Polska jest gotowa do wojny z Rosją czy minister spraw zagranicznych, twierdząc, że dysponuje dokumentami, iż nasi wschodni sąsiedzi są winni katastrofy smoleńskiej. Tak nieobliczalne i nieodpowiedzialne słowa nie padały przez ponad ćwierć wieku z ust żadnego polskiego ministra. Obecnie sytuacja w Polsce nie ogranicza się już jedynie do łamania prawa w kraju nad Wisłą, ale również bezpieczeństwa międzynarodowego.
Nic nie zwiastuje, żeby w Polsce nastąpiły jakiekolwiek zmiany na lepsze. Ba! Biorąc pod uwagę dotychczasowe, dyktatorskie praktyki Kaczyńskiego, będzie jeszcze gorzej. Czy w takiej sytuacji systemowe zagrożenia dla państwa prawa zostaną rozwiązane przez UE w porozumieniu z NATO innymi metodami niż dialog i upomnienia, które do tej pory okazały się nieskuteczne?
Źródło: europarl.europa.eu/news/pl/news-room/plenary/2016-09-12/5
